Syzyfowe prace

Uważam, że męża trzeba sobie wychować 😊. I nie chodzi wcale o to, że teściowa źle to zrobiła (chociaż kilka zastrzeżeń bym miała 😛), ale chodzi o to by wychować go „pod siebie”.
Kiedy kilka lat temu, zamieszkaliśmy razem i planowaliśmy ślub, ten właśnie wyżej wymieniony brak wychowania zaczął dawać się we znaki 😉.
Długo męża uczyłam, że na pytania typu:
• Grubo w tym wyglądam?
• Nie smakowało Ci?
• Ładna jest ta aktorka?
• Widać mi zmarszczki?
• Czy przeszkadzać Ci będzie jeśli dziś nie ogolę nóg?
Pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie można odpowiadać „Tak” 😂😂😂.
Odpowiadać „Nie” też nie można. Bo zwykłe suche „Nie”- to przemyślane „Tak” 😜😛.
Mąż się człowiekiem opornym w temacie okazał i niby prawie po 4 latach po ślubie, milionie strzelonych fochów, tysiącach cichych godzin potrafi się zapomnieć.
Zakupiłam sobie nową sukienkę. Nic specjalnego, a’la tuniczka, wzorzysta, do chodzenia po domu i w kolorach takich, żeby małych „rzydżków” i palców po czekoladzie widać nie było. Ustroiłam się i idę się pokazać.
Ja: Kocie jak wyglądam?
S: yyyyyy śmiesznie.
Osz Ty w mordę mówię 😜😉. Czyli grubo po prostu…
Dużo pracy przede mną jeszcze, oj dużo 😂😂😂. Ciekawe po ilu godzinach ciszy tym razem, mąż zrozumie, Że to nie był właściwy dobór słów 😉😉😉.

 

Składnia

W jednym ze wcześniejszych wpisów, w ramach przyzwoitości, wspomniałam o bracie 😛😜. Tak, mam – nie polecam 😉. Kocham go (bo ponoć rodziny się nie wybiera), ale bywa dość „ciężkim” człowiekiem. Może dlatego, że charakterki to akurat mamy podobne 😁. 
Ogólnie w wielu sprawach podobni do siebie jesteśmy, tylko ja mam więcej włosów 😊, chociaż przy takim trybie życia, to też pewnie już niedługo.

Tom tak jak i ja był od zawsze człowiekiem skazanym na sukces😛😛😛. I jemu, o dziwo się szybciej to udało. Autorytetem rodzinnym, doradcą kryzysowym i mentorem samoistnie okrzyknięty został. 

Tata zawsze nas wita słowami: „Cześć dzieci i witaj synu mój pierworodny” 😂😂😂.

Co trzeba mu przyznać to, że sam na sukces ciężko zapracował, bo ponoć najbardziej inteligentny z rodziny jest. Oczywiście stwierdził to ojciec więc opinii tej ufać nie można 😉😊.

Tom jako osoba najdoroślejsza mentalnie z naszej trójki, zawsze bał się o mój los. Dopiero mój ślub, dzieci i dom sprawiły, że w końcu po 34 latach odetchnął pełną piersią. Choć do dziś w ramach solidarności plemników współczuje S bardzo i wcale się z tym przede mną nie kryje 😉😁😀.

Kiedy siostra poinformowała go, że zostałam „blogerko”, tak naprawdę spodziewałam się najgorszego…

A tu pełny zaskok:

T:  A co to za jakieś blogowanie? Siostra pomaga z interpunkcją, a ja w czym? Ze składnią może? 

Ja: Oooo, kurde w sumie to możesz trochę pomóc.

T: Przestań, dobrze Ci idzie…. Tylko ta interpunkcja.

😊😊😊
I teraz nie wiem. Pochwalił? 😁😂😀

On to robi w białych rękawiczkach

Jak po każdym Nowym Roku przystało jestem na diecie. To znaczy, że nie jest to ani nic nowego, ani dziwnego, gdyż na diecie jestem całe życie 😊😉. Jest to ciężki 😛 i bardzo drażliwy temat.

Osobiście uważam, że to nie jest do końca tak, że ja mam 20 kg nadwagi, ja mam zwyczajnie 20 cm niedowzrostu 😂😂😂. Teoria jest dobra, tylko ciężko mi do niej przekonać otoczenie 😛. Bo otoczenie uważa, że w niektórych partiach jestem zaokrąglona podwójnie 😜. W tajemnicy Wam powiem, że są też takie, w których zaokrąglona jestem potrójnie 😜😜😜.
Padło na bieganie tym razem (niewiele opcji niewykorzystanych już zostało) 😛. Małżonek zadeklarował wsparcie, obiecał dopingować i motywować.
W zakupione specjalnie na ten cel leginsy zrolowałam brzuch 😂😉, podwinęłam cycochy w stanik i zuuuu lecę. Przebiegłam 4 km, ale przyznam szczerze, że bardziej wyglądało to na walkę o życie niż sport.
Wpadam do domu, otwieram drzwi, zwalam się na podłogę w korytarzu i próbuję doczołgać się do męża i wyżebrać łyk wody.

A Ten? A ten stoi jak gdyby nigdy nic, je ŚLIWKĘ W CZEKOLADZIE i mówi:
S: Widzisz, najgorzej zacząć.
Ja: Nienawidzę Cię.
I tak mnie właśnie mąż wspiera. Schowałby się z tą śliwką w kuchni i po cichu zjadł, a on się w oczy patrzy i się delektuje.

Ty wyrachowany chamie mówię!!! 😉😊
I przysięgam Wam, że widziałam w tych jego oczach cichą ZEMSTĘ 😂😂😂.

A wszystkiemu winna suszarka…

Osobą skorą do awantur nie jestem, choć uczciwie muszę przyznać, że umiem je robić, jestem w nich naprawdę dobra i co najlepsze zawsze uda mi się jedną z nich zaskoczyć męża 😂😉😊.

Tym razem poszło o to, że jestem gruba 😑.
Żeby Was wprowadzić w temat napiszę od czego się zaczęło. Kilka tygodni temu kupiliśmy suszarkę do ubrań. I jak na blondynkę przystało, parę razy włączyło mi się na zły program 😊😉 i ciuchy się trochę pokurczyły. Ale nauczyłam się, używam codziennie i więcej wpadek nie było 😉.
Wychodzimy dziś na spacer, szykujemy się w biegu jak zwykle zdezorganizowani i proszę męża, żeby mi skoczył na górę po leginsy. Wbijam się w nie, ciężko to ciężko, ale udało się, a S patrzy tak na mnie i mówi: „skurczyły się w suszarce chyba”.

I awantura gotowa. Nazwał mnie grubą 😂😂😂, bo nie suszyłam ich w suszarce nigdy!!! 😁😂

 

Interpunkcja 🙂

Jestem osobą raczej niecierpliwą (w tym momencie wszyscy domownicy śmieją się ze słowa raczej) 😉. Jeśli robię coś na czym mi zależy to robię to już, od razu, teraz, natychmiast i szybko 😊. I mam tak ze wszystkim, począwszy od pomysłu kupienia nowej sofy po pisanie bloga. Ale okazuje się, że daleko mi jednak w niecierpliwości do mojej siostry 😊. Zadzwoniłam do niej wczoraj wieczorem z poradą, zresztą jak przed każdym życiowym wyborem 😁 i pytam o blog. Czy widzi mnie w tym, czy w ogóle zaczynać i czy czas znajdę. Pytań w głowie było wiele, ale nie zdążyły się narodzić. Napisałam pierwszy post i wysłałam siostrze.
Ja: podoba Ci się?
Ona: tak, ale będe musiała Cię poprawiać i sprawdzać, bo masz duże problemu z interpunkcją.
Ja: dobrze Maja, ale to tylko próba. Chcę, żeby to było anonimowe.
Ona: o bracie mogłaś coś wspomnieć ze zwykłej przyzwoitości. Mogę mu powiedzieć, że zostałaś „blogerko”?
Ja: Nie Maja, ja bym chciała żeby to przez jakiś czas było anonimowe.

Wstaję rano, zaproszeń do polubienia strony wysłanych setki, polecenia i komentarze.
I wychodzi na to, że nie tylko z interpunkcją mam problemy, ale z asertywnością też 😉😊.

I jak tu go nie kochać?

Ja: S opublikowałam właśnie pierwszy wpis. Cieszysz się?

S: no bardzo

Ja: Sarkazm?

S: no gdzie tam…

Ja: dziś pierwszy wpis, za kilka lat książkę. Mam ambicje

S: Fantazje na pewno!

Na własnej krwi wyhodowałam. Zazdrości mi sukcesu 😉😛😜

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombi zombi zombi 😉😀

Idę spać, bo noc króciutka, poranek bliski, a czeka mnie jeszcze cyckanie 😉

Dobrej nocy, 😊 a nad S się zemszczę chrapaniem 😉

 

Początek :)

Pisanie bloga chodziło już za mną od kilku lat… I nagle wczoraj, miłościwie mi panujący małżonek wraca z pracy, humor ma, pod nosem coś mruczy więc mówię mu:

Ja: a może bym w końcu zaczęła bloga pisać, a nie ciągle tylko o tym gadam i gadam

S: no spoko, przecież możesz. I tak w sumie ciągle z telefonem siedzisz…

Cham pomyślałam 😊 Powiedziałam też 😉😊 Strzeliłam popisowego focha, z tych czuję się zraniona, bez przepraszam i pizzy się nie ugnę 😊

Pisać chcę o życiu 😊 życiu matki, żony, kobiety, gospodyni domowej. Staram się spełniać w każdej z tych ról. Mężatką jestem od lat 3. To moje pierwsze małżeństwo więc doświadczenia nie mam. Myślę, że przy kolejnych będzie łatwiej  😉😛 Dzieci dwójka, ale wycisk dają czasem jak pół przedszkola 😉 więc pisać jest o czym i mam nadzieję, że będzie ciekawie.