Mam t臋 moc 馃槈

Odkry艂am w sobie dar 馃槈. Jestem wydobywc膮 talent贸w.

Taki wydobywacz, to musi wiedzie膰, 偶e w cz艂owieku (w tym wypadku to by艂 S, bo w sumie tylko na nim pr贸bowa艂am 馃槣) to talent ukryty jest. S jest tak zwan膮 z艂ot膮 r膮czk膮. Umie zrobi膰 wszystko, na wszystkim si臋 zna, a jak si臋 nie zna to si臋 zapozna. M膮drzy si臋 przy tym okrutnie, ale t膮 jedn膮 wad臋 (na razie) pozwalam mu mie膰 馃槀馃槀馃槀.

Wymarzy艂am sobie 艂贸偶ko dla Felusia. Chcia艂am, 偶eby mia艂 co艣 ekstra i 偶eby chcia艂 sam spa膰. Szuka艂am po czelu艣ciach internet贸w, wyb贸r du偶y, ale 偶adne nie by艂o idealne. Podpatrzy艂am kilka projekt贸w, narysowa艂am sw贸j i zacz臋艂am wydobywanie.

Pr贸bowa艂am kilkoma metodami, bo to nie s膮 proste sprawy 馃槈.

Metoda 1 鈥 uwielbienie!
Ja: S, popatrz. To wcale nie jest taki skomplikowany projekt. Dasz rade. Przecie偶 jeste艣 najlepszy. Wszystko robisz najwspanialej. Zdolny jeste艣 bardzo przecie偶, m贸wi臋 Ci podejmij si臋, wyjdzie Ci na pewno.
S: Ania, nie ma mowy. Nie mam ani czasu, ani miejsca. Nie wymy艣laj.

Metoda 1 po dw贸ch bezskutecznych miesi膮cach ust膮pi艂a miejsca metodzie drugiej.

Metoda 2 鈥 na lito艣膰.
Ja: S, spr贸buj prosz臋. Mi tak bardzo zale偶y. Pomy艣l jaki Felu艣 by艂by szcz臋艣liwy. Jemu by si臋 bardzo podoba艂o, wiem to. Przemy艣l to, bo smutno mi, 偶e on takiego nie b臋dzie mia艂.
Po miesi膮cu 鈥炁糴br贸w鈥 widzia艂am, 偶e S zaczyna p臋ka膰, wiec sru mu ostatni膮 metod臋.

Metod膮 3- obiecanki cacanki.
Ja: S, bo wiesz, 偶e jak to 艂贸偶ko zrobisz, to Felu艣 p贸jdzie spa膰 do siebie, a my odzyskamy 艂贸偶ko i sypialnie.
S: Gdzie ten projekt????

Wydoby艂am 馃槈.

Fanklub, czyli siedem dziewcz膮t z Albatrosa 馃槈

Jako kobieta mam wiele tajemnic, mniejszych i wi臋kszych. Tajemnic przed m臋偶em, przed bratem, przed Majk膮 (rzadko bardzo, co prawda i tylko takie malusie, ale mam) i przed Wami 馃槈.

Moj膮 tajemnic膮 jest siostra 馃槉 i nie jest ni膮 Majka. Je艣li dotrzymacie mi wierno艣ci, to poznacie bli偶sz膮 histori臋 naszej 鈥瀊razylijskiej rodziny鈥. Mog臋 Wam tylko zdradzi膰, 偶e tw贸rcy 鈥濵ody na sukces鈥 inspirowali si臋 nasz膮 histori膮.
Tak wi臋c Chuda, bo o niej mowa, jest moj膮 najstarsz膮 siostr膮 (i nie 偶ebym jej wiek wypomina艂a, bo i cia艂em i duchem wygl膮da najm艂odziej z nas wszystkich 馃槉馃槉馃槉).

To w艂a艣nie Chuda jest moj膮 najwi臋ksz膮 fank膮. Ale pisz臋 o niej nie tylko dlatego, 偶e udost臋pnia m贸j ka偶dy post i do tego jeszcze ka偶dy, kt贸ry udost臋pnia 鈥瀙olubia鈥 馃槀馃槀馃槀, komentuje na 鈥瀎ejsbooku鈥, komentuje na stronie i 鈥瀢ciska” mnie wszystkim 馃槈. Pisz臋 o niej dlatego, 偶e jest zaje-fajna.

C: Ania, mi si臋 tak bardzo podoba, powiedz jak mam Ci pom贸c, to pomog臋.
Ja: Chuda udost臋pniaj jak mo偶esz.
C: Pewnie. Nie ma sprawy.

I dostaj臋 wiadomo艣膰 z 鈥瀎ejsbooka鈥:
鈥濵asz bardzo skuteczny post. Udost臋pniony 12 razy w ci膮gu minuty鈥. Sprawdzam 鈥 Chuda 馃榿馃榿馃榿.

I wiem, 偶e jej si臋 鈥瀗agniot艂o鈥, i wiem, 偶e przypadkiem, ale wiem te偶, 偶e jak bym do niej zadzwoni艂a, 偶eby udost臋pni艂a mi post sto razy, to ona odpowiedzia艂aby mi:

C: Ania, tylko ten, czy wszystkie po sto?馃榾

Ku przestrodze 馃槈

Kt贸rego艣 wieczora po艂o偶yli艣my maluchy spa膰, odgruzowali艣my kuchni臋 i salon, wzi臋li艣my prysznic i okaza艂o si臋, 偶e wiecz贸r jeszcze m艂ody. Pomy艣la艂am sobie, cudownie 鈥 poczytam i dziarsko pobryka艂am na g贸r臋. Jak si臋 okaza艂o m贸j m膮偶 mia艂 inne plany i po g艂owie chodzi艂y mu figle.

Zanim si臋 zorientowa艂am, by艂o ju偶 za p贸藕no 馃槉馃槈. Poczu艂am si臋 jak w potrzasku i szybko stara艂am si臋 znale藕膰 sensown膮 wym贸wk臋.

Zm臋czenie odpada艂o 鈥 widzia艂 przecie偶 jak po schodach wbrykuj臋 馃槉.
B贸l g艂owy 鈥 by艂 ju偶 dwa razy w tym miesi膮cu, wi臋c przegi膮膰 nie mog艂am, bo albo by si臋 biedak zacz膮艂 martwi膰, albo (co bardziej prawdopodobne) nie uwierzy艂by 馃槀.
My艣li ko艂ata艂y mi si臋 po g艂owie, czu艂am jak moje plany w艂a艣nie odchodz膮 w niepami臋膰 i powoli zacz臋艂am ju偶 wpada膰 w panik臋. I nagle. W艂ala鈽.

Ja: OKRES dosta艂am kochanie, bardzo mi przykro.

Dumna z siebie sp臋dzi艂am wiecz贸r czytaj膮c 馃槉馃槉馃槉

A rano bach 鈥 okres. My艣l臋 sobie trudno, karma to suka馃槀馃槀馃槀.

Tylko okres mam ju偶 trzeci tydzie艅 i w sumie wdzi臋czna jestem, 偶e w tym stresie nie przysz艂a mi na my艣li biegunka 馃槀馃槀馃槀.

Babskie sprawy

Za ka偶dym razem, za ka偶dym, ka偶dym, ka偶dym, jak kto艣 zapyta czy si臋 z S cz臋sto k艂贸cimy, a ja zgodnie z prawd膮 odpowiem, 偶e bardzo rzadko, to si臋 zawsze pok艂贸cimy 馃槀馃槀馃槀.

Taka jest prawda, bo k艂贸cimy si臋 rzadko, za to sprzeczamy milion razy dziennie 馃槉.
Tym razem sprawy przybra艂y bardzo nieprzyjemny obr贸t i pad艂o o kilka s艂贸w za du偶o. A posz艂o o babskie sprawy.

S: Ania, masz jakie艣 plany na nast臋pny weekend?
Ja: S, niby jakie?
S: Nie wiem, tak pytam.
Ja: To nie pytaj g艂upio, bo wiesz, 偶e ostatnio nie mam 偶adnych plan贸w. A jak ju偶 jakie艣 s膮, to nie moje a nasze.
S: Bez przesady!
Ja: Co bez przesady? My艣lisz, 偶e ja bym nie chcia艂a od czasu do czasu mie膰 dla siebie tak膮 babsk膮 chwil臋. Jakie艣 spa czy paznokcie. Nie narzekam, bo wiem, 偶e te偶 na nic nie masz czasu, ale nie pytaj mnie o plany do cholery!!

I tak od s艂owa do s艂owa, S chlapn膮艂 drzwiami, ja buzi膮 i ju偶 do ko艅ca dnia ze sob膮 nie gadali艣my. Nast臋pny dzie艅 te偶 by艂 taki 鈥瀙rzez z臋by鈥. Dzieci posz艂am usypia膰 sama, a S krz膮ta艂 si臋 jeszcze na dole.
Chyba przy tym usypianiu sama zasn臋艂am, bo po jakim艣 czasie Szanowny przyszed艂 mnie obudzi膰.

Zesz艂am na d贸艂. W salonie kominek rozpalony, wsz臋dzie 艣wiece, szlafroki czekaj膮, winko rozlane, stan臋艂am jak wryta, ze szcz臋k膮 mi臋dzy kolanami mniej wi臋cej.
Ja: S? Co to?
S: Babskie sprawy!
Ja: Hehe super. Sam to przygotowa艂e艣? To co b臋dziemy robi膰?
S: No te babskie sprawy.
Ja: Hehe, no czyli co?
S: K膮piel w olejku, potem pedikiury i maseczki z og贸rka, a potem Ty si臋 na mnie wy偶alisz, a ja potwierdz臋 偶em cham. Powiem Ci, 偶e schud艂a艣, 偶e 艂adnie Ci w niebieskim i ze Ka艣ka przyty艂a.

A偶 ryk艂am ze 艣miechu. Wiem, ze 偶artowa艂, bo Ka艣ka nie przyty艂a, a szkoda 馃槈馃槣馃槣馃槣.

Kocham go!鉂

呕ycie to s膮 chwile, chwile 馃槈

Cz艂owiek jak by艂 m艂ody, to by艂 g艂upi.

I nie chodzi o to, 偶eby czas cofn膮膰, jak to si臋 m贸wi, czy pozmienia膰 to czy tamto.
Ja bym tak nie chcia艂a. Nie zmieni艂abym nic, bo wtedy nie by艂abym w miejscu, w kt贸rym w艂a艣nie jestem.

Jednak kilka rad bym wzi臋艂a do serca, na kilku sprawach skupi艂a si臋 bardziej. Nic bym nie zmienia艂a, ale w niekt贸rych sprawach pos艂ucha艂abym starszych, bardziej do艣wiadczonych…

Na pierwszym roku studi贸w mieszka艂am w Bia艂ymstoku. Studiowa艂am dziennie, mieszka艂am u cioci z dwoma kuzynkami i pr贸bowa艂am sama siebie przekona膰, 偶e to jest to co chce w 偶yciu robi膰 馃槈.

I to by艂 w艂a艣nie ten moment, kiedy starszych nie us艂ucha艂am.

By艂am na zakupach na bazarku i spotka艂am wujka. Chwilk臋 pogadali艣my o wszystkim i o niczym, a przy po偶egnaniu zauwa偶y艂am, 偶e wujek lekko kuleje. Pytam grzecznie co si臋 przytrafi艂o, a Wujek odpowiada:

W: A daj spok贸j dzieciaku, hemoroidy.

Bo偶e, wstyd. Nie wiedzia艂am, gdzie oczy wsadzi膰. Szybko rozejrza艂am si臋, czy aby 偶aden znajomy nie s艂yszy, a wujek kontynuowa艂:

W: Bo Ania, najlepsze na hemoroidy to…
Ja: Wujku, przepraszam musz臋 lecie膰.
I uciek艂am g艂upia. Teraz wujka ju偶 z nami nie ma馃槩, a ja bym chcia艂a si臋 dowiedzie膰, co na te hemoroidy jest najlepsze 馃榿馃榿馃榿.

Aparat s艂uchowy potrzebny od zaraz 馃槈

Jestem taka wkurzona, 偶e musz臋 o tym napisa膰, bo zaraz kogo艣 udusz臋, a tym kim艣 b臋dzie oczywi艣cie S 馃槈.

Zacz臋艂o si臋 od g艂upoty (jak to zwykle pono膰 bywa).
S robi艂 p贸艂k臋 do sypialni (m贸j prywatny D偶eptette 鈥 o tym innym razem) i zabrak艂o mu farby i jakich艣 艣rubek (albo nak艂adek, podk艂adek czy sradek, nie pami臋tam).

S: Jedziecie ze mn膮?
Ja: A jedziesz tam gdzie s膮 dekoracje, firanki i ca艂y ten festyn do domu?
S: Ta. Tam.
Ja: To jedziemy. Musz臋 co艣 w ko艅cu na t膮 now膮 p贸艂k臋 postawi膰.

Ubrali艣my si臋 wszyscy i sprawnie, o dziwo, po kilku minutach byli艣my ju偶 w sklepie:
S: To ty we藕 Felusia, ja id臋 z Bub膮 i za 10 min spotkamy si臋 w 艣rodkowej alejce.
Ja: Super. Mi pasuje. Telefon masz? Pami臋taj tylko, 偶e za 10 min, bo mnie kolanko boli i d艂u偶ej 鈥瀗ie nachodz臋鈥.
S: Spoko, spoko. Dzwo艅, jakby co.
I ju偶 go nie by艂o.

Poszli艣my z Felusiem na dzia艂 dzieci臋cy, by艂o kilka fajnych rzeczy, ale nic nie kupi艂am, bo w uszach mi brzmia艂y s艂owa S 鈥濧nia, do Felusia nic nie kupuj. Ten dzieciak ju偶 si臋 nie ma jak tam ruszy膰鈥. Nie by艂a to prawda, ale zwyczajnie ust膮pi艂am ( przynajmniej tym razem 馃槣).
Poszli艣my na dekoracje, ale wszystkie drogie jak cholera i naprawd臋 nic ciekawego nie by艂o. Wpad艂y mi w oczy dwie fajne p贸艂eczki, ale zdecydowa艂am, 偶e zapytam czy S da rad臋 mi takie zrobi膰. Popatrzy艂am na zegarek, 12 minut min臋艂o, pora wraca膰.
Felu艣 bryka艂 dziarsko za r臋k臋, krzycza艂 na ca艂y sklep 鈥瀟a-tu-siu鈥, a ja powoli kula艂am w stron臋 艣rodkowej alejki. Zachodzimy, nie ma ich. Wyj臋艂am telefon, dzwonie. S nie odbiera. My艣l臋 – poczekam chwilk臋, pewnie idzie i nie s艂yszy. Felu艣 drze si臋 jeszcze g艂o艣niej, ja dzwonie znowu i znowu i znowu. S nie odbiera, a po nich ani widu ani s艂ychu. Po 10 min zacz臋艂am si臋 ju偶 troszk臋 denerwowa膰, szczeg贸lnie, 偶e ju偶 nawet we wrzasku Felusia by艂o s艂ycha膰 desperacj臋.
Dobra, poszed艂 po 艣rubki. Idziemy w ich stron臋, ja dzwoni臋, Felu艣 si臋 drze 鈥瀟a-tu-siu鈥, 鈥濨uuuuuuu-baaaaaaa鈥. Nie odbiera. Kurza noga na 艣rubkach go nie ma!!!!! Wracamy na 艣rodek. Na zegarku 20 minut po czasie, a moje ci艣nienie wskazuje na 鈥瀦decydowanie zdenerwowana鈥濔煒傪煒傪煒. Dobrze, co jeszcze mia艂 kupi膰, tylko spokojnie, farb臋 chyba. Idziemy. Felu艣 si臋 drze, ja dzwonie, powolutku idziemy. Farby jak na z艂o艣膰 na ko艅cu sklepu. Dzwonie dalej, chyba ju偶 20 raz, dochodzimy do alejki z farbami i z daleka rozpoznaje dzwonek jego telefonu. Pierwsza my艣l, matko zemdla艂 mo偶e, a Buba z nim, roz艂膮czam si臋, biegn臋 prawie w panice. Felu艣 si臋 cieszy, bo lubi biega膰 po sklepie, a szczeg贸lnie z mam膮. Wpadamy do alejki z farbami, S nas zauwa偶a, odwraca si臋 do nas i m贸wi:

S: O tak szybko?

Stan臋艂am jak wryta. Puls milion, ci艣nienie 鈥瀞tan przedzawa艂owy鈥, plecy mokre, noga prawie urwana, a S pogwizduje pod nosem. W g艂owie huczy 鈥濻pokojnie Ania, Spokojnie Ania, SPOKOJNIE ANIA鈥.

Ja: S dlaczego nie odbiera艂e艣?
S: O, a dzwoni艂a艣?

Ja: Cholera S, ze 30 razy, po co Ci kom贸rka, stacjonarny kup, albo aparat s艂uchowy. Szukamy Ci臋 wsz臋dzie. Nie s艂ysza艂e艣 jak Felu艣 wo艂a艂?
S: Ania, no nie s艂ysza艂em. Farb臋 wybieram.
Ja: Ale mieli艣my si臋 spotka膰 20 minut temu. Co mo偶na robi膰 przy puszce z farb膮 20 minut S?
S: A nieeee. Tu to ja dopiero przyszed艂em. 艢rubki wcze艣niej wybiera艂em.

Udusz臋, kiedy艣 udusz臋….
I do tego mnie ka偶dy s膮d uniewinni 馃槀馃槀馃槀.

Romantyk 馃槈

Kilka dni temu wzi臋艂o mnie na wspominki 馃槉.

Siedzieli艣my wieczorem z S przy kominku, popijali艣my wino i pytam S:

Ja: A jak by艣 mia艂 wymieni膰 takie nasze najszcz臋艣liwsze 10 dni?
S: Du偶o by艂o 艣wietnych.
Ja: To ja zaczn臋. Pierwsza nieRandka (opowiem Wam o tym kiedy艣 馃槀馃槀馃槀), zar臋czyny, 艣lub, jak Felusia po 18 dniach zabierali艣my ze szpitala, jak Majka por贸d Buby odebra艂a, jak Buba wysz艂a ze szpitala, dzie艅 kiedy dostali艣my klucze od domu, pierwszy grill w naszym domu i kiedy jednego dnia mi dwie pary but贸w kupi艂e艣 馃槢馃槢馃槢馃槢. A Twoje?
S: Te same przecie偶.
Ja: Ej no, wymy艣l chocia偶 jeden.
S: O o o wiem. Nawet dwa tygodnie ca艂e mam.
Ja: Tak? Kiedy niby?
S: A pami臋tasz jak mia艂a艣 zapalenie gard艂a i m贸wi膰 nie mog艂a艣. To by艂y pi臋kne dni.

艢winia nie romantyk!!! 馃槀馃槀馃槀

Chod藕 tu mi艂a…

Wpis dla os贸b powy偶ej 18 roku 偶ycia. Przeznaczony dla czytelnik贸w o mocnych nerwach. Zawiera realistyczne opisy i dramatyczne obrazy 馃槣馃槣馃槣.

Ci膮偶a, cyckanie, ci膮偶a, cyckanie. I tak mi zlecia艂o ostatnie trzy lata.

Wr贸ci艂am do pracy i Buba sama zdecydowa艂a, 偶e pora cyca odstawi膰. Ona przesz艂a nad tym do porz膮dku dziennego, a mnie jeszcze kilka tygodni m臋czy艂y wyrzuty sumienia. Buba jednak nic sobie z tego nie robi艂a i polubi艂a butl臋.

Kiedy w ko艅cu si臋 otrz膮sn臋艂am i te偶 doceni艂am butelk臋, zwr贸ci艂am uwag臋 na swoje cycochy. To by艂 HORROR 馃榿馃榿馃榿.

Dopad艂y mnie kompleksy. Cho膰 to chyba ma艂o powiedziane, bo kompleksy to si臋 mog艂y uczy膰 od moich cycoch贸w 馃槀馃槀馃槀.

S zobaczy艂, 偶e 艣wiruj臋 i pr贸bowa艂 mnie pocieszy膰:

S: Ania, nie wa偶ne jak wygl膮dasz. Ja Ci臋 kocham tak膮 jak膮 jeste艣.
Ja: Bla, bla, bla.
S: Ania, przesadzasz.
Ja: S, mi si臋 cycki po ziemi wlok膮!!
S: Bez przesady. Mo偶e s膮 tylko troszk臋 mniej j臋drne.
Ja: S ja ju偶 nigdy rowerem nie b臋d臋 mog艂a je藕dzi膰, bo mi si臋 b臋d膮 w ko艂a wkr臋ca膰!!!
S: Dramatyzujesz jak zwykle. Dobrze wygl膮dasz, a rowerem i tak nie je藕dzisz.
Ja: Co ja mam zrobi膰?
S: Nic Ania. Naprawd臋 nic nie wida膰. Mo偶e musisz sobie dobry stanik kupi膰?
Ja: Albo silikony wstawi膰.
S: Serio? Wiesz 偶e, za cen臋 silikon贸w mia艂aby艣 100 par but贸w.
Ja: I za to Ci臋 w艂a艣nie kocham, bo Ty S cz艂owieka z kompleks贸w jednym zdaniem potrafisz wyleczy膰 馃槀馃槀馃槀. W sumie prawda. Jak dobry stanik kupi臋, to nawet nikt nie zauwa偶y, 偶e one w nim takie zwini臋te 馃槀馃槀馃槀.

Cierp cia艂o, skoro艣 chcia艂o… 馃槈

Czuj臋 si臋 zdradzona…

Ale od pocz膮tku…

Przez ostatnie trzy lata moja waga waha si臋 w przedziale +/-20 kg i niestety najcz臋艣ciej jest to + w艂a艣nie. Jednym s艂owem, 偶eby postawi膰 spraw臋 jasno jestem 鈥瀞pa艣ni臋ta鈥 馃槢馃槣馃槢.

Po porodzie Buby, postanowi艂am, 偶e na razie garderoby nowej kupowa膰 nie b臋d臋, bo na pewno schudn臋 馃榿.

Niezawodne jak zwykle okaza艂y si臋 legginsy. Wygl膮dam w nich jak salceson, z ka偶dej strony mi si臋 wylewa, cellulit prze艣wituje i wygl膮da jak panterka, ale s膮 bardzo wygodne i naprawd臋 tylko dzi臋ki nim nie chodz臋 ca艂ymi dniami w pi偶amie 馃槉.

I wiem, 偶e jedno s艂ynne chi艅skie przys艂owie m贸wi, 偶e 鈥瀕egginsy to nie spodnie鈥, a drugie, 偶e 鈥瀖臋偶a oszukasz, przyjaci贸艂k臋 oszukasz, ale leggins贸w nie oszukasz鈥 馃槢馃槣馃槢, ale to jedyny ciuch, w kt贸ry si臋 mieszcz臋 na stoj膮co, bo w inne musz臋 si臋 „wbija膰” na le偶膮co 馃槣馃槣.

Jeansy z regu艂y zak艂adam tylko do lekarza, ale zawsze id臋 w nich z dusz膮 na ramieniu, bo boj臋 si臋, 偶e jak si臋 zapomn臋 i zaczn臋 oddycha膰 to komu艣 guzikiem z臋by wybij臋 馃槈.

Dlatego te偶 legginsy by艂y do dzi艣 moj膮 ostatni膮 desk膮 ratunku.
I ta w艂a艣nie deska mnie dzi艣 zdradzi艂a!

Bo ja rozumiem jeansy, sztruksy, jegginsy mog膮 鈥瀟rachn膮膰鈥 na pupie, ale 偶eby legginsy!!! 馃槺馃槺馃槺馃槀馃槀馃槀馃槀

Hej ho, hej ho, do pracy by si臋 sz艂o… 馃槈

Osob膮 wykszta艂con膮 jestem, cho膰 niepraktykuj膮c膮 馃槢馃槢馃槢. Praca w fabryce wymaga ode mnie jedynie r膮k, m贸zg jest zb臋dny, na co w sumie nie narzekam. Nie chc臋 si臋 nadwyr臋偶y膰 ci膮g艂ym my艣leniem 馃槣馃槀.

Z uwagi na to, 偶e z bloga jeszcze 鈥炁紋膰鈥 si臋 nie da 馃榿馃榿馃榿, to postanowi艂am zmieni膰 prac臋.

Urlop macierzy艅ski nieub艂aganie dobiega艂 ko艅ca wi臋c szuka艂am czego艣 nie w weekendy, nie po 12h i nie na nocki.
Uda艂o si臋 do艣膰 szybko, cho膰 nie by艂o to nic ambitnego, ale dobre godziny i blisko. Pieszo 15 minut, a rowerem 5 (ale o tym kiedy indziej) 馃槈.

Szukanie pracy zacz臋艂am od podpicowania CV.

Ja: Pomo偶esz mi napisa膰 CV?
S: Pewnie, dawaj. W kt贸rym miejscu jeste艣?
J: Umiej臋tno艣ci dodatkowe?
S: Pami臋tliwo艣膰, czytanie w my艣lach, przewidywanie przysz艂o艣ci, p艂acz na zawo艂anie.
Ja: S jeste艣 艣wini膮, mia艂e艣 mi pomaga膰. I to nie jest mi艂e. Nie gadam z Tob膮!
S: Ania, ja 偶artowa艂em. Dobra, piszemy. Co dalej?
Ja: Atuty?
S: Pisz 鈥瀗ie dotyczy鈥…

To si臋 鈥瀗a pomaga艂鈥 馃槀馃槀馃槀.

Chyba m贸j m膮偶 zat臋skni艂 za cichymi dniami i my艣la艂, 偶e si臋 nie zorientuj臋 馃槣馃槣馃槣. Kara b臋dzie m臋偶u, kara, nie nagroda 馃槣馃槣馃槣.