Urlop 😉

Jest 4:00 rano czasu angielskiego, a ja spędziłam pół nocy szukając w necie, czy da się złożyć on-line pozew o rozwód.

Ale od początku.

Na wakacje wyjeżdżamy, jak już wiecie. Rano dziś mamy samolot. Urlop zaplanowany, utęskniony, wyczekiwany. Odliczałam do niego kilka ostatnich tygodni.

Weekend przed wyjazdem, okazało się, że z samą organizacją wyszło już gorzej. Oboje pracujemy, wymieniamy się dziećmi i czasu na wszystko brakuje.

Pakowanie zostawiliśmy na niedzielę rano. Kilka pierdół trzeba było jeszcze dokupić i ogarnąć (ale o tym kiedy indziej). Rzeczy mieliśmy wcześniej przygotowane, zostało je tylko spakować w bagaż. Jeden. Dwoje dorosłych, dwójka dzieci, 14 dni urlop i jeden bagaż.

Co prawda wysłaliśmy wcześniej paczkę z ciuchami na wesele i chrzciny. Dorzuciliśmy kilka rzeczy, ale jak zwykle robiliśmy to na ostatnią chwilę i na tzw. szale i żadne z nas nie pamiętało, co i ile tam wrzuciliśmy.

S: Ania, a spodnie moje tam były?
Ja: Nie wiem, były. S szykuj swoje, a ja swoje i dzieci. I błagam Cię, nie denerwuj mnie!
S: Bo ja nie wiem jaka będzie pogoda i co spakować. A widzę, że Ty dużo naszykowałaś.
Ja: S, no ja za to wiem jaka pogoda będzie, tak? A ile na 3 osoby to dużo dla Ciebie? Babrasz w bombie, bo ja się wkurzam, bo też nie wiem co zabrać.

I tak do wieczora. Cały dzień się pakowaliśmy. Ania, a to? Ania, a tamto? Myślałam, że ochujam. Ciuchy, mleka, butelki, laptopy, sropy, a na moje 2 sukienki zerkał wymownie.

Udało się. W końcu. S zważył bagaż. Zmieściliśmy się. Pierwszy raz.

Wyciągnęliśmy nogi na sofie, walczyliśmy tv i postanowiliśmy odetchnąć z kieliszkiem wina.

Ja: S, a do której bramki otwarte?
S: O kurde Ania, ja odprawy nie zrobiłem!

No i tak. Zapomniał. Zrobił o 23. Udało się, ale miejsc już nie było. Po odprawie okazało się, że on siedzi razem z Bubusią i Felusiem, a ja 30 rzędów za nimi. I albo się Felutek postara, że mnie przesadzą, albo tylko ja będę miała spokojną podróż 😉.

 

#pogadANKI: chrapanie 😉

Wiele się ostatnio dzieje i na wszystko brakuje czasu. Na sen szczególnie. I o tym właśnie dziś we wpisie z cyklu #pogadANKI.

Nie chodzi o sen sam w sobie, bo ten już od dłuższego czasu mamy w wersji limitowanej. Chodzi mi o to, co spanie utrudnia. Pomijam dzieci, bo one do tego są stworzone, ale ostatnimi dniami, S się bardzo do nie wyspania przykłada. Chrapaniem.

Kiedyś jakaś kobieta, jakiejś kobiecie doradziła, że najlepsze na chrapanie jest przekręcanie głowy męża do momentu usłyszenia chrupnięcia. Pomoc natychmiastowa ponoć. Ja niestety nie miałam tyle odwagi więc u mnie trwało to trochę długo.

1. Po pierwsze i najważniejsze, budź zanim się rozkręci. Pamiętaj, że pierwsze pomruki mimo delikatności i słodkości w swym brzmieniu sygnalizują coś zupełnie innego. Dlatego budź.

2. Jeśli delikwent jest niewzruszony i nie ma szans, żeby go dobudzić, dalej pochrapuje wesolutko, przejdź do pkt 3.

3. Dzieci. Dzieci na niego napuść. Sama połóż się ze starszakiem, a jego zostaw z mniejszym. Jak chrapaniem obudzi mniejszego, to maluch przy bujaniu nie pozwoli już wydać z siebie żadnego odgłosu.

4. Jeśli jednak okaże się, że Ty nie możesz spać, bo śpisz z dziećmi, a Szanowny, mimo dzieci, spać może, przejdź do następnego punktu.

5. Zatykanie nosa. Tylko tu ostrożnie, ja wiem, że korci, ale nie dajcie się. Zatykajcie, aż przestanie chrapać, a nie aż w ogóle przestanie. Napawajcie się odgłosem łapanego łapczywie powietrza.

6. Jeśli okaże się, że zatykanie nosa przeciwdziała chrapaniu, ale tylko chwilowo, zostaje nam jeszcze szturchanie. Można na różne sposoby. Zdecydowanie najbardziej popularne jest szturchnięcie w ramię i wysyczenie przez zęby „nie chrap”. Można też pofatygować się, wstać, stanąć nad chrapaczem i oburącz szarpać aż wstanie.

Zdarza się też tak, że w ciężkim przypadku, a takim jest właśnie S nic nie pomaga. Prośba, groźba, nic. Argumentów w stylu „Ty też chrapiesz” nie bierzcie do siebie. Pamiętajcie, że przy takim śnie nigdy Wam tego nie udowodni.

Nic nie pomogło, a Ty dalej nie możesz spać. Pęka Ci głowa, a wibracje chrapania drgają w Twoim każdym nerwie? Przejdź do punktu 7.

7. Kiedy wieczór tak przyjemny znowu zaczyna przypominać horror. Wstań po cichutku, idź do sypialni gościnnej, pościel łóżko i połóż się razem z dziećmi.

Delektuj się błagą ciszą, przerywaną jedynie szeptem: „Wróć no, już nie będę. Proszę no, bez Was nie zasnę”.

Dzień Dziecka ❤️

Dziś, w Dzień Dziecka nasza Bubusia kończy roczek.

Ten rok zleciał jak szalony, ale wszystko pamiętam jakby to było wczoraj.
Tym razem cesarkę miałam zaplanowaną już w pierwszych tygodniach ciąży. Bałam się iść sama, a nie mieliśmy z kim zostawić Felutka. Z pomocą jak zawsze ruszyły siostry. Kilka dni przed zabiegiem, S odebrał z lotniska Chudą i Majkę z dzieciakami.

Z uwagi na to, że nie chcieliśmy zasmucać Felutka i zostawiać go bez naszej dwójki, na cesarkę poszła ze mną Maja. Stresowałam się, ona troszkę też, ale wiedziałam i czułam, że tym razem musi być wszystko dobrze. I razem już o 8 rano, czekałyśmy w szpitalu.
Przygotowanie do zabiegu przebiegło szybko i sprawnie. Koło godziny 10 wjechałam na salę, a po kilku minutach dołączyła do mnie Maja. Cały zabieg trzymała mnie za rękę i wyczekiwała ze mną.

Kiedy usłyszałyśmy płacz Bubusi, obie się rozwyłyśmy. 9 miesięcy wyczekiwania, nerwów i stresu i w końcu ją zobaczyłam. Sina, oblepiona i duuuża. Podali ją Majce, a mnie zaczęli zszywać. Maja dopilnowała wszystkiego i zadzwoniła do S.

Po wszystkim przenieśli nas do osobnego pokoju, żebym mogła przywitać się z moim Skarbem i w końcu wziąć ją na ręce.
Piękna, duuuża i jakaś taka ciemna mocno.

Przyjechał S z Felutkiem i szybko przybiegli do nas.

S wziął Bubę na ręce i płakał ze szczęścia.

Ja: Piękna jest.
S: Najpiękniejsza.
Ja: S ja wiem, że ona jest jakaś taka ciemna. Ale ona na serio jest Twoja.
Ja: Ania, nie martw się, choćby była ruda, to pokocham jak swoje.

100 lat córciu. Kochamy Cię całym sercem ❤ . Jesteś naszym promyczkiem, naszą radością i spełnieniem naszych marzeń. Zawsze bądź taka uśmiechnięta, wesoła i nieupierdliwa. Rośnij duża i zdrowa. 

A Tobie Synku wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka.

Nioniek

Kurde, ale mieliśmy. Nie pisałam Wam wcześniej, bo nie chciałam zapeszać.

Felutka odsmokowaliśmy. Wiem, że jest dużo przeciwników i wielu zwolenników. Nie raz mi się dostało, za to że ciąga „niońka”.

Jest wiele powodów za i wiele przeciw. Po pierwsze daliśmy, bo Felutek urodził się bez odruchu ssania, a po drugie lekarz w szpitalu powiedział nam, że smok dla dziecka to przywilej. No i w sumie to był najlepszy agrument.

Z uwagi na to, że to duży chłopczyk już, niedługo do przedszkola i jeszcze ta alergia nieszczęsna, postanowiliśmy się smoka pozbyć.

Plan zakładał, że zrobimy to w weekend. Dwa całe dni razem mogłoby ułatwić to zadanie i wiadomo, że w kupie siła.

Dwa dni przed już nie mogłam spać, zamartwiałam się jak to będzie, przejmowałam się, że będzie płakać, że mu krzywdę robię. W sobotę rano przecięcie smoka wzięłam na siebie. W sumie nie wiem czemu, ale czułam, że ja to muszę zrobić. Chyba ze względu na to, że to ja byłam najsłabszym ogniwem w całym tym przedsięwzięciu.

Po kilku godzinach, kiedy szliśmy na drzemkę Felutek zapytał o smoka.

F: Mamusiu gdzie nioniek?

Ja: W kuchni leży. Idź sobie weź.

Serce mi waliło jak szalone, dłonie się całe spociły.

F: Mamusiu nioniek się popsuł.

Ja: Ojej, co się stało? Popsuł się? Wyrzuć do śmieci, a jak otworzą sklep to kupimy nowy.

Felutek smoka wyrzucił i do wieczora nie zapytał. My za to z S patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem. Dopiero po kąpieli Felutek rzucił:

F: Tatusiu, gdzie nioniek?

S: Wyrzuciłeś synku.

F: Pojedziemy do sklepu kupić?

S: Tak synku, jak otworzą to pojedziemy i kupimy.

Przez pierwsze 3 dni zapytał dwa razy. Chociaż S prawie spalił temat, jak wchodząc na drzemkę z dziećmi rzekł: „Felutku, jaki Ty jesteś już duży chłopiec. Bez pampersa, ścięte włoski i bez nionia”. Jak już powiedział, to go samego zatkało, ale Felutek odpowiedział tylko: „Tak tato”.

Przez tydzień, staraliśmy się omijać sklepy, żeby go nie kusić. Baliśmy się jak zareaguje na to, że Bubusia ciągle ma. A on zwyczajnie mówił, że ona ma dzieciowy.

Tydzień jak na szpilkach, chociaż jak zachorował, to prawie zmiękłam. Więc dobrze, że przecięty został. Nie pytał, nie szukał, nie narzekał.

Dziś tylko do mnie podszedł i z ewidentnym sarkazmem w głosie mówi:

F: No, ciągle zamknięty ten sklep.

Roztargniona 😉

Bo ja Wam nie powiedziałam, że jak ja ten nowy stół kupiłam, to stary jeszcze stał. No i jak ten stary stał, to S się wkurzał, że graciarnia i trzeba go sprzedać.

Po dwóch dniach mówię:

Ja: S, faktycznie mało miejsca z tymi dwoma stołami. Może ten stary rozłożyć i zanieść na górę trzeba, bo nie wiadomo kiedy uda się go sprzedać.

S: Dobrze, zaraz to zrobię.

I faktycznie od razu się zabrał. 6 krzeseł, 4 nogi, blat i dwa przedłużenia wtargał na górę. Sapał, parskał, o dyszeniu nie wspomnę, ale nic nie mówił i na górę go zatargał.

Po dwóch dniach, jak S był w pracy to znalazł się kupiec. Przyjechał koło 12, jak dzieci spały. A, że dzieciaki spały na górze, to stół i krzesła znosił na palcach i po cichutku. Pomogłam mu trochę, bo nie chciałam, żeby obudził dzieciaki. Klient zadowolony, zapłacił i pojechał, a ja usunęłam ogłoszenie i wiadomości z telefonu.

Następnego dnia rano, pojechałam z maluchami na zakupy i miałam dziwne przeczucie, że ktoś mnie śledzi. Jak wracaliśmy to nawet do S zadzwoniłam, że chyba jakieś auto za nami jedzie.

Ja: S, chyba ktoś nas śledzi.

S: Ania, ale kto? Może Ci się wydaje. A jakim autem?

Ja: Nie wiem. Ale takie mam przeczucie.

S: Ania, Ty jesteś taka gapa, że nie wiesz jakie auto jedzie za Toba, a wiesz, że jedzie. Uspokój się i nie panikuj.

Rozłączyłam się zła, bo nie chciałam już słuchać, jaka to roztargniona jestem. Uwierzcie mi, że prawie na zawał padłam jak wchodziłam na podwórko, a auto zatrzymało się pod domem. Wysiada facet. Kurde. Ten od stołu.

Fos: Przepraszam, że ja tak za Panią jeżdżę, ale nie byłem pewny czy to pani.

Ja: A co się stało?

Fos: Nóg od stołu nam Pani nie dała.

Ja: O cholera. Przepraszam. Czemu Pan nie napisał?

Fos: Nic nie szkodzi. Skasowałem wiadomości.

Ja: Ja też. Cholera, strasznie Pana przepraszam.

 

I co? Ja roztargniona? Mówiłam, że za mną jeździ.

#pogadANKI: awantura

Czasem, żeby oczyścić atmosferę w związku, przydaje się awanturka. Mała, szybka i z niczego. I od rozkręcania takiej jestem specjalistką 😛.

Zapraszam na pogadANKI.

Chłop jaki jest, każdy widzi.

Mój często małomówny, zły, bądź zwyczajnie zniecierpliwiony, nie zdaje sobie sprawy, że to nic innego, jak złe emocje. Jeśli zaobserwujesz to u swojego faceta, przejdź do działania. Niech się nie męczy. Niech kilka ciut szybciej i ciut, ciut głośniej wymienionych zdań oczyści atmosferę. Niech powie, co go gniecie i będzie Wam obojgu lżej.
Bywają przypadki, że mężczyzna, mimo Twoich starań nieskorym do kłótni się staje. Podaję kilka sprawdzonych przykładów, jak z jego uników, stworzyć coś na szybko.

S: Ania, a soliłaś ziemniaki?
Ja: A, co nie czuć? Tobie to nigdy nie dogodzisz. To za mało, to za dużo, czemu się ciągle mnie czepiasz. Może sam zacznij gotować i zobaczysz jak to miło, jak Cię z każdej strony będą krytykować. Zastanów sie czasem, bo zamiast docenić, to Ty się jeszcze przypieprzasz.

Szybciutko. Złe emocje z niego zeszły, obiad od razu smakuje i bez grymaszenia.

S: Ania, prosiłem Cię tyle razy, żebyś nie obcinała nic twardego nożyczkami kuchennymi.
Ja: Wstydu nie masz, żeby mi za takie coś, zwrócić uwagę. Raz. Raz tylko ucięłam. Bo Ty myślisz, że ja to cały dzień leżę. I mam tyle czasu, że mogę sobie spacerować po domu w poszukiwaniu sekatorka, bo nie mam nic lepszego do roboty. Najlepiej to kogoś oskarżać. Proszę, może Ty się przyznaj co nożyczkami kroisz? Zawsze wszystko na mnie.

Widzisz, on już teraz wie, że niepotrzebnie Cię atakował. Szybka wymiana zdań podkręciła między Wami atmosferę.

S:Ania ja muszę dziś trawę skosić.
Ja: No proszę, najlepiej to uciec z domu na cały dzień. A ja będę się kisić z dzieckiem na ręku. Sama pozmywam i posprzątam. Bo Ciebie to już naprawdę nic nie interesuje. Sama muszę o wszystkim myśleć.

Nic już nie wisi w powietrzu. Wszystkie niedomówienia wyjaśnione. Kilka zdań, a sprawi, że złe emocje opadają, a Wy macie okazję się pogodzić.

Nie zapominajcie też, że przepraszam nic nie kosztuje. To jedno słowo, a czasem zwyczajnie nie może przejść przez gardło.
Ale spokojnie, nie ma pośpiechu. Odczekajcie ile trzeba, bo w końcu będzie musiał przeprosić. 😂😂😂

Dzień Matki

Kilka dni temu pomyślałam, że muszę zadzwonić do mamy. Trochę z wyrzutem sumienia, bo długo się nie odzywałam. Ciągle coś, ciągle w biegu i jakoś tak zapominałam. Położyłam dzieci na drzemkę i wykręciłam numer.

Ja: Hej Mamo.
M: Ania, dawno się nie odzywałaś. Jak dzieci? Maja mówiła, że Buba miała ospę. Biedna. Boże mój.
Ja: Tak, ale już lepiej. Już krosty schodzą. Przepraszam, że tak dawno nie dzwoniłam, ale nie miałam czasu. Praca, dzieci, blog. I jakoś mi się tak ze wszystkim schodzi.
M: Ania! Blog wspaniały. Super piszesz. Ja wszystkie przeczytałam. I że komuś się nie podoba pisałaś? Ania, pisz dzieciaku. Tak super piszesz. Mi się podoba. Nie patrz na innych.
Ja: Dziękuję mamo. Muszę kończyć kurde, bo Buba się budzi.
M: Ania, Ty książkę powinnaś napisać. Słuchaj mnie. Musisz zebrać te wpisy i w książce wydać.
Ja: Haha, zobaczymy. Zadzwonię potem mamo, bo chyba mi dzieciaki wstają.
M: Dobrze, dobrze Ania, a wyglądasz pięknie. Zdjęcia takie ładne, profesjonalne. Ty się nie odchudzaj i nie katuj. Pięknie wyglądasz. Takie pozy. Jak modelka Wspaniale.
Ja: Haha, dziękuję Mamo.
M: Ja tylko nie umiem tego lajka robić. Ale jak ktoś przyjedzie i mi pokaże, to ja będę każdy i lajkować i co tam trzeba naciskać.
Ja: Nie trzeba mamo. Muszę kończyć, bo dzieciaki słyszę.
M: Taka dumna jestem, że mam taką zdolną córkę. Podziwiam Cię, ja na emeryturze, a na nic czasu nie mam. Biegam z językiem na brodzie
Ja: Haha, to nic takiego. Zadzwonię potem mamo.
M: Ania ja Ci mówię, pisz, bo super i piękna jesteś i zdolna. Nikim się nie przejmuj. Oni Ci zazdroszczą. Bo i mają czego.

I to jest właśnie miłość matki.

Mamo dziękuję Ci za wsparcie, wiarę i kibicowanie. Życzę Ci cudownego Dnia Matki ♥. Kocham Cię .

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Praca wre

Pisałam Wam ostatnio, że od kilku dni trwają prace techniczne na blogu.

Z przyczyn niezależnych ode mnie musiałam zmienić adres strony internetowej. Dalej jestem Life Wife, ale strona internetowa będzie z rozszerzeniem pl. Tak brzmi to po informatycznemu, a po „blondyńskiemu” będzie LifeWife.pl, żeby każdy wiedział od razu, że ja Matka Polka jestem.

Z pracami technicznymi to było tak, że mimo swoich ograniczeń w postaci małego mózgu informatycznego postanowiłam się zaangażować. Dwie noce Iza i T poświęcili, żeby to wszystko przenieść i ustawić. Do zrobienia zostało dużo tak zwanych przez nich „pierdół”. A, że ja w pierdołach to jestem doskonała akurat, to do tematu podeszłam odważnie.

Do 4 rano siedziałam, klikałam, piłam kawę i używałam niewyszukane słownictwo. Nadgoniłam sprawę i dumna z siebie poszłam spać.

O 6 rano obudził mnie dźwięk otrzymanej wiadomości.

T: Ania, robiłaś coś na stronie?

Hmm. W normalnych okolicznościach na pewno z dumą odpisała bym „tak”, ale delikatność pytania i pora, przyhamowały trochę moją pewność siebie. Postanowiłam wybadać temat.

Ja: A co się stało?

T: Wszystkie wpisy się skasowały.

Matko święta, ratunku. Co ja nawyprawiałam? Co robić?

Ja: O cholera, ale jak to?

T: Nie wiem właśnie.

Ja: A da się to jakoś sprawdzić?

T: Nie raczej. Szkoda czasu. Jeszcze raz trzeba zgrać.

Uffff. Blisko było. Uratowana. 

Photo by Iza. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

#pogadANKI: małżeństwo 😊

Pytacie mnie często o sposoby na szczęśliwe małżeństwo.
Postanowiłam, że w dzisiejszych pogadANKAch napiszę Wam kilka rad, które ułatwią Wam życie i sprawią, że będziecie szczęśliwi.

Będę Wam prezentowała spostrzeżenia na naszym przykładzie, żebyście bardziej mogli to sobie później zobrazować.

1. Pierwsza i podstawowa zasada – „przemilczeć”.

Zdarza się tak, że S czasem chce mi za coś zwrócić uwagę, ale postanawia, że jednak sprawę przemilczy.
Zdarza, się też tak, że to ja chcę zwrócić uwagę S i wtedy milczę. W zależności jak bardzo mi na tej uwadze zależy, ale nie dłużej niż 3 dni.

2. Nie przyznawanie się do drobnych przewinień – „zatajanie”.

Nie wypalajcie od razu na dzień dobry, że coś Wam nie poszło:
– Ania, zapomniałem podlać kwiatki jak prosiłaś.
– S jak zjeżdżałam z ronda, to najpierw pomyliłam dwójkę z czwórką, a jak chciałam zredukować na trójkę to mi na jedynkę wskoczyło.

Widzicie teraz, o co mi chodzi? Kwiaty przeżyły, samochód chyba też, a oszczędziliście sobie niepotrzebnego stresu.

3. Nie wyśmiewajcie publicznie swoich słabości – „podśmiechujki”.

Jeśli np. okaże się, że Wasz małżonek mimo swojej doskonałości nie potrafi posegregować prania przed wrzuceniem do pralki, przemilczcie temat i cieszcie się, że w ogóle mu się chciało. Niech Wam nie przyjdzie do głowy, pstryknięcie zdjęcia i wstawianie w internetach w celach śmieszków heheszków.

3. Nie obrażajcie się – „bez fochów”.

Ja: S może być ta sukienka, czy słabo i kupić inną?
S: Hmmm, no może coś innego Ci się jeszcze trafi.

Uspokój się. Chciał być delikatny. Nie doszukuj się tak oczywistych podtektów. Bez fochów, przytupów i wszelakiej złości, doceń fakt, że nie jest skąpcem.

5. Czas na Kawę – „kawosz„.

Pamiętajcie, że jeśli wszystko zawiodło i jednak się pokłóciliście, zawsze możecie zaproponować kawę.
Żaden mąż i ojciec dwójki małych dzieci jeszcze nigdy nie odmówił kawy. Niech więc będzie ona podwaliną, jak fikuśnie by to nie zabrzmiało, do pogodzenia się.

5. Broń ostateczna – „łóżko”.

Jest jedna rzecz jeszcze, której żaden facet nie odmawia i w każdej, nawet najgorszej sytuacji możesz z tej opcji skorzystać. Jest to łóżko. Bo nawet jeśli mąż i ojciec dwójki dzieci, będzie tak na Ciebie zły, że odmówi kawy, to uwierz mi na 100%, że snu nie odmówi.

Proste? Proste. 😊

I żyli długo i szczęśliwie… ❤😊

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.