Sweet 😊

Całe dnie ostatnio jestem prawie sama z dzieciakami. S robi nadgodziny i wraca chwilę przed moim wyjściem do pracy. Po pracy jeszcze gotuję, ogarniam, piszę i z utęsknieniem wyglądam weekendu. Bo nawet zapierdziel raźniej jest mieć we dwoje.

A że męża mam fajnego, to w sobotę popołudniu mówi:

S: Ania, jak chcesz to „zaszyj” się po cichu na górę i odpocznij sobie godzinkę chociaż.
Ja: Nie, dziękuję. I tak nie usnę.
S: To poczytaj czy popisz. Idź. Poważnie. Ja się maluchami zajmę.
Ja: Serio? Ja Cię, dziękuję.

Przesłałam mu szybkiego całusa i na palcach, niezauważona, przemknęłam na górę. Od razu do ręki notes, długopis i…

Kurde. Jeju. Patrz no. Już wiem.
Często zdarza się tak, że rozwiązanie jest pod nosem, a Ty go nie widzisz. Głowisz się, dwoisz i troisz i nagle dostajesz olśnienia.
Mnie olśniło.

Wata cukrowa polana czekoladą, żelek maczany w cukrze pudrze, bita śmietana z syropem klonowym, wiśnia w czekoladzie posmarowana dżemem śliwkowym.

Taki słodki właśnie jest mój mąż.

I dziwić się, że ja schudnąć nie mogę.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Slim world 😁

Zawsze jak sprzeczam się z bratem i brakuje mi argumentów, to jak na osobę inteligentną i z wyższym wykształceniem przystało mówię mu: „spadaj grubasie”.

Wiem, że może to nie jest miłe, ale on się nie gniewa i odwdzięcza się jakąś zołzą czy wredotą.

Od kiedy T zaczął przygodę z siłownią, to wkurza mnie jeszcze bardziej niż zwykle.
Ostatnio wysłał mi link do aplikacji licznika kalorii. Najpierw się uśmiałam, ale potem dotarło do mnie, że on nie żartuje i naprawdę zaczął jej używać.

No, ale wczoraj to już przegiął kompletnie.
Wysyłał mi swoje zdjęcie z siłowni. Spocony, umordowany, ale przy tym odchudzony bardzo.

Ja: O wow, super wyglądasz.
T: No i widzisz. Można?
Ja: No można, można. Świetnie Ci idzie.
T: No właśnie, a Ty dalej jedz cukierki.
Ja: Spadaj chudzielcu.

Nie ma świętości na tym ludzkim padole. Już nawet dokuczanie jest w wersji fit.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Constans 😉

Zdecydowanie lepiej mi się pisze jak mam gorsze dni. A, że gorszych mam sporo, to i tekstów przybywa.

No i właśnie zawsze, gdy mam gorszy dzień to nachodzi mnie na słodycze. Oczywiście, żeby go jeszcze bardziej nie psuć to sobie nie odmawiam. I kiedy zaczyna mi się robić niedobrze, to się opamiętuję. Ale to dopiero początek, bo wtedy dopadają mnie wyrzuty sumienia. Że zaprzepaściłam dietę, że jestem gruba, że będę miała pryszcze po słodkim.

Kilka dni temu w takim stanie zastał mnie S jak wrócił z pracy. Jeszcze umorusana czekoladą, płacząca, próbowałam mu wytłumaczyć jak się czuję.
Ja: S ja jestem zmęczona tymi wszystkimi dietami.
S: Ania, bo Ty musisz w końcu uwierzyć w siebie. Dobrze wyglądasz. Na wszystko potrzeba czasu.
Ja: Tylko, że ja czuję presję społeczną. Wszyscy na dietach, cała Polska ćwiczy, pół Polski je tylko fit koktajle-srajle.
S: Niepotrzebnie. Nie patrz na innych, to że są chudzi i ćwiczą to nie znaczy, że są szczęśliwi.
Ja: Ja jestem szczęśliwa, tylko gruba. W końcu mnie zostawisz dla jakiegoś chudzielca.
S: Ania, przestań.
Ja: Dla chudej i miłej.
S: Ania, nie jesteś gruba, a miła nigdy nie byłaś. Taką Cię kocham.
Ja: Ja Ciebie też, ale trochę jestem miła. I mam dobre serce.
S: Ania, serce masz bardzo dobre, ale jesteś wredota.
Ja: Osz Ty. Taki jesteś? A pamiętasz, jak w lipcu w zeszłym roku kupiłeś mi taką sukienkę w kwiatki? I Ci powiedziałam, że śliczna?
S: No coś tam pamiętam.
Ja: To ja wtedy chciałam być miła. O!

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Jedna na milion 😉

Kiedyś Wam już gdzieś wspominałam, że często mam tzw. zezowate szczęście. W sensie, że jak gdziekolwiek jest napisane, że „zdarzają się przypadki, ale bardzo rzadko”, to komu się przytrafi? Wiadomo, że mi! Od zawsze tak mam, chociaż chyba z wiekiem bardziej na to zwracam uwagę.

Po ciąży z Felutkiem uparłam się na cyckanie. Męczyłam i jego i siebie, ale zależało mi bardzo. Przyjeżdżała do nas do domu pani z poradni laktacyjnej.
Pzpl: To są same zalety karmienia piersią, a i dla Ciebie będzie lżej, bo jak długo karmić będziesz to okresu nie będziesz miała. Zdarza się, ale doprawdy są to pojedyncze przypadki.

Pani z Poradni Laktacyjnej za drzwi, a ja bach okres. Bo wiadomo, że ja jestem taki rzadki przypadek.

Jak byłam z Bubą w ciąży, to w okolicy 3-ego miesiąca rozbolały mnie plecy. Poszłam do lekarza, bo chodzić nie mogłam.
L: Ma pani rwę kulszową. To częste w ciąży. Kilka dni w łóżku i powinno samo przejść. Chociaż w ekstremalnych przypadkach ból może doskwierać do czasu porodu.

I masz. Pozostałe 6 miesięcy mnie plecy nasuwały. Męczarnia. Ciężko mi było chodzić, leżeć, siedzieć.

W obu ciążach rozeszło mi się spojenie i wymagało fizjoterapii choć normalnie samo się „naprawia”.
I ciągle tak. Wszystko co tylko możliwe do mnie.

2 razy ospę wietrzną, rota wirus w dzień porodu, chorobę lokomocyjną w wieku 35 lat, paraliżujący lęk wysokości i klaustrofobia, atak wyrostka robaczkowego co miesiączka, że o hemoroidach nie wspomnę. Kto ma? Ofkors, że ja.

Serio, masa tego. A najgorsze, że dochodzą nowe, a stare nie znikają.
Okazało się też np. że ja jestem jedna na milion.
Lekarz mi przepisał tabletki na kolano. I kiedy bardzo się nachodzę i ból zaczyna doskwierać, to biorę jedną przed snem.

Wczoraj w nocy budzę się, patrzę na S, a on siedzi na taborecie, w środku lasu i głaszcze lamę. Pierwsza myśl, że „czemu taboret wziął do lasu, a nie krzesło turystyczne?”. Druga, „co robi lama w lesie?”. W tym momencie lama odwróciła do mnie głowę i mnie opluła. Zerwałam się na równe nogi z wrzaskiem, zaczęłam biegać po pokoju i zaglądać we wszystkie kąty. S się obudził, popatrzył na mnie zdezoriwntowany i mówi:

S: Ania, co Ty wyrabiasz? Jest środek nocy.
Ja: Lamy szukam.
S: Co? Jakiej Lamy? Co Ty wygadujesz?
Ja: Znajdę i też ją opluję!

S wstał, zszedł do apteczki, wyjął ulotkę, a w ulotce jak wół napisane, że w jednym na milion przypadków mogą wystąpić halucynacje i majaki.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Wulkan energii 😜😉

W mojego męża wstąpiła druga młodość. Przypływ energii taki, że aż w nim buzuje. Cieszę się bardzo, bo mi też to na rękę jak on taki ruchliwy. Żeby ruchawy nie powiedzieć.

Co prawda też już jestem zmęczona. Ale na razie nic nie mówię tylko korzystam. Nie wiadomo kiedy znowu najdzie go ochota więc milczę.

Jesteśmy 5 lat po ślubie i już miał takie zrywy. Że jednego dnia po dwa razy, albo trzy, a potem tygodniami nic. Dlatego staram się nie cieszyć zza wczasu. Chciałabym żeby tak zostało, ale nie ma co się oszukiwać. Już i wiek nie ten, a i potrzeby inne. Ale pokorzystam te kilka dni, nie ma co.

Fajnie na to patrzeć jak się stara, gimnastykuje. Od razu i między nami atmosfera się poprawiła. Ja taka mniej gderliwa i on widać „wyszumiany”.

Tylko muszę do sklepu wyskoczyć i worki kupić. Bo jak zabraknie, to znowu zaczną się wymówki. A tak… niech odkurza. Co mi tam.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.