Randka w ciemno. 😉

W ostatni weekend pierwszy raz od 3 lat, czyli od narodzin Felka wyszliśmy z S sami z domu. Ba! I to nie byle jak wyszliśmy, tylko na randkę.

Wyjście planowaliśmy już tydzień wcześniej, bo przyjechał teść i mieliśmy z kim zostawić maluchy.

Ustaliliśmy, że w sobotę wieczorem, położymy dzieci spać i wyskoczymy do restauracji oddalonej o 5 minut szybkiego truchtu.

Cały tydzień przeżywałam wyjście, a w sobotę nie mogłam się doczekać wieczora.

Wyjść planowaliśmy koło 21-ej. Chcieliśmy mieć pewność, że maluchy będą spać dostatecznie zmęczone, najedzone, wysikane.

Około godziny 18-tej Felek zaczął cierpieć na moczopęd. Sikał co 5 minut nic z tego sobie nie robiąc, a przy okazji rujnując moją wiarę w wyjście. Po godzinie okazało się, że mu przeszło tak samo nagle jak się pojawiło.

O godzinie 19-ej teść poczuł zapach gazu na przedpokoju. Otworzył drzwi do schowka i okazało się, że właśnie tam ulatnia się gaz. S zadzwonił po serwis, a ja w myślach pytałam samą siebie, co jeszcze się wydarzy do tej 21-ej.

Facet z serwisu zjawił się po dziesięciu minutach, naprawił wyciek i o 20-ej dzieciaki grzecznie leżały w łóżkach z S, bo ja zaczęłam szykować się na tą naszą randkę.

Wbiłam się w sukienkę, natapirowałam włosy, zrobiłam makijaż. Przejrzałam się w lustrze i zadowolona, gotowa i niecierpliwa napisałam smsa do S z nadzieją, że maluchy już zasnęły.

Ja: Śpią?

S: Nie.

Ja: Wszystko ok?

S: Oprócz tego, że Felek właśnie zwymiotował to tak.

Ja: O losie. Pomóc Ci? Co się stało? Mam wejść na górę.

S: Nie. Ogarnę sam.

Ja: Idziemy czy zostajemy?

S: Idziemy.

Czego one nie wymyślały. Pić, jeść, kupa, siku. Prawie do 21-ej nie mogły spać. Kiedy w końcu zasnęły, S zszedł na dół, zmył rzyg z rąk, przebrał się w trzy sekundy i prawie biegiem ruszyliśmy do tej restauracji.

To był piękny wieczór. Zjedliśmy przepyszne burgery, wypiliśmy po piwie potrzymaliśmy się za ręce, a S nawet skradł mi buziaki. I kiedy pierwsze emocje opadły powiedziałam:

Ja: To było super wyjście.

S: Ania, nie żartuj. Samo wyjście było zabójcze. No, ale randka zajebista. Musimy to koniecznie powtórzyć.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *