Usta usta 😉

W całym tym pędzie między dziećmi, szkołą i pracą nie jest łatwo nie zgubić siebie. Nie jest łatwo być sobą i być ze sobą. Ciągle w biegu, ciągle w stresie, przestajesz się uśmiechać, przestajesz dostrzegać drobne rzeczy, ciągle się wściekasz.

Z lustra patrzy na ciebie zmęczona twarz z podkrążonymi oczami. Szukasz w tych oczach tego znanego Ci blasku, ale nie dostrzegasz. Dostrzegasz za to odrost, kilka nowych zmarszczek i czwarty podbródek.

Wyciągnięte leginsy i koszulka, do tego męska, skarpety i klapki.

Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, rok za rokiem przybywa zmarszczek i podbródków.

Mąż mówi, że kocha i dalej jesteś piękna, ale Ty się już taka nie czujesz. Zresztą wiesz, że patrzy inaczej. I w pewnym momencie budzisz się z letargu, otrząsasz się i mówisz dość. To nie ja. To nie chcę być ja. Chcę być mamą, chcę być żoną, ale chcę być też sobą.

I nagle okazuje się, że jednak dasz radę wyjść na brwi i do fryzjera. Po prostu nigdy wcześniej o to nie prosiłaś.

Wieczorem zamiast kolejny raz zmywać naczynia malujesz paznokcie, używasz krem pod oczy.

Kładziesz się szczęśliwa. I mimo, że śpisz jak zwykle tylko kilka godzin, wstajesz szczęśliwa.

I mimo, że podbródek nie zniknął, a wory pod oczami wiszą jak wcześniej, Ty się czujesz dobrze. Czujesz się kobieco.

Od razu na dzień dobry malujesz usta, ubierasz się ładnie i chwytasz tego byka zwanego życiem za rogi.

Z uśmiechem, samozadowoleniem i tym swoim błyskiem w oku.

Bo nie jesteś już tylko matką i żoną. Jesteś kobietą i pora się tak poczuć.

Znajdź czas. Zadbaj o siebie. Życie pędzi jak szalone i dobrze je przeżyć lubiąc siebie i będąc sobą.

I nawet kiedy jest ciężko, tak naprawdę kuźwa ciężko, a codzienność kolejny raz kopie po dupie, pomaluj usta, uśmiechnij się, unieś wysoko głowę i pokaż codzienności język. 😉

Przedszkolak ❤️

W poniedziałek Felek zaczął przedszkole. Nie wiadomo kiedy, 3 godziny dziennie stały się rzeczywistością, a nie malowaną w oddali, mglistą wizją przyszłości.

Nie obyło się bez płaczu. W zasadzie to nie tylko Felek płakał. Bubusia płakała przy każdym rozstaniu i wyłam ja jak się tylko drzwi szkoły zamykały za Felkiem.

Panie nauczycielki nie zostawiały nam czasu na sceny dantejskie i w trakcie „błagam Cię mamusiu” odgrywały Felka ode mnie:

F: Mamusiu, błagam nie zostawiaj mnie. Będę za Tobą płakał.
Ja: Synku, ja będę czekać na korytarzu na Ciebie z Bubusią. Ona wypije mleczko, pośpi, a ja będę zaglądać jak się bawisz. I od razu po szkole Cię odbiorę.

Uspokajał się, choć widziałam, że bardzo przeżywa. W domu przeżywałam ja:

Ja: S weź urlop na piątek. Jest mi strasznie ciężko. On płacze, mała placze. Ja przychodzę do domu i przez te 3 godziny boli mnie żołądek z nerwów. Nie umiem się na niczym skupić, stoję z telefonem w ręku, bo boję się, że zadzwonią, żeby po niego iść.
S: Dobrze Ania.

Cztery pierwsze dni okazały się dramatem. Felek płakał już przed wyjściem, w szkole też, ale ponoć szybko się uspokajał. Ja starałam się trzymać nerwy na wodzy, choć 4 dni jak tylko drzwi za Felkiem się zamykały, zalewały mnie łzy. Nie mogłam jeść z nerwów i przeżywałam każdą minutę jego nieobecności.

Przyszedł upragniony piątek. Wspólny poranek, śniadanie i igraszki sprawiły, że Felek się rozluźnił i tylko trochę przed szkołą marudził. Postanowiliśmy, że S zaprowadzi go sam.
Czekałam na niego z niecierpliwością.

Ja: I jak? Płakał?
S: Nie. Dał buzi, pomachał i krzyknął „przyjdź po mnie”.
Ja: Nie żartuj. A mi tak dał popalić?
S: Ania, pewnie wyczuwał Twoje emocje. Z Ciebie można czytać jak z książki.
Ja: Jeśli to prawda, to czemu nie uciekasz? Nie wyczytałeś, że mam ochotę Cię udusić?

A kiedy wieczorem leżeliśmy we 4 w łóżku, Felek zapytał:

F: A jutro znowu idę do szkoły?
Ja: Nie kochanie. Jutro i pojutrze masz wolne.
F: To znaczy, że nie muszę już płakać?

 

Nie musi. Od płaczu też wolny weekend.

Rok ❤️

Kilka dni temu, minął rok od kiedy zaczęłam pisać. Spontaniczna myśl, by mieć bloga przerodziła się w pasję i hobby. Po trudnych początkach okazało się, że to jest to co chcę robić. I nie chodziło tylko o samo pisanie, ale też o poznawanie nowych ludzi, dyscyplinę i sumienność w publikacjach i życiu.

To był dobry rok, choć nie obyło się bez zgrzytów. Ale takie jest życie.
Kilka spraw spieprzyłam koncertowo, kilka innych z mniejszym przytupem. Jeszcze więcej wzięłam na klatę i ogarnęłam.
Kilka kryzysów w pisaniu, kilka kryzysów w życiu i codzienna dawka zwątpienia towarzyszyły mi od początku.
Choć uczciwe muszę przyznać, że tych lepszych momentów było więcej niż tych gorszych.

Za mną 184 wpisy na blogu. 184 historie o mnie, o nas. Były łzy szczęścia, ale były też łzy smutku. Historie z życia wzięte. Historie prawdziwe.

To rok przepięknych zdjęć, które pozwoliły mi polubić i zaakceptować siebie.
Po roku pisania, postanowiłam mieć…. wyjebane. Wyjebane na konwenanse, na plotki i na docinki. Na to co kto powie, na to kto coś pomyśli. Ciężko dogodzić każdemu.

Zrobiłam sobie przerwę i wiecie co? Wracam.

Nowy rok, stara ja, choć z kilkoma nowymi pomysłami. Rozpoczynam przygodę z kamerowaniem. Będę publikować na Instastory i wrzucać na relacje swoje przemyślAnki i historie bieżące.

Wczoraj miałam swój debiut, który został dość ochoczo przyjęty. Dostałam kilkanaście wiadomości, że dobrze mi poszło. Zdarzył się też hejt, bo siostra napisała, że mam chujową mimikę. Od dziś wciagam policzki, nie marszczę brwi i czekam na Waszą reakcje.

Dziękuję za ten rok. ❤️