Coraz bliżej Święta… 😉

Ja to mam takiego pierdolca, że mnie ciągnie mocno w deseń festynu. Szczególnie jeśli chodzi o dekoracje w domu.

Naoglądam się katalogów Ikea, zdjęć na Instagramie i niesie mnie. Najgorsze jednak przy tym jest to, że talentu manualnego u mnie brak, artystyczny na minusie, a o wyczuciu smaku czy umiaru nie wspomnę nawet. To znaczy mam pomysł najczęściej. Tylko, że ten pomysł przychodzi z kilkoma na raz i działam natychmiast, bom w gorącej wodzie kąpana, a wyżej wspomninego umiaru mi brak. Jak robię to już po całości.

Szanowny się śmieje, że przez miesiąc dwa czasem, daję mu poczucie bezpieczeństwa i zaczyna w nim kwitnąć myśl, że mi przeszło. I wtedy mi odjebuje, a tą chwilę przerwy nadrabiam, co Szanowny (o zgrozo) nazywa efektem jojo.

Kilka dni temu przeglądając Internet wpadło mi w oko piękne zdjęcie. Konar z drzewa, że w sensie gałąź na ścianie, a na niej wiszące szklane bombki. No rewelacja. Bardzo mi się ten pomysł spodobał i już miałam jego wizję.

Poszłam za szopkę, obszukałam całe drewno, ale nic podobnego nie znalazłam. Postanowiłam poprosić S i oko przymknąć na te miny, ciężkie wzdychanie i zaczepki. Cel uświęca środki, więc potulnie ruszyłam z akcją:

Ja: Kociaku?
S: Co chcesz?
Ja: O. Nic nie chcę. Tak chciałam pogadać.
S: Pewnie o tym co chcesz.
Ja: No dobra, konar mi potrzebny.
S: Ania, nie przy dzieciach.
Ja: Weź Ty. Gałąź, konar, wiecheć jakiś.
S: Zapytam, choć nie wiem czy zaniosę odpowiedź. Po co?
Ja: Na ścianę na korytarzu na górze bym powiesiła, ozdobiła ładnie, fajnie by to wyglądało.
S: Dobrze, jutro poszukam.
Ja: S ja szukałam, nie ma. I czemu jutro.
S: Bo już jest noc?
Ja: S bez przesady, 18 to nie noc, to raptem wieczór. A może byś mi wyłamał, lub wyciął z głogu za szopką.
S: Ania, ale jest ciemno. Co ja tam zobaczę?
Ja: S, ale ja widziałam w necie. No i strasznie mi się podoba. Dziś bym go sobie pomalowała, albo jak byś bardzo mocno chciał to Ty mógłbyś nawet.

Popatrzył na mnie, pokręcił głową i wyszedł.
Zdążyłam tylko zobaczyć światło latarki z okna, bo kurde faktycznie było już dość ciemno. W ogrodzie panowała cisza, choć po chwili słychać było piłę, dwie nerwowo rzucone kurły i jedne „ja pierdzielę”. Tak wypatrywałam Szanownego na zewnątrz, że aż mnie przestraszył jak nacisnał klamkę.

Ja: Kurde, przestraszyłeś mnie. Pokaż szybko.
S: Ania, ostatni raz. Ty masz pierdolca.
Ja: Ale fajny. Super. Bardzo mi się podoba. Pomalujesz mi? Na biało bym chciała.
S: Żartujesz? Jedyne co ja zrobię w tym momencie, to ja Ci kuźwa internet wyłączę.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *