„Narodziny gwiazdy”.

Dziś mam dla Was recenzję.

Ha! Serio. I do tego to będzie recenzja filmu.

Kilka dni temu usłyszałam piosenkę w radiu, która bardzo mnie poruszyła. Śpiewała Lady Gaga choć brzmiała inaczej niż jej wcześniejsze piosenki. Okazało się, że to piosenka z filmu „A star is born” (po polsku tytuł brzmi „Narodziny gwiazdy”).

Znalazłam w sieci i wystartowałam do S z propozycją wyjścia do kina. Źle zaczęłam ewidentnie, mogłam przemilczeć, że to film romantyczny. Ale rypsłam więc Szanowny nonszalancko odmówił.

S: Na babski film to z Eliną idź.

Uczciwie muszę przyznać, że rzadko jego odmowa cieszyła mnie tak bardzo. A w zasadzie nigdy. Bo z kim pójść do kina na babski, romantyczny i wyciskający wszystkie łzy film? Wiadomo, że z przyjaciółką.

Elina bez zbędnych pytań zgodziła się i od razu dogadałyśmy szczegóły. Z uwagi, że ja dysponuję samochodem, postanowiłam po nią pojechać i iść do kina u niej w mieście.

Trasa do niej zajmuje około 20 minut, a że seans zaczynał się o 19-tej, to już o 18-tej porzuciłam wykąpane i nakarmione dzieci i ruszyłam na „randkę”.

I słowo porzuciłam nie jest tu przypadkowe, bo tak się czułam na początku. Otrząsnęłam się jednak. Przez 3 lata tylko raz wyszłam sama, bez S, bez dzieci. 3 lata nie byłam w kinie.

Kupiłam Elinie kwiaty, bo jak randka to randka. Ona kupiła bilety, ale też popcorn i cole, bo dobrze mnie zna.

Film od pierwszych minut dotknął nas do głębi. Piękna muzyka, wzruszające teksty i nieprzerysowane postacie. Historia jakich wiele, a jednak inna. Był śmiech, były łzy. A na koniec to się już kompletnie poryczałyśmy. Dobrze, że miałyśmy zapas chusteczek, chociaż makijaż mogłyśmy sobie darować.

Film był od początku mocno emocjonalny. Uczucia, ich komplikacje i wpieprzanie się osób trzecich. Życie. Niby jakże odmienne od naszego, a jakie podobne.

Po filmie wróciłam do domu, zmyłam resztki tuszu, zdałam relację S, ucałowałam dzieci i doceniłam życie. Spokojne życie.

Film trafił na listę moich ulubionych, czyli tych, które mogę oglądać po kilka razy. Co prawda pierwsze miejsce od kilku dobrych lat niezmiennie jest zajęte, jednak ten film serdecznie polecam.

Muzyka robi w nim kawał dobrej roboty i gwarantuje ciarki. Cała ścieżka dźwiękowa jest genialna.

 

No. To tak jakby ktoś nie wiedział jaki prezent sobie zrobić na Mikołajki. 😉

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *