Krótkie nogi… 😉

Kłamstwo ma krótkie nogi. Mimo, że knute i misternie planowane wyjdzie na jaw i zemści się w najmniej oczekiwanym momencie.

Póki jednak się dało to knuliśmy i kłamaliśmy jak na „rodziców samo zło” przystało.

Zawsze przed zasypianiem, już na górze, włączaliśmy dzieciom dobramockę na pół godziny. Pół godziny jednak zawsze było teoretyczne, bo dzieciaki czasem nie dawały za wygraną i najczęściej żebrały o więcej. Ja starałam się nie ulegać, ale S „miękka dupa” owszem. Bywało więc tak, że usypialiśmy maluchy ponad godzinę.

Któregoś wieczora, kiedy dzieciaki łobuzowały i nie reagowały na nasze prośby, S wyłączył telewizor znienacka. Bardzo się zdziwiłam, bo takie „drastyczne” rozwiązania to nie jego świat. Felutek zdawał się myśleć podobnie jak ja, bo zdezorientowany zapytał:

F: Co się stało?

Ja: Telewizor się wyłączył.

F: Włącz.

Nie wiedząc sama do końca co zrobić, rzuciłam nagle, a S podłapał.

Ja: Ale on sam się wyłączył.

S: Sam się wyłączył, sam się włączy.

Bożżżeee, jakie to było fantastyczne kłamstwo. Pyk z ukrycia i cisza. Wyłączał się sam kiedy było trzeba. Jak krzyczeli, jak się bili, jak nie chcieli iść do łóżka, jak my chcieliśmy mieć chwilę spokoju.

Każdego dnia używaliśmy tej samej sztuczki. Było nam z tym tak cudownie, że nawet nie zarejestrowaliśmy kiedy zwyczaj „samowyłańczacza” przeniósł się też na dół, do telewizora w salonie. Cichaczem wyłączaliśmy, żeby pół dnia nie spędzali przed bajkami. Felek zrozumiał, że płacz i terroryzowanie nic nie da, bo telewizor włączy się sam kiedy przyjdzie odpowiedni moment. A Buba z godnością przyjmowała wszystkie braki w „dostawie prądu”. Wszystko szło pięknie, dzieci się nie buntowały, telewizor się wyłączał, radio włączało.

Jednak jak to zwykle bywa właśnie te chwile kiedy wszystko idzie jak z płatka powodują, że traci się czujność. To znaczy my straciliśmy, bo jak się okazało Felek czujny pozostał.

Rozluźnieni rozmową nie zauważyliśmy, że Felek się nam bacznie przygląda. I kiedy zapomniawszy się, wyłączyłam bajkę, Felek otworzył usta, popatrzył na mnie i z niedowierzaniem w głosie powiedział:

F: To Ty wyłączyłaś!

Nie odpowiedziałam, nie chciałam mu w oczy kłamać. Zerknęłam pośpiesznie na S, w poszukiwaniu pomocy. Niestety oczy S również sugerowały niedowierzanie:

S: Ania, a tak było pięknie.

Ja: No wiem, spieprzyłam. Moja wina.

S: Twoja, twoja. Trudno no, nic już nie mówię.

Ja: Dziękuję.

S: Nie ma za co. Wystarczająca nauczka Cię czeka dziś, przy usypianiu.

Pamiętajcie więc, że kłamstwo ma krótkie i koślawe nogi, i nawet jak się po cichu przemknie, to wcześniej czy później tym koślawym kopytem w coś przychrzani.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *