Bywa różnie… 😊

Nie lubię jesieni. Już bardziej wolę zimę. Chlapa, deszcz i przesiadywanie w domu jest nie dla mnie. Strasznie mnie taka pogoda wycisza i skłania do przemyśleń. A umówmy się, ja jestem typową blondynką i z myśleniem mi nie do twarzy.

Zdarza mi się takiej zamyślonej pójść do pracy. Od drzwi zostaje zasypana pytaniami: co mi się stało? Czy coś mi dolega? Czy mam jakiś problemy?

Po kilku minutach jest już tylko gorzej. Dostaje mi się, że blogerce nie wypada mieć gorszych dni, i że to jakby nie współgra, że na blogu zawsze śmieszkuję, a w rzeczywistości jestem ponurakiem.

No, ale wiecie, że kto z kim przystaje, taki się staje. A u mnie w pracy ponurak, ponuraka, ponurakiem pogania. Jakby to rozumiem, bo co może być pogodnego i inspirującego w pakowaniu wędliny w chłodni.

Więc odpływam w myślach i mam ochotę wrzeszczeć. Że jestem jak każdy, że miewam gorsze dni, że bywam wkurzona. Nie zawsze chce mi się wygłupiać, zabawiać wszystkich i czasem czuję się zwyczajnie do dupy.

Bo to, że czasem napiszę coś wesołego, nie znaczy, że nie mam problemów. Ja też się martwię rachunkami i opłatami, mój mąż też bywa trudny, a i dzieciom zdarza się dać mi popalić. Czasem po nocy bez snu, całym dniu wrzasków i przekomarzań naprawdę miewam dość. Kiedy po raz 78 kopię w tego samego klocka małym palcem i 13 raz tego samego dnia odkurzam ryż z sofy – miewam dość.

Miewam gorsze dni, miewam gorsze samopoczucie i miewam gorszy wygląd. I czasem mi z tym gorzej, zwyczajnie jest dobrze. Nawet jak pokłócę się z S czy nakrzyczę na dzieci, to mimo, że mi z tym źle, to wiem, że to dobre. Że lepiej mieć swoje zwyczajne i nudne, a czasem nieznośne, ale prawdziwe życie, niż życie na pokaz. Bo ja jak jestem zła, wkurzona i „zagotowana” to sąsiad obok ogrzewanie wyłącza, a drugi odwołuje dostawę węgla na zimę. Nie ukrywam. Nie piszę w tym czasie, że jest git, sztos, cool i mega, nie piszę w tym czasie, że S jest cudny, a dzieci Aniołki. Nie piszę wcale, albo piszę wtedy, że mam zły dzień i nie zawaham się go użyć.

No czasem można, bo czasem wypada, bo to ludzkie. Bo nie ma nic złego w tym, że mimo, że wszystko jest ok, Tobie jest smutno. Bo nie ma nic złego w tym, że czasem masz zwyczajnie chęć ponarzekać. Bo nie ma nic złego w tym, że jesteś czasem zwyczajnie zła.

Ja to rozumiem. Bywa różnie. Czasem bywasz zła za nic, a czasem masz ważny powód. Albo kilka powodów na raz. Bo na przykład spałaś w nocy dwie godziny, rano wyskoczył Ci na czole pryszcz gigant, dostałaś okres i na dokładkę jesteś na diecie.

Możesz być zła. Możesz. Ja pozwalam.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

2 thoughts to “Bywa różnie… 😊”

  1. Jak ja Ciebie Piekna rozumiem…poprostu mamy tyle wspolnego ☺…Czasem czlowiek ma poprostu dosc danego dnia.A jesieni tez nie lubie.😙

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *