Dzień Dziecka Utraconego.

15 października jest Dniem Dziecka Utraconego.

To temat bardzo osobisty i długo wahałam się, czy o tym pisać. W ten sposób chcę jednak pogodzić się z żalem, który najczęściej zamykany jest w czterech ścianach domów.

To dzień mam, które poroniły i dzień rodziców, których dziecka nie witano na świecie. Dzień rodziców, którym nie dane było cieszyć się radością narodzin. Dzień rodziców, którzy musieli pożegnać swoje dzieci. To straszny dzień. Dzień najgłębszego w życiu smutku i rozpaczy.

Ja poroniłam.

Nasza pierwsza ciąża, nasz wyczekiwany brzuch, nasz upragniony skarb.

Mówią, że czas leczy rany. I to trochę prawda. Patrzę na Felusia i Bubulisię i wiem, że to moje szczęścia. W codziennym życiu śmiechów, zabaw i łobuzerstwa, nie myślę o moim Aniołku. Pogodziłam się z tym, poukładałam to sobie.

Ale przychodzi taki czas, taka noc, taka nostalgia, że historia ta brzmi we mnie jak żywa. Pozostała trauma i wielki żal.
Bo nie jedna z Was usłyszała pewnie, że było minęło. Tak, było. Ale to nigdy nie mija. Całą ciążę z Felkiem i Bubą drżałam. Byłam przerażona za każdym razem kiedy coś mnie kuło, bolało lub jak mały się długo nie ruszał.

Dowiedziałam się o ciąży 15.08.2014r. Miesiąc przed naszym ślubem. Kiedy na teście pokazały się dwie kreski, S poleciał do sklepu i przytargał chyba największy bukiet kwiatów jaki mógł dostać. A razem z kwiatami 10 testów. I kazał sikać. Na każdy. Szczęście, radość. Od razu zadzwoniłam do siostry i później do całej rodziny, żeby przekazać cudowne wieści. Szczęściu zdawało się nie być końca, do czasu kiedy nagle po pracy zaczęłam krwawić.

Poroniłam. Mój świat się zatrzymał. Bolało, bardzo. Jak nigdy nic dotąd.

Ze szpitala odesłali nas do domu, z informacją, że tak się zdarza i za kilka dni powinno być „po wszystkim”. Potraktowano mnie jak statystykę. Powiedziano, że to natura decyduje, ale zaraz zapomnę i będzie dobrze. Nie było. Bo fizycznie nie zmieniło się nic, ale psychicznie umarłam. Rozpadłam się na kawałki. Pękło nam serce.

Kolejnym dramatem okazało się powiedzenie o tym rodzinie. S wziął to na siebie. Ja tylko zadzwoniłam do Majki. Płakała ze mną.

S tygodniami ukajał moją rozpacz. Otrząsnęłam się. Ale to kolejna ciąża i Felutek, a potem Bubusia sprawiły, że się z tym pogodziłam. Mogę już o tym mówić, choć dalej jest to trudne. Chyba zawsze już będzie.

Ściskam Was wirtualnie wszystkie, tulę do serca i obiecuję, że kiedyś będzie lżej. Nigdy nie zapomnisz, ale z czasem ból stanie się do zniesienia. ❤️

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

4 thoughts to “Dzień Dziecka Utraconego.”

  1. Ja rowniez sie pogodzilam (niby) ale po dzien dzisiejszy obliczam ile lat miala by dwojka moich pociech:(((( .Zawsze jednak staram sie tlumaczyc sobie,ze stalo sie to po cos.Los byl dla mnie jednak laskawy i dal mi dwie wspaniale corki-najwazniejsze istoty w moim zyciu a przeciez niektore kobiety nigdy nie moga tego doswiadczyc :((( .Zatem wygralam los na loterii.Dlatego doskonale cie rozumiem bo sama przez to przeszlam .Pozdrawiam serdecznie x

    1. Agnieszka tulę Cię do serca 💕 jestem wdzieczna za to, że dane mi jest poznać co znaczy miłość dzieci i do dzieci. Los bywa okrutny, ale staram sobie zawsze powtarzać, że inni mają jeszcze gorzej i wtedy mi lżej. Całuję Cię i ściskam jak nie wiem 😘 😘 😘 😘

  2. Ojjjj….😢czas leczy rany?!Hmm ja jestem zdania ze czas pozwala nam sie oswoic z bolem.I tyle….przykro mi Aniu i pamiętaj….Bog nam dal z przodu oczy by patrzec przed siebie.😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *