Huśtawka zwana macierzyństwem 😊

Moje macierzyństwo to pasmo splątanych wyrzutów sumienia i miłości.

Ciągle mam o coś do siebie żal. Nie zawsze wszystko wyglada tak, jak bym sobie tego życzyła. Wyrzucam sobie ciągle, że znowu się z nimi za mało bawiłam. Katuję, się że nakrzyczałam. Strofuję się, bo znowu powiedziałam coś czego nie powinnam.

Nie mam dla nich tyle czasu, ile bym chciała. Praca, dom, obowiązki i czasem mnie to wszystko przerasta. Czasem sobie zwyczajnie nie radzę. Ciągle muszę wybierać czy zabawa czy obiad, czy pranie czy malowanie z nimi. Brakuje mi babci, ciotek i wujków, na których mogłabym liczyć i nie ciągnąć dzieci do ginekologa i po podpaski.

Muszę uczciwie przyznać, że mam fajnego męża i S mi we wszystkim pomaga. W tym jednym wypadku mogę sama sobie pogratulować. Bo na tym polu nie odpuściłam i kiedy na prośby słyszałam: „zaraz”, „potem” czy „ale ja nie wiem jak” to się nie poddałam. Nie robiłam nic za niego. Nie odpuszczałam mu, bo zrobię lepiej, szybciej czy dokładniej (choć to akurat pewne 😉), ale chciałam by był i żył życiem rodzinnym.

Bo okazało się, że wychowywanie dzieci, to nie tylko zabawy, puzzle i piłka. To nieumyty kibel, poplamione truskawkami sofy i pomalowany mazakami kaloryfer. I chociaż to jest jakieś pocieszenie, że nie jestem z tym wszystkim sama, to czasem mam naprawdę dość. Ciągle w biegu, ciągle z zegarkiem na ręku, ciągle zgodnie z rozpiską.

Do tego bunt dwulatka płynnie przeszedł w bunt trzylatka, a i bunt półtoraroczniaczki już daje o sobie znać.

Czasami coś mi nie pyka. Coś nie styka. Coś się zawiesza.

I dziś właśnie mi nie stykło.

Popłakałam się. Ze zmęczenia, z bezsilności, z tęsknoty, z tego, że tak łobuzują i się nie słuchają.

I powyłam się, bo nakrzyczałam na Felka. Przykro mi było strasznie i jak zwykle dopadły mnie wyrzuty sumienia. On też się rozpłakał, ale podszedł się przytulić.

F: Przepraszam mamusiu, że na Ciebie się złościłem.
Ja: Ja też przepraszam, że na Ciebie nawrzeszczałam.
F: Już nie będę.
Ja: Cieszę się synku. Nie możesz synku się tak zachowywać. Bubusia płacze, Ty krzyczysz, zwariować można. Musimy być dla siebie mili i grzeczni.
F: Dobrze mamo.
Ja: No więc, jak my to teraz zrobimy?
F: Na pewno coś wymyślisz, jak zawsze. Już się nie martw mamo.

Już pykło.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

2 thoughts to “Huśtawka zwana macierzyństwem 😊”

  1. TY za mocno chcesz a to nie to…Ty poprostu badz soba i sie nie hamuj czasem trzeba nakrzyczec czasem trzeba popłakac i czasem trzeba dziecko ukarac.Bo dzis dzieci sa inne niz my kiedys.Dzis dzieci rządzą Nami.Ja moze za rygorystycznie wychowywalam Syna ale robilam to za Dwoje.I chyba nie mam żalu ze tak robilam…..no czasami.

    1. Nie o to chodzi, że chce za mocno. Chcę żeby były szczęśliwe i chce je wychować na dobrych ludzi. Chcę żeby wiedziały zawsze, że jestem nie tylko mamą ale i przyjaciółką. Wychowanie diecie to ciężki kawałek chleba. Pozdrawiam Kasiu ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *