Obarczeni ❤️

Wszystko jest dobrze.

Wszystko jest dobrze.

Wszystko jest dobrze.

5 tygodni temu miałam biopsję. 5 długich tygodni oczekiwania na wynik. 5 długich tygodni niedorzecznych myśli, że moja mama zmarła na raka w wieku 36 lat. Badania miałam na czas. Cycki, cytologia i ogólny przegląd robiony w Polsce wyszedł poprawnie.

A jednak pojawiła się jakaś zmiana i trzeba było pobrać wycinek.
Denerwowałam się. W tym czasie był nasz urlop, urodziny Felka, urodziny S. Nasz wspólny czas, a ja nie potrafiłam przestać myśleć. Co jeśli? Dzieciaczki takie malutkie. Na samą myśl oblewał mnie zimny pot i pękało serce.

S mówił: „Ania, nie zadręczaj się. Wszystko będzie dobrze”.

Ale widziałam, że w jego skorupie spokojności i „mamtowdupizmu” pokazały się rysy. Martwił się.

Od razu po powrocie ze szpitala napisałam dla Was tekst. Chciałam, żebyście mnie wsparli dobrym słowem, podnieśli na duchu. Potem jednak pomyślałam, że może to być odebrane przez Was jak jakieś żebrolajki. Postanowiłam więc napisać, jak będę miała wynik.
Wynik wrócił normalny. 😊

5 tygodni temu…

Nie lubię sierpnia. Zwyczajnie nie trawię. Od jakichś czterech lat zawsze się nam coś w sierpniu przydarza. W tym roku miałam nadzieję, że jakoś przebranę przez niego bez szwanku. Że się przemknę niezauważona. Że sierpień ma tyle na głowie i mi odpuści. Niestety. Nie udało się. Sierpień wie, że go nie lubię i to odwzajemnia.

Po kilkunastu tygodniach perypetii z angielskimi lekarzami, kilku wizytach w szpitalu i różnych dziwnych badaniach, wczoraj miałam biopsję. Zabieg bolesny, więc nie polecam. Do tego już samo słowo biopsja naszpicowane jest strachem, jak dobry jabłecznik cynamonem.

Ale nie sama biopsja była najgorsza, a informacja, że na wynik mam czekać 4 tygodnie. S bardzo się przejął.

S: Ania, jak się czujesz?
Ja: S dobrze. Jeszcze nie umieram. Zresztą dobrze wiesz, że żadne raczysko ze mną nie wytrzyma.

W sumie jednak też się bałam. Mimo, że wszystkie badania miałam zrobione w terminie i nie było szans na żadne choróbsko, to jednak się bałam. Nawet w tym głupim strachu, postanowiłam zataić prawdę przed Majką. Ale wiedziałam, że kto jak kto, ale ona i tak wyczai, że coś jest nie tak, więc rano jej napisałam o zabiegu.

Ja: Nie chciałam Ci mówić.
Maja: Powaliło Cię? Czemu niby?
Ja: Nie chciałam Cię obarczać swoimi problemami.
Maja: Doprawdy? Ty mnie całe życie obarczasz swoimi problemami.
Ja: Maja, no właśnie i już ten jeden Ci chciałam darować.
Maja: Ty lepiej prędziutko pisz do brata i jego też obarcz. Bo jak on się dowie, że mnie obarczasz, a jego nie, to będzie mu przykro.

Tak właśnie 5 tygodni temu obarczyłam rodzeństwo stresem oczekiwania.

Ale na szczęście wszystko jest już dobrze. Kamień spadł nam z serca.

A teraz obarczam Was!
Dziewczyny badajcie się. BADAJCIE. Macajcie cycochy, sprawdzajcie podwozie, wyganiajcie swoich facetów na przegląd sprzętu. Znajdźcie czas na lekarza, na badanie. Znajdźcie czas dla siebie. Zadbajcie o swoje zdrowie, bo nikt za Was tego nie zrobi. Nie odkładajcie, nie przekładajcie, nie olewajcie.

Nic nie jest ważniejsze niż życie. ❤️

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

6 thoughts to “Obarczeni ❤️”

  1. Skąd ja to znam…te czekanie brak snu glupie mysli wyczytywanie w internecie itd.Tylko ja mialam pobierana biopsie z zoladka.Moj Tata zmarł na raka zoladka Taty rodzenstwo.A od kad ja pamietam tylko ja mam problem z zoladkie.Reszta rodzenstwa nie.Ale wyszlo ok choc musze pilnowac sie.Ale…Ciesze sie Aniu razem z Toba i zycze duuuuuzooooo zdrowia.😍

  2. Czekanie na diagnozę jest okropne i jak to człowiek czekając nakręca się głupim myślami. Gdy rozmawiałam z mężem o przypadkach zachorowań na raka bo co chwila słyszę jak ktoś z grona moich znajomych zachorował przeżył zwyciężył mój mąż rzekł, kobieta kochana przez męża nie zachoruje na raka piersi 😉i tym pozytywne zakończę wpis i tego będę się trzymać

    1. U mnie akurat podwozie, nie cycochy. Ale każda kobieta jest inna. Są kobiety które mają nadwrażliwość piersi i nie lubią dotyku, są takie którym mężowie „badają” codziennie, a coś przeoczą. Oby takich przypadków było jak najmniej.

  3. Aniu doskonale znam te rozterki i strach który nie pozwala oddychać😢 przechodzilam to dwa razy. Dzieci troje jeszcze niedorośniętych mąż zakochał się w innej ipodzedl w siną dal a u mnie guzek w piersi . Ale dałam radę bo w porę go wymacałam. Po kilku latach poszedł dól ale też w porę zrobiona cytologia. Uratowała mnie moja systematyczność w badaniach. Powiem krótko badajcie się dziewczyny bo nie znacie dnia ani godziny😀. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *