#zwiedzANKI: Teneryfa ♥️

Dostaję od Was dużo wiadomości z zapytaniem o nasz urlop. Nigdy nie pisałam sprawozdania czy relacji z urlopu, więc jeśli mi nie poszło to darujcie.

Jak już wiecie wycieczkę kupiłam pod wpływem chwili i impulsu. Nie była specjalnie przemyślana i „poszliśmy” na żywioł.
Wycieczka na Teneryfę obejmowała przelot, 7 dni w hotelu all inclusive i odpoczynek w pakiecie. Zabraliśmy ze sobą humor, pogodę i determinację, żeby wypocząć.

I się udało. 😊 Może nie fizycznie, bo wakacje z maluchami to nie łatwizna, ale psychicznie na pewno.

S przynosił mi sangrię z kostkami lodu, świeżymi owocami, pachnącą jak najlepsze perfumy świata i nie martwił się, że trzeba zapłacić ratę za dom.
Problemy zostawiliśmy w domu. Mniej więcej pomiędzy ładowarką do telefonu, a moimi sandałami.

Wycieczka była w promocji i nie było to nic specjalnie wyszukanego. Hotel miał tylko 3.5 gwiazdki, ale i tak się dość sporo spłukaliśmy. Był to wydatek i to nie mały, ale w 100% wart swojej ceny.

Na miejscu hotel zaskoczył nas dwoma pięknymi, dużymi pokojami z wyposażonym aneksem kuchennym, wielką łazienką, przestronnym salonem i jednym dość sporych rozmiarów karaluchem.

4 baseny, w tym dwa małe, leżaki i parasole umilały pobyt i pomagały sprawdzić, po ilu godzinach w wodzie skóra na stopach dzieci się pomarszczy.

Pojechaliśmy już poza sezonem więc wszędzie było „luźno”, ale pogoda dopisywała przez wszystkie dni.
Widoki przepiękne i zapierające dech w piersiach. Czasami mieliśmy wrażenie, że oglądamy to w telewizji.

Nie byłabym sobą, jakbym nie wspomniała o jedzeniu. Było pyszne, ale ja nie jestem obiektywna, bo ja bardzo lubię jedzenie. Dużo świeżych owoców, warzyw i posiłki gotowane na bieżąco.
Alkohol też był, choć i w jego przypadku obiektywizmu nie zachowam. Najważniejsze, że lekki i w każdej ilości, co rekompensowało okropną kawę.

Wykupiliśmy też wycieczki do zoo (gdzie ukradziono nam naszą lustrzankę) i parku wodnego (gdzie dzieci błagały o meldunek). Kilka razy byliśmy też na plaży (której piasek odkrył nieodkryte dziury i zakamarki w naszych ciałach).

Cały pobyt cudny, choć jak to zwykle bywa za krótki. Na Teneryfę wrócimy, choć na pewno nie w to samo miejsce. I nie dlatego, że było coś nie tak, ale dlatego, że chcielibyśmy zobaczyć coś nowego.

Dzieciaki były tak grzeczne, że trudno było nam w to uwierzyć. I mamy nadzieję, że to nie jednorazowo tylko, że zwyczajnie mają duszę podróżników.
Spędziliśmy ten czas razem, bez pośpiechu, bez zmartwień i na pełnym luzie.

Ale były też i minusy. Podróż trwała prawie 5 godzin. Było to i w jedną i w drugą stronę 5 najdłuższych godzin w moim życiu. Felek zajął się tabletem, książkami, jedzeniem i zadawaniem nam rozluźniających pytań: „a czemu drzewa rosną?” i „gdzie mieszka morze?”.

Za to Bubusia? Klękajcie narody. Ona jest z tych małych ludzi, które jak mają charakter to go używają. Oj i ona użyła. A do tego całą podróż spędziła na moich rękach. Jadła u mnie, spała u mnie, nawet kupę mi na rękach zrobiła. Jak wysiadłam to wyglądałam jakby mnie pies zjadł i wyrzygał. Bluzkę wyrzuciłam już na lotnisku, bo bałam się, że mnie ochrona zatrzyma za próbę roznoszenia zarazy. S pół podróży powtarzał, że mi współczuje, choć widać było, że aż tańczy ze szczęścia w środku, że wylosował opiekę nad Felusiem w podróży.

Nacieszyłam oczy palmami, kaktusami i śniadymi Hiszpanami, choć S i w tym wypadku miał dużo więcej szczęścia, bo Hiszpanki opalają się bez staników. Choć  to też loteria, bo opalającej się toples 70-cio latki nie da się odzobaczyć. S udało się wyhaczyć kilka dwudziestek i do dziś bredzi przez sen „mucias gracjas siniorita”.

Ogólnie cały pobyt dodał S jakieś +1000 punktów do bycia „portorykiem”. Opalenizna, kapelusz i już po dwóch drinkach S mówił biegle po hiszpańsku. Jak na prawdziwego maczo przystało, przez cały wyjazd prawił mi też wyszukane komplementy typu: „ale się zjarałaś, wyglądasz jak burak”.

I tak kochane, potwierdzam. Po 35 latach prób udało mi się w końcu opalić nogi, choć nie pełną ich powierzchnię. 😉

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

2 thoughts to “#zwiedzANKI: Teneryfa ♥️”

  1. No to pieknie…poprostu ciesze sie ze urlop wypalil ze jedzenie pyszne ze kawa do du….ale alkohol smaczny …jak dobrze zrozumialam .Bo czytalam z kilkoma przerwami bo DEP ciagle dzwonil.Super ze wszystko sie udalo.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *