Chwytamy chwile 馃槈

Wsta艂am ostatnio rano, po ca艂ych 4 godzinach snu, zm臋czona, z b贸lem g艂owy jak po ci臋偶kim kacu i ledwo przytomna. I nagle w moim p贸艂przytomnym m贸zgu zacz臋艂a si臋 ko艂ata膰 my艣l. Najpierw delikatnie, obija艂a si臋 o potylic臋, by po chwili przywali膰 z pe艂n膮 moc膮.

Urlop! Potrzebujemy urlopu! Kilka dni odpoczynku, oderwania si臋, odsapni臋cia. Bez stresu, lekarzy i pracy.

Ta my艣l w艂a艣nie pozwoli艂a mi si臋 zerwa膰 z wyra, p贸j艣膰 ochoczo do pracy i wymy艣li膰 plan dzia艂ania.
Plan dzia艂ania by艂 mi potrzebny, bo ju偶 w my艣lach s艂ysza艂am g艂os rozs膮dku, kt贸ry dziwnym zbiegiem okoliczno艣ci nale偶a艂 do S i m贸wi艂: 鈥濧nia, opanuj si臋. Nas na to nie sta膰鈥.

Policzy艂am, pokalkulowa艂am i pokombinowa艂am, 偶e jak przez najbli偶sze tygodnie wezm臋 nadgodziny w weekendy i swoje oszcz臋dno艣ci (typu zask贸rniak) przeznacz臋 na wyjazd to co艣 skromnego i bez szale艅stw, ale zarezerwowa膰 si臋 uda. A jakby uda艂o si臋 od S wyci膮gn膮膰 jego zask贸rniaki, to jako艣 by艣my dali rad臋. I mo偶e wystarczy艂oby na jakie艣 drobne szale艅stwo.

Naszprycowana argumentami jak dobry bigos mi臋sem, postanowi艂am dzia艂a膰.

Ja: S nam jest urlop potrzebny. Bo padamy na cycki. To by艂y ci臋偶kie 2 miesi膮ce. Nie mamy si艂y, za to ci膮gle si臋 z艂o艣cimy. Brakuje nam cierpliwo艣ci. Musimy odpocz膮膰. 呕ycie nam przez pale przecieka. Pora, 偶eby chwyta膰 chwile.聽 Cieszy膰 si臋 sob膮 i dzie膰mi. Ci膮gle w biegu, mijamy si臋 w drzwiach i nie mamy na nic czasu. Mo偶e pora troszk臋 po偶y膰?

S: Tak, zgadzam si臋, mo偶e uda si臋 gdzie艣 pojecha膰 na 2 czy 3 dni.
Ja: A mo偶e by艣my polecieli do Hiszpanii albo Grecji na tydzie艅.
S: Marzenia. Nie sta膰 nas.
Ja: S ja policzy艂am, pokombinowa艂am i na tydzie艅 w jakim艣 niedrogim hotelu by艣my dali rad臋.
S: Ania, no nie wiem. Mamy takie wydatki. Mo偶e uda si臋 gdzie艣 tu na d艂u偶szy weekend wyjecha膰.
Ja: S i wydany 400 funt贸w na 3 dni, a ja dalej b臋d臋 sta艂a w garach. A jak polecimy to nie b臋dziemy si臋 tydzie艅 martwi膰, co na obiad i kto zmywa.
S: Ania.
Ja: 7 dni razem, non stop, bez pracy i zmartwie艅.
S: Ania, no jest to kusz膮ce.

S si臋 zamy艣li艂 i wiedzia艂am, 偶e to jest pora, 偶eby wyci膮gn膮膰 z kieszeni ostatni, acz najwa偶niejszy argument.

Ja: Pospaliby艣my. Pomy艣l, oni spa膰 i my spa膰, bo nie trzeba gotowa膰 i sprz膮ta膰. Ba! Oni na drzemk臋 i my z nimi. To by艂oby 7 przespanych nocy. Mo偶e nawet po 7 godzin snu dziennie.
S: Bukuj.

Truskawkowe pole 馃槈

Kilka dni temu pojechali艣my na farm臋 zrywa膰 truskawki. Super miejsce. Dostajesz koszyk w r臋k臋, idziesz na pole, zrywasz ile chcesz i jakie chcesz, a przy wyj艣ciu p艂acisz.

Dzieciaki by艂y zachwycone. Felutek zrywa艂 truskawy do wiadra, a Bubusia wyjada艂a prosto z krzaka. S ry艂 mi臋dzy p臋dami jak ryj贸wka, a ja sama nie mog艂am uwierzy膰, 偶e mo偶na z niczego, zrobi膰 tak fajn膮 atrakcj臋 dla ca艂ej rodziny.

Nazbierali艣my ca艂e wiadro i poszli艣my si臋 rozejrze膰 po farmie, bo sta艂 szyld, 偶e mo偶na by艂o zbiera膰 te偶 maliny, porzeczki i inne pyszno艣ci.

Kiedy przeszli艣my przez plantacj臋 truskawek i weszli艣my na podw贸rko gospodarcze, w oczy rzuci艂 si臋 olbrzymi traktor.

Felutek: Wow, tatusiu patrz jaki wielki. Mo偶emy zobaczy膰?
S: Nie synku, to teren prywatny.

Rozejrza艂am si臋 za informacj膮, 偶e w艂a艣nie wtargneli艣my聽na czyje艣 podw贸rko, za bram膮, czy cho膰by za psem. Nic. Teren otwarty. 呕adnych znak贸w, zakaz贸w.

Ja: S, ale tu nigdzie nie jest napisane, 偶e nie mo偶na.
S: Ania, ale tu s膮 warsztaty, magazyny. Nie wiem czy ludzie sobie 偶ycz膮, 偶eby艣my im tu 艂azili.
Ja: S my tym ludziom po polu chodzimy, ich truskawki zbieramy, naprawd臋 my艣lisz, 偶e ci膮gnik nam zabroni膮 zobaczy膰. Zawsze mo偶na spyta膰.
S: Ania po pierwsze to traktor. Po drugie kogo? Tyle ludzi tu chodzi, 偶e nie wiadomo kto to kto.
Ja: Ty jak zawsze wymy艣lisz.
S: A Ty jak zawsze si臋 wsz臋dzie wpychasz.

Stoimy tak na 艣rodku gospodarstwa i prawie si臋 k艂贸cimy.

Ja: Pami臋taj, 偶e zawsze warto zapyta膰. Najwy偶ej odm贸wi膮. Nic nie tracisz, a mo偶esz skorzysta膰.

I w tym momencie przeszed艂 ko艂o nas pracownik farmy. Spojrza艂am na S wymownie i prawie popchn臋艂am go w jego stron臋. S na lekkim fochu, ale poszed艂 i zapyta艂. Wraca i m贸wi do Felusia.

S: Idziemy na traktor synku?
F: A mo偶na?
S: Pewnie synku, tatu艣 zapyta艂 i Pan nam pozwoli艂. Zawsze warto zapyta膰, to nic nie kosztuje. I zawsze jak kto艣 co艣 za艂atwi, albo si臋 postara to 艂adnie jest powiedzie膰 dzi臋kuj臋. Wiesz synku?

F: Wiem tato… Dzi臋ki mamusiu.

Z艂ota r膮czka 馃槈

Pisa艂am Wam ostatnio, 偶e przy dw贸ch maluchach pior臋 codziennie lub prawie codziennie. Pralk臋 mam ju偶 wys艂u偶on膮, by艂a w mieszkaniu jak si臋 wprowadzili艣my. P艂ynu do p艂ukania nie pobiera, ale dzia艂a. Zawsze s膮 jakie艣 pilniejsze wydatki.

Od jakiego艣 czasu r膮czka bardzo ci臋偶ko chodzi艂a i trzeba by艂o si臋 bardzo natrudzi膰, 偶eby pralk臋 w og贸le otworzy膰.

Ja: S pralka si臋 psuje. Te drzwiczki si臋 w ko艅cu po艂ami膮. Trzeba si臋 rozejrze膰 powoli za now膮.
S: Ania, p贸ki pierze niech pierze. Teraz strasznie z艂y moment. Z kas膮 w dupie jeste艣my.
Ja: S wiem, ale nigdy nie b臋dzie dobrego momentu, 偶eby wyda膰 200 funt贸w.

Przez kilka kolejnych dni, pogoda dopisywa艂a, a ja pra艂am. Pra艂am i pra艂am i pra艂am. Tak pi臋knie sch艂o, 偶e po艣ciele, r臋czniki, a nawet tipi dzieciom wypra艂am.

W sobot臋 rano, za艂adowa艂am pralk臋 ciuchami i zaj臋艂am si臋 obiadem. Kiedy wypra艂a, z艂apa艂am za drzwiczki… i r膮czka zosta艂a mi w d艂oni. Szlag. Cholera jasna. Mog艂am poczeka膰. S by otworzy艂 i by艂oby na niego. A tak nie do艣膰, 偶e na mnie to i si臋 przyzna膰 musz臋.

Popatrzy艂am, pogmera艂am i posprawdza艂am, czy nie da si臋 jako艣 w艂o偶y膰 i uda膰, 偶e nic nie wiem. Ale nie. Urwa艂am i ju偶.
Jeszcze kombinowa艂am z t膮 r膮czka, kiedy do kuchni wszed艂 S.

S: No to pi臋knie.
Ja: Ale ja przecie偶 nie specjalnie urwa艂am. Lekko dotkn臋艂am.
S: No ja wiem Ania. Nie Twoja wina.
Ja: I co teraz zrobi膰? Jak pranie wyj膮膰?
S: Nie wiem. Popatrz臋 zaraz. A Ty id藕 szuka膰 nowej pralki.

O jak ja si臋 ucieszy艂am. Niby nieszcz臋艣cie, ale szcz臋艣cie. A偶 mnie nosi艂o, a my艣li po glowie krzycza艂y: „W ko艅cu now膮 kupi臋. Bajeranck膮, ale nie za bardzo, 偶ebym obs艂u偶y膰 umia艂a. Jak膮艣 tak膮 fajn膮. I mo偶e, 偶eby mia艂a funkcj臋 bez prasowania. I p艂yn b臋dzie pobiera膰”.

Te my艣li tak krzycza艂y, 偶e dopiero po jakim艣 czasie dotar艂y do mnie wo艂ania S.

S: S艂uchaj Ania. Otworzy艂em. Znalaz艂em spos贸b i na razie dzia艂a. P贸ki jest mo偶liwo艣膰 korzysta膰 jeszcze z tej, to korzystaj.
Ja: S, ale m贸wi艂e艣, 偶e now膮. Ja ju偶 wizj臋 mia艂am. Ucieszy艂am si臋 ju偶 nawet.
S: Ania, ale teraz jest ci臋偶ko kas膮. Ta dzia艂a. Naprawi艂em.

Naprawi艂.

bty

Zamiennik 馃槈

艢wiat oszala艂.

Ja Wam to m贸wi臋, jako pe艂noprawna wariatka. 呕e oszala艂. Na punkcie diet, fit i lajt. Dop贸ki mnie to nie dotyczy艂o, to zwyczajnie to olewa艂am.

呕eby nie by艂o, to ja wcale nie propaguj臋 oty艂o艣ci i choroby, nie o to mi chodzi. Mi chodzi o bycie sob膮, normaln膮, szcz臋艣liw膮. Bez ci膮g艂ego gnania, 偶eby dopasowa膰 si臋 wizerunkiem do innych. Odchudzam si臋, a i owszem, ale najcz臋艣ciej od poniedzia艂ku, a i nie d艂u偶ej ni偶 tydzie艅.

Gruba by艂am zawsze. Od liceum dupa mi ros艂a, cho膰 teraz tak naprawd臋 chcia艂abym by膰 tak gruba jak mi si臋 wtedy wydawa艂o, 偶e jestem . Przed 艣lubem rzucanie fajek i dieta i do 艣lubu uda艂o si臋 osi膮gn膮膰 wag臋 65 kg. Pierwszy raz od czasu uko艅czenia podstaw贸wki.

Potem dw贸jka dzieci i mi si臋 przyty艂o. Rozesz艂o si臋 mi to tu, to 贸wdzie. Nabra艂am masy, puszysto艣ci i gabaryt贸w. Ale zapar艂am si臋. Schud艂am te 30 kilo po porodach, ale jak ja si臋 katowa艂am dziewczyny. Nie jad艂am, w膮cha艂am tylko, no i 膰wiczy艂am. Codziennie si艂ka, bieganie. Dalej mam 28 kg nadwagi, ale na si艂k臋 brakuje ju偶 czasu, no i je艣膰 zacz臋艂am.

No, ale do brzegu.

Kilka dni temu zajrza艂am do polskiego sklepu, bo nam si臋 majonez sko艅czy艂. Od lat u偶ywamy Winiary. Przesz艂am ca艂y sklep i nie ma. Na sklepie zauwa偶y艂am Pani膮 z obs艂ugi:

Ja: Przepraszam, czy jest majonez Winiary?

Dziewczyna na oko 30 lat, wzrost jakie艣 170 cm i waga 40 kilo zmierzy艂a mnie wzrokiem m贸wi膮cym: 鈥濼aka gruba, a majonezu szuka?鈥. Ja za to 164 cm wzrostu 88 kg wagi, zmierzy艂am j膮 wzrokiem m贸wi膮cym: 鈥濩zy ona wie, 偶e ona jest w pasie w臋偶sza ni偶 ja w udzie?鈥 .

Eks: Wie Pani, nie ma. Sko艅czy艂 si臋 nam. Ale mamy pyszny jogurt grecki. Mo偶na zamieni膰. Jest bardzo smaczny. Bez t艂uszczu i g臋sty jak majonez.

Wywali艂am na ni膮 oczy, bo nie do ko艅ca zrozumia艂am, o co jej chodzi. A s艂owo zamiennik dzia艂a na mnie lekko przera偶aj膮co, po tym jak z m膮ki bezglutenowej kopytka robi艂am. Spali艂am garnek, w艂膮czy艂am alarm przeciwpo偶arowy i po艂ama艂am dwie 艂y偶ki t膮 wielk膮 kopytk臋 odklejaj膮c od dna. Wi臋c ju偶 lekko przeczulona pytam.:

Ja: Ale jak to zamieni膰?

Eks: Zamiast majonezu mo偶na wsz臋dzie jogurt dodawa膰. Do wszystkiego si臋 nadaje.

Ja: A to mo偶e Kielecki jest?

Eks: I do sa艂atek i do zupy.

Ja: A Mosso?

Eks:聽Zero kalorii. A smak ten sam. Nie poczuje Pani r贸偶nicy.

Ja: Ok. A jad艂a Pani kiedy艣 par贸wk臋 z jogurtem?

M贸wi臋 Wam, 偶e 艣wiat zwariowa艂.

Nic bez niego 馃槈

Postanowi艂am odci膮膰 p臋powin臋. Bi艂am si臋 z my艣lami kilka dni, ale uwa偶am, 偶e ju偶 czas najwy偶szy. Ci膮gle wszystko razem. Do sklepu, na zakupy, do lekarzy.

Do艣膰. Musi si臋 nauczy膰 sam zostawa膰, bo nied艂ugo b臋dzie problem. Ci臋偶ko mi, bo sama te偶 si臋 przyzwyczai艂am, bo nic bez niego.

Jeszcze nie wiem tylko jak to zrobi膰. Nie chc臋, 偶eby to by艂o zbyt drastyczne. Mo偶e prze偶y膰 szok czy traum臋. On jeszcze nie do ko艅ca wszystko rozumie. Du偶o zmian ostatnio i nie chc臋 偶eby czu艂 si臋 zagubiony.

Ale to ju偶 pora. On troch臋 odpocznie ode mnie, a i ja b臋d臋 mia艂a chwil臋 oddechu. Powoli si臋 uda. Najgorzej b臋dzie na pocz膮tku, ale spr贸bujemy ma艂ymi kroczkami.

Zacz臋艂am od wczoraj. Wysz艂am sama z Bubusi膮 na damski spacer i sesj臋 zdj臋ciow膮, a ch艂opaki zostali sami. Bawi艂y艣my si臋 super, a w domu Felutek przywita艂 nas u艣miechem.

Ja: Felutku jak by艂o z tatusiem?
F: Super mamusiu.

Popatrzy艂am na S. Min臋 mia艂 nieszcz臋艣liw膮. Nawet powiedzia艂abym tak膮 w stron臋 focha. Naburmuszony patrzy艂 na mnie z pod byka.

Ja: A Ty S, co taki nachmurzony?
S: Dzwoni艂em do Ciebie. Czemu nie odebra艂a艣?
Ja: Nie s艂ysza艂am. A co chcia艂e艣?
S: Zapyta膰 o kt贸rej b臋dziecie, bo d艂ugo Was nie by艂o.

S艂ysza艂am o tym. Cz臋sto si臋 tak zdarza przy przeci臋ciu p臋powiny. To tzw. l臋k separacyjny 馃槈.

Bo nie zawsze jest s艂odko…

Mamy za sob膮 bardzo trudne dwa miesi膮ce. Najpierw zachorowa艂a Buba. Drugi raz ospa da艂a nam popali膰 ze zdwojon膮 si艂a. Ma艂a p艂aka艂a dzie艅 i noc, a my nie spali艣my i pr贸bowali艣my jako艣 ul偶y膰 jej w cierpieniu. Przez ca艂e dwa tygodnie nosi艂am j膮 w zasadzie bez przerwy. By艂a u mnie na r臋kach jakby przyklejona klejem.

Po prawie dwutygodniowym areszcie, uda艂o nam si臋 urwa膰 na spacer i pokorzysta膰 z pogody. I kiedy ju偶 wychodzili艣my na prost膮 i cieszyli艣my si臋 z ka偶dej zagojonej krostki, osp膮 zarazi艂 si臋 Felutek.

Od razu wida膰 by艂o, 偶e przejdzie jeszcze gorzej ni偶 Buba. Temperatura, wymioty, sw臋dzenie. Tydzie艅 koszmaru dla niego i dla nas. 呕eby mu ul偶y膰 smarowali艣my, g艂askali艣my i nosili艣my na r臋kach. Dosta艂 tablet, telewizor i wszystko to, co tylko by艂o go w stanie pocieszy膰 i odwr贸ci膰 uwag臋 od sw臋dzenia.

Po ospie skakali艣my z infekcji w infekcj臋, od lekarza do lekarza. Po艂owa naszego urlopu to by艂 szpital i wizyty prywatne. Felutek p艂aka艂. Du偶o p艂aka艂. Nie spa艂 po nocach, a my padli艣my na pyski. Byli艣my zm臋czeni i rozdra偶nieni.

Po kolejnych dw贸ch tygodniach ju偶 dochodzi艂 powoli do siebie. Ale jak to na bystrego trzylatka przysta艂o, szybko zacz膮艂 wykorzystywa膰 i terroryzowa膰 nas p艂aczem o wszystko. P艂aka艂 od rana do nocy, a mi m贸zg p臋ka艂.

Pro艣by, t艂umaczenie, gro藕by, przekupstwa – nic nie pomaga艂o. Rzuca艂 si臋 i awanturowa艂 o ka偶d膮 g艂upot臋. Troch臋 z choroby, a du偶o przez swobod臋 jak膮 dosta艂.

By艂am zm臋czona, naprawd臋 padni臋ta. Brakowa艂o mi cierpliwo艣ci. Krzycza艂am, a potem 藕le si臋 z tym czu艂am. I tak w k贸艂ko.

W ko艅cu nie wytrzyma艂am. Godzina 15:00, ja w pi偶amie, Felu艣 20 kg na jednym biodrze, Buba 11 kg na drugim, 艣mierdz膮ca, spocona i g艂odna odstawi艂am dzieci na pod艂og臋…. i si臋 rozwy艂am.

Ale jak. Chyba gdzie艣 a偶 z dna niemocy ze mnie zesz艂o. Wy艂am, 艂ka艂am, smarka艂am. Felutek uspokoi艂 si臋 w sekund臋. Przytuli艂 mnie i nic nie m贸wi艂, a ja tak wy艂am i wy艂am. Nie wiem jak d艂ugo, ale musia艂am si臋 wyp艂aka膰.

Buba bawi艂a si臋 traktorem i zerka艂a tylko w moj膮 stron臋, a Felutek siedzia艂 i mnie pociesza艂:

F: Mamo, uspok贸j si臋 ju偶. Ju偶 b臋d臋 grzeczny. Ju偶 nie p艂acz. Ja te偶 nie b臋d臋 p艂aka膰.

Po jakim艣 czasie mi przesz艂o, cho膰 by艂o mi smutno i mia艂am straszne wyrzuty sumienia. Obieca艂am sobie, 偶e b臋d臋 lepsza i bardziej cierpliwa. Pozbiera艂am si臋, wsta艂am z pod艂ogi, a Felutek z powa偶n膮 min膮 m贸wi:

F: Mamusiu nie mo偶esz tak ci膮gle wy膰 i wy膰, bo b臋dzie Ci臋 g艂owa bola艂a i b臋dziesz brzydka.
Ja: Tak synku wiem. Przepraszam, ju偶 nie b臋d臋. By艂o mi smutno, ale ju偶 wszystko dobrze. B臋dziesz ju偶 grzeczny?
F: Tak.
Ja: To dobrze synku. Bo nie chc臋 tak wy膰 i wy膰. A ju偶 na pewno nie chc臋 by膰 brzydka.

Pierdo艂y 馃槈

Oj, jak mnie czasem wkurza S to masakra jaka艣. Uwierzcie mi, 偶e tak samo jak go kocham, tak samo mam ochot臋 udusi膰 czasem. Bez wyrzut贸w sumienia 偶adnych.

A najcz臋艣ciej to mnie wkurza takimi g艂upotami. Bo diabe艂 tkwi w pierdo艂ach. Na powa偶nie te偶 do艣膰 cz臋sto mnie wkurza, ale taka akurat rola m臋偶a i z tym jego obowi膮zkiem ja nie dyskutuj臋. Zazwyczaj po prostu przemilczam (oko艂o 7 dni).

Pisa艂am Wam kiedy艣, 偶e zawsze po k膮pieli zostawia prysznic na g贸rze. Niereformowalny jest. Nie przet艂umaczysz mu. Nie dociera zwyczajnie. I to nie tak, 偶e ja jestem jaka艣 ksi臋偶niczka i sama sobie zdj膮膰 nie mog臋. Mog臋, ale musz臋 wtedy stan膮膰 na brzeg wanny. Na brzeg? Ja? Na sam brze偶ek. Ja si臋 na brzeg p艂ytki boj臋 stan膮膰, z obawy, 偶e wyszczerbi臋, a co dopiero na wann臋.

Druga sprawa kt贸ra mnie tak irytuje, 偶e a偶 mnie trz臋sie w 艣rodku to woda w czajniku. Ja jestem z czajnikiem telepatycznie powi膮zana i wiem, 偶e jak on gotuje wod臋 to i ja si臋 zagotuj臋.

Codziennie rano, schodzi na d贸艂 i pstryka czajnik. Zawsze na jedn膮 herbat臋! Zawsze no. Nigdy nie sprawdzi wcze艣niej ile jest wody w czajniku. Jak nie ma i nalewa, to te偶 na styk. Bo wiadomo, 偶e musia艂by sekund臋 d艂u偶ej przy zlewie posta膰. Uw艂acza mu to.

O tym, 偶e jak zmywa czy wylewa co艣 do zlewu i nigdy go nie op艂ucze, to ju偶 nawet wspomina膰 nie b臋d臋. Po co sobie klawiatur臋 strz臋pi膰.

Ale s膮 te偶 takie poczynania, o kt贸rych ja wr臋cz musz臋 wspomnie膰. Bo p臋kne normalnie. Ot贸偶 codziennie, codziennie, codziennie do p贸藕nych godzinach wieczornych, a najcz臋艣ciej do p贸艂nocy sprz膮tam kuchni臋. Zmywam, opr贸偶niam zmywark臋, myj臋 butelki dzieciom, szoruj臋 kuchenk臋 i mopuj臋 pod艂og臋.

Lubi臋 rano wsta膰 i m贸c od razu robi膰 艣niadanie, a nie ogarnia膰 syfy dnia poprzedniego. Nie raz marzy mi si臋, 偶eby odpu艣ci膰 i ola膰, ale potem mam wyrzuty sumienia, 偶e taki bajzel, wi臋c dymam z tym mopem.

Szanowny ostatnio mia艂 na ran膮 zmian臋. Zawsze wtedy wstaje o 4:30, je 艣niadanie (owsiank臋 najcz臋艣ciej) ogl膮da chwil臋 鈥濲ak to jest zrobione鈥 i wyje偶d偶a do pracy.

We wtorek rano, schodz臋 z dzieciakami na d贸艂, zagl膮dam do kuchni, a tam na umytym blacie, nad zmywark膮 stoi talerz po 艣niadaniu.
Ale 偶em si臋 zagotowa艂a. I nie 偶ebym pami臋ta艂a o tym ca艂y dzie艅, ale jak tylko wr贸ci艂 to mu m贸wi臋:

Ja: Kurde, S powiedz mi prosz臋, co Tob膮 kieruje, 偶e Ty si臋 tak zachowujesz? Wyt艂umacz mi prosz臋, bo mo偶e ja mam za ma艂膮 g艂ow臋 i ona nie ogarnia. Jak to si臋 dzieje, ze masz si艂臋 donie艣膰 talerz do kuchni i postawi膰 na blacie, ale nie masz ju偶 si艂y tego cholernego talerza do zmywarki wsadzi膰?
S: Nie wiem no. 艢pieszy艂em si臋.
Ja: To wsta艅 prosz臋 te 3 sekundy wcze艣niej, 偶eby Ci na to czasu nie zabrak艂o.
S: Oj we藕. Ty te偶 czasem takie rzeczy robisz.
Ja: Ja?? Przyk艂ady? Prosz臋? Czekam?
S: Nie wiem teraz tak z zaskoczenia.
Ja: To zapisuj sobie.
S: Nie b臋d臋 Ci konkurencji robi膰.

Bez skrupu艂贸w 馃槈

Kilka dni temu pojechali艣my na #zwiedzANKI. Pi臋kna pogoda, Felutek si臋 lepiej czu艂 wi臋c postanowili艣my pokorzysta膰. Mimo, 偶e plecak przyszykowali艣my wieczorem, to jak zwykle, rano i tak wyruszyli艣my sp贸藕nienie i najpotrzebniejsze rzeczy zbierali艣my w biegu. Tym razem #zwiedzANKI pad艂y na 鈥濪om motyli鈥.

Z uwagi na pogod臋 chcia艂am, 偶eby by艂o na zewn膮trz, du偶o 艂a偶enia i atrakcji dla dzieci. Kole偶anka mi poleci艂a聽 偶e jest super, wszystko genialnie przygotowane pod dzieci, masa zabawy, a i blisko.

Zajechali艣my na miejsce, wysiedli艣my z auta, a ja zacz臋艂am w plecaku szuka膰 kremu z filtrem, bo s艂onko mimo rannej godziny bardzo mocno grza艂o.

Ja: Kocie, krem widzia艂e艣?
S: Nie, nie widzia艂em.

Nie ma. Cholera. Dzieciaki w spodenkach, roznegli偶owane. No spal膮 mi si臋 bia艂asy jak nic. Na terenie by艂 sklep, poszli艣my wi臋c od razu w poszukiwaniu czego艣 z filtrem. Nie ma. Sko艅czy艂 si臋. No szlag. Wiecznie co艣. Co robi膰?

Felutek ju偶 podekscytowany ogl膮da艂 偶贸艂wie, Buba buja艂a n贸偶kami w w贸zku, a mnie z偶era艂y wyrzuty sumienia. Od razu mia艂am jazdy, 偶e na pewno udaru s艂onecznego dostan膮.

S w telefonie sprawdza艂 ju偶 najbli偶sze sklepy i apteki. Niestety w niedziel臋 rano wszystko by艂o zamkni臋te i 偶eby co艣 kupi膰 trzeba by艂o wraca膰 do miasta.

Podchodzi艂am w艂a艣nie do Felutka wyt艂umaczy膰, 偶e tata na chwil臋 pojedzie, a my zostaniemy, kiedy k膮tem oka zauwa偶y艂am kobiet臋.
Smarowa艂a swoje dzieci! A w r臋ku trzyma艂a ca艂a butl臋 kremu. Niewiele my艣l膮c ruszy艂am do niej.

Ja: Przepraszam, ja wiem, 偶e nie powinnam, ale zadam g艂upie pytanie.
K: S艂ucham.
Ja: Bo ja kremu z filtrem zapomnia艂am, a w sklepie nie ma. Boj臋 si臋, 偶e mi si臋 dzieciaki popal膮. Czy po偶yczy mi Pani troszk臋?
K: Pewnie.
Wysmarowa艂am dzieci i szcz臋艣liwa podzi臋kowa艂am kobiecie.
S patrzy艂 na mnie tylko, kr臋ci艂 g艂ow膮 i si臋 u艣miecha艂. Wiedzia艂am, 偶e zaraz si臋 odezwie i powie, 偶e przypa艂owiec jestem i szybciej robi臋 ni偶 my艣l臋.
Ja: Co?
S: Ania, Ty w og贸le nie masz w sobie wstydu. Zero skrupu艂贸w.
Ja: Mam Kocie, mam skrupu艂y. W艂a艣nie, 偶e mam. Bo na ten przyk艂ad, to ja te偶 chusteczek mokrych nie wzi臋艂am z domu, a ta kobita mia艂a.

Basen 馃槈

Ostatnio wybrali艣my si臋 na basen. Od czasu epizodu z pierwsz膮 osp膮 nie byli艣my, a 偶e dzieciaki uwielbiaj膮 si臋 pluska膰 to postanowili艣my spr贸bowa膰 znowu.

Sam pomys艂 bardzo mi si臋 spodoba艂, bo przed chorob膮 chodzili艣my regularnie. Gorzej by艂o ju偶 tylko z wbiciem si臋 w str贸j k膮pielowy, jednocz臋艣ciowy i rozmiar 14. Kiedy to by艂o?

Dobrze, 偶e to guma, wi臋c si臋 jako艣 wcisn臋艂am. Co prawda nie mog艂am oddycha膰, a lajkra pi艂a mnie wsz臋dzie, ale czego si臋 nie robi, 偶eby uszcz臋艣liwi膰 dzieci.

Wygl膮dem postanowi艂am si臋 nie przejmowa膰, bo w ko艅cu to rodzinne sesje i dzieci nie obchodzi czy mi si臋 wylewa z boku, czy z przodu podwija.

Str贸j nie le偶a艂 na mnie jako艣 specjalnie spektakularnie, ale czego z drugiej strony wymaga膰 od 90-ciu kilogram贸w 偶ywej wagi i od stroju za 5.99.

Ola艂am fakt, 偶e wygl膮dam jak wrap. Naci膮gn臋艂am ty艂, naci膮gn臋艂am prz贸d i dobra moja. Wa偶ne, 偶e w og贸le pasuje.

W przebieralni cak cak, przebrani my, przebrane maluchy, siku, siku, jeszcze raz siku, prysznic i wchodzimy.

Basen prawie pusty, wi臋c by艂am odwa偶niejsza. I troch臋 mi ul偶y艂o, 偶e si臋 woda nie przela艂a jak wesz艂am. Naprawd臋 si臋 ba艂am, 偶e fal narobi臋. Wszystko sz艂o lepiej ni偶 zak艂ada艂am.

Tylko nie przewidzia艂am jednego! To co na sucho si臋 naci膮gn臋艂o, na mokro mo偶e si臋 艣ci膮ga膰.

Jak po艣lady naci膮ga艂am, to cyc na wierzchu. Jak cyc do g贸ry, to majty mnie pi艂y. Masakra jaka艣. Dzieci pe艂no, w tym moich dw贸jka, a ja na 艣rodku basenu w gum臋 gram.

Ja: Jeju, S mnie si臋 wszystko wylewa. Cyckami 艣wiec臋, dupa na wierzchu. Stringi mi si臋 robi膮. Wstyd. Chyba musz臋 wyj艣膰.

S:聽Ania, nie przejmuj si臋. Nikt nie patrzy. Olej to. Nikt tu przecie偶 nie wygl膮da jak ze „S艂onecznego Patrolu”.

Ja: Mo偶e i nie, ale ja mam na sobie chyba nawet mniej materia艂u jak Pamela. A ju偶 na pewno wi臋cej sk贸ry.

S:聽Myszolku, prosz臋 Ci臋. Jak zwykle przesadzasz. Nikt nawet nie zauwa偶y. Serio, uwierz mi! To naprawd臋 nie S艂oneczny Patrol.

Ja: S, pewnie, 偶e nie „S艂oneczny Patrol” , ale raczej te偶 nie „Uwolni膰 Ork臋”.聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽

Hobby 馃槉

Przez ostatnie kilka tygodni dostaj臋 na Instagramie wiadomo艣ci typu: 鈥濻uper profil, bla bla bla, ile uda艂o Ci si臋 zarobi膰 w Internecie?鈥.

Uzna艂am, 偶e to pytania zbyt osobiste i nie odpisa艂am. Szczeg贸lnie, 偶e wiem, 偶e pyta艂y osoby, kt贸re nigdy nie przeczyta艂y mojego 偶adnego wpisu.
Wam napisz臋 jak to jest, bo Wy czytacie.

Jako rekin biznesu, absolwentka zarz膮dzania i osoba znana w nielicznych kr臋gach za zaradn膮, w internetach zrobi艂am zero. Tzn. w funtach zero, bo w z艂ot贸wkach to zero. Ba, ja nawet jak na osob臋 szczodr膮 przysta艂o, do interesu dok艂adam. Nie mog臋 powiedzie膰 ile, bo k艂ama膰 nie chc臋, a Szanownemu powiedzia艂am, 偶e nie du偶o. I p贸ki nie dopytuje, to milcz臋.

Mog艂abym zarobi膰 na testowaniu produkt贸w na Insta, ale z moim szcz臋艣ciem to mi sk贸ra z twarzy zejdzie, albo co gorsza w艂osy wypadn膮.
Zg艂osi艂a si臋 do mnie kiedy艣 klinika 鈥濶owa g臋ba鈥 zajmuj膮ca si臋 operacjami plastycznymi, z propozycj膮 operacji zmniejszenia nosa i promocji w necie. To si臋 nie zgodzi艂am. Kurde, no bo jak ju偶 b臋d臋 s艂awna, to d艂ugi nos mi b臋dzie potrzebny do zadzierania.

Kiedy艣 butik z ciuchami zaproponowa艂 konkurs i wsp贸ln膮 promocj臋, ale jak si臋 okaza艂o, 偶e si臋 w 偶aden ciuch z butiku nie mieszcz臋 to wsp贸艂praca si臋 ryp艂a.

Do reklamy mnie nikt nie we藕mie, bo po pierwsze kamera mnie nie obejmie, a po drugie nie mieli by tyle filtra i pudru, 偶eby mojego 鈥瀊uraka鈥 zakry膰.

Cho膰 ja osobi艣cie widz臋 si臋 w reklamie. I nie mam z tym problem贸w, poza tylko tym, 偶eby by艂oby to co艣 co lubi臋. Oby tylko nie m贸wi膰. Je艣膰 mog臋, to akurat umiem wspaniale. Pi膰 te偶 potrafi臋. Reklamowa膰 mog艂abym mielonk臋 tyrolsk膮 lub 艁om偶臋 miodow膮. A! No i par贸wki.

Mog艂abym poczyta膰 i poszuka膰 jak mo偶na zarobi膰 i co zrobi膰. Nie m贸wi臋, 偶e mi si臋 nie chce. Mo偶e jak sko艅cz臋 dwie ksi膮偶ki Clarksona, Gr臋 o Tron, Nosowsk膮 i Cobena, to si臋 tym zajm臋. Chyba, 偶e znowu kupi臋 jak膮艣 nowo艣膰.

Fajnie by by艂o nie i艣膰 do pracy, siedzie膰 w domu, nic nie robi膰. Ale wtedy nie mia艂abym o czym pisa膰, a tak prosz臋. Mam.

Ostatnio ch艂opak z pracy m贸wi do mnie:

Chzp: Anna, ale Ty pi臋knie pachniesz.

Zawstydzona wyduka艂am podzi臋kowania. A w domu od razu zakr臋ci艂am si臋 ko艂o S (w moim odczuciu) seksownie, na co on pyta:

S: Kark Ci臋 boli Ania? Co si臋 tak wyginasz?
Ja: Nic, chcia艂am 偶eby艣 pow膮cha艂 jak pachn臋, bo mi kto艣 dzi艣 w pracy powiedzia艂, 偶e 艂adnie.
S: Ania, 艣licznie pachniesz.
Ja: Dzi臋kuj臋 kochanie.
S:聽Uwielbiam zapach w臋dzonki.

Widzicie, fajniejsze ni偶 kasa.

0