#pogadANKI – fryzjer 😊

Feluś ma uraz do fryzjera. Nie wiem skąd mu się to wzięło i dlaczego tak się stało, ale ostatnie pół roku to były walki. Płacz, wrzask i lament jak tylko podchodziliśmy do salonu.
Umawialiśmy fryzjerów do domu, my do domów fryzjerów jeździliśmy. Nic. Bez szans. Wrzask, że nie, że boli. Dramat.

Z uwagi na to, że Felutek jest alergikiem, jest lato i bardzo ciepło, a i włosy ciągle w oczach, należało podjąć pewne kroki.

A, że doszły mnie słuchy, że wiele z Was boryka się z podobnym problemem więc lecimy z pogadANKAmi 😀.

1. PLAN I TAKTYKA.
Przez ostatnie dwa tygodnie codziennie idź na spacer i zajdź pod tego samego fryzjera. Otwieraj drzwi i jeśli dziecko zaczyna płakać: „że nie chce, że boi się pani” , zamykaj drzwi i odchodź. I tak dwa tygodnie.

Sądnego dnia, kiedy zdecydujesz się, że pora pożegnać czuprynę, idź pod te same drzwi. Kiedy dziecko rozpocznie swoją histerię, płacz i opętanie, Ty matka samo zło przystąp do akcji.

2. SPOKÓJ.
Kochanie, uspokój się, jak nie chcesz tutaj, to pójdziemy do innej pani, której się nie boisz. Tamta pani będzie bardzo miła i na pewno ją polubisz.

3. PRZEKUPSTWO. To jeden z najważniejszych punktów.
Obiecuj wszystko co Ci ślina na język przyniesie i jak leci. Ale cały czas nie zapominaj wspominać o włosach.
„Jak zetniesz to kupię Ci jajo i będziesz mógł wybrać sobie jakąś zabawkę na poczcie”.

4. OBIECANKI.
Obiecuj ile wlezie. Niech poniesie Cię fantazja. Wycieczki, psy, lody. W tym punkcie wszystkie chwyty dozwolone.
„Wrócimy do domu, to nalejemy basen w domu i będziesz zjeżdżał ze zjeżdżalni prosto do basenu”.

5. SZANTAŻ EMOCJONALNY.
Nie bójcie się go użyć wszak nasze dzieci trenują go na nas po kilkaset razy dziennie. Zacznij delikatnie „mamusi będzie smutno jak nie obetniesz”, po ostrą amunicję „to ja też będę płakać”.

6. I ostatnie, MYDLENIE OCZU.
Ostatnie, acz bardzo ważne. Ma na celu odwrócić uwagę. Skierować myśli w stronę gier i bajek.
” Mama wzięła tablet i telefon i będziesz mógł oglądać Maszę i Niedźwiedzia”.

Przebrnąłeś już przez wszystkie punkty? Nie pomogło niestety? U fryzjera jest dalej płacz i lament? Wycie, kopanie i szarpanie? Włosy fruwają wszędzie, a fryzjerka zaczyna się modlić?

Przetrwaj. To w najgorszym wypadku 10 minut. A jak maszynką do skóry, żeby na dłużej „starczyło” to i 7 nawet. Trzymaj, nie puszczaj, wyłącz emocje. Jemu nic nie będzie. Chociaż Ty, możesz mieć kilka dodatkowych siniaków.

Po wszystkim rozpogodzi się w sekundę, bo będzie pamiętał wszystko co mu naobiecywałaś. Bo Ty mu mówiłaś, żeby ściąć i ściął, nie mówiłaś, że spokojnie ma przy tym siedzieć.

Więc oto moja najważniejsza rada.
Nie kombinujcie, omińcie wszystkie punkty, bo naobiecujecie, a mimo wycia i histerii i tak pójdziecie na pocztę po traktor i do sklepu po jajo. A resztę popołudnia spędzicie dmuchając ten cholerny basen.

Photo by Iza.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Biała śmierć 😉😂

Ja to taka bezmleczna jestem. Mleko tylko do kawy, śmietana do zupy i ser żółty, ale tylko rozpuszczony. Nic wiecej i w żadnej innej postaci. Uraz mam z dzieciństwa. Przekarmili mnie rodzice. Twarogiem. Fuj. Wstręt mam. Jak byłam mała i chorowałam to rodzice zupę mleczną zawsze we mnie wmuszali. Ogólnie cały nabiał powoduje u mnie odruch wymiotny.

Za to mój S codziennie na śniadanie gotuje sobie owsiankę. Wstaje o 4:30 i przed pracą wsuwa całą michę. Dodaje do niej dwie łyżki dżemu, garść żurawiny i posiekane orzechy. Więc w sumie można powiedzieć, że zjada pół gara, a nie michę.

Ja za to codziennie rano na śniadanie jem parówki i wiem, że jak mój brat to czyta to się teraz za serce trzyma. Ale lubię i już.
S od dłuższego czasu namawiał mnie żebym spróbowała sobie gotować owsiankę rano, że będzie to wartościowe i ciepłe śniadanie.

Kilka dni temu stwierdziłam, że spróbuję. Ogólnie nie wyglądało to tak pięknie jak w jego wypadku, bo przy łobuzach dopiero o 12-tej udało mi się zdjąć ją z gazu. Mleko gotowałam 4 razy, a 2 razy mi wykipiało. Spaliłam też garnek.

No, ale teraz już wiem przynajmniej jaki cel w tym miał mój S. To podstęp był. Knuty miesiącami. Jak zwykle w białych rękawiczkach i bez żadnych dowodów.

On chciał mnie otruć.

Pffffeeee. Masakra jakaś. Przypomniały mi się wszystkie choroby dzieciństwa, język stanął kołkiem, a szczękościsk mam do tej pory. Zadzwoniłam do niego i mówię:

Ja: To najgorsza rzecz jaką w życiu jadłam. Pomijając twaróg. Porażka.
S: Weź Ty. Ja tam lubię. Ty po prostu Ania nie masz wyczucia smaku. Jedz te swoje parówki jak tak.
Ja: Sarkazm jest zbędny S. Żebym ja wyczucia smaku nie miała, to bym z Tobą nie była. A zamiast owsianki to już naprawdę wolę parówki. Tam to przynajmniej wiem co jem.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Ugotowani 😉

Faceci to cwaniaki są. Kombinują i to na wszystkie strony. Ostatnio mój S, też próbował.
W którąś sobotę byliśmy cały dzień poza domem. Obiad zjedliśmy na tzw. „mieście”. Na niedzielę też mieliśmy plany, więc gdy dzieciaki już zasnęły, to zabrałam się za gotowanie zupy. Do kuchni przydreptał Szanowny.

S: Co robisz?
Ja: Zupę na jutro.

Postał, pokręcił się po kuchni, coś tam pobablał pod nosem i w końcu pyta:

S: Pomóc Ci?
Ja: Pewnie, dzięki. Przygotuj garnek i wstaw wodę.
S: Który garnek?
Ja: Ten co zawsze.
S: Czyli?
Ja: Średni z kompletu.
S: A wody ile?

Ha! Cwaniak. Myśli, że mu się uda. Nie ma mowy. Wiem co się święci. Bedzie pytał tak długo i o wszystko, że w końcu się wkurzę i sama zrobię. Nie ma! Ja Ci pokażę.

Ja: Pół garnka.

Patrz no, cały nalał. Haha, no dobrze kombinuje muszę przyznać.

S: I co teraz?
Ja: Wstaw i wrzuć mięso, a potem obierz ziemniaki, proszę.
S: Na który gaz?

No w mordę. Dobry jest. Ja już się zagotowałam. Szybciej jak ta zupa. Ale nie, nie dam się. Odwróciłam się do niego z uśmiechem i mówię:

Ja: Na ten środkowy kochanie.

Stanął jak wryty. Popatrzył na mnie i też się uśmiechnął. A kiedy ja odwzajemniłam uśmiech, on parsknął śmiechem i pyta:

S: Nie udało mi się?
Ja: Niestety nie, ale nieźle Ci szło.
S: No nic trudno, muszę wymyślić coś innego.
Ja: Zdecydowanie. A najlepiej, to już zacznij wymyślać, co jutro ugotujesz na obiad.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Szpieg 😉

Psa chciałam bardzo. I nie tyle dlatego, że strasznie kocham wszystkie, to dla dzieci też chciałam. Żeby rosły z przyjacielem i miały kompana do biegania.
To się S nie zgodził.

S: Ania, to jest olbrzymi obowiązek. Dodatkowe zajęcie. Ty sobie nie zdajesz sprawy.
Ja: S nie mów do mnie jak do dziecka. Przecież wiem. Ale ja bym bardzo chciała.
S: Zima, pada czy wieje, to o 6-tej rano trzeba z psem wyjść.

Marudził i biadolił tak jeszcze kilka dni. Bo i tak już strasznie dużo na głowie mamy, bo to kolejny obowiązek będzie, bo już i tak na nic czasu nie ma.
Odpuściłam. Wiedziałam, że nie wygram.

Aż tu kilka dni temu telefon służbowy z pracy dostał. Przyniósł do domu ucieszony. I jak brał to mu nie przeszkadzało, że to kolejny obowiązek dla mnie. Że ledwo znajduję chwilę, żeby prywatny przegrzebać, a teraz jeszcze służbowy trzeba.

I ja czas muszę znaleźć teraz i wygospodarować. I 6-ta czy nie 6-ta, zima czy wieje, to ja będę musiała wiskać, jak on z psem na spacer pójdzie 😂😂😂.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Pikaczu 😉

Co ja miałam ostatnio, to nie uwierzycie.
Coś mi pika i pika w aucie. I to zawsze jak z zakupów wracam to pika.

Ja: S, no zobacz co on pika, bo mnie to denerwuje. Jechać nie mogę normalnie. Czemu nie pika jak do pracy jadę czy z? Tylko zawsze jak zakupy robię.
S: Ania, ja nie mam pojęcia co Ci tam może pikać.
Ja: Pewnie mnie opieprza, że za dużo wydałam. Taki czujnik wydatków.

I tak kilka razy. Ta sama rozmowa, to samo pikanie.

Ja: S, ale wcześniej tak nie było.
S: A tylko pika, czy coś pokazuje? Może to temperatura?
Ja: S, ja w stresie jadę, ja nie mam czasu się przyglądać. Coś miga też, ale Ty myślisz, że ja jestem głupia jakaś. To nie temperatura kurde. W końcu już lato prawie.
S: Ania, no ja nie mam pojęcia co Ci tam może pikać. No mi nigdy nie pika. Chodź, pokaż może co i jak robisz.
Ja: S, bez jaj. Wrzucam siatki i jadę.
S: A gdzie te siatki wrzucasz?
Ja: No na siedzenie pasażera, bo w bagażniku ostatnio wózek jeździ.
S: Matko jaki głupol. Ania, to że pasy nie zapięte pika.
Ja: Ale ja zawsze zapinam.
S: W siedzeniu pasażera jest czujnik, i jak stawiasz tam siatki, to on myśli, że ktoś jedzie i pasów nie zapiął.
Ja: Weź Ty nie tłumacz mi jak dla debila.

I dobrze, że się wyjaśniło. Niby takie proste, a takie głupie. Tak czy siak mądrzejsze od czujnika wydatków 🤦.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.