Jedna na milion 😉

Kiedyś Wam już gdzieś wspominałam, że często mam tzw. zezowate szczęście. W sensie, że jak gdziekolwiek jest napisane, że „zdarzają się przypadki, ale bardzo rzadko”, to komu się przytrafi? Wiadomo, że mi! Od zawsze tak mam, chociaż chyba z wiekiem bardziej na to zwracam uwagę.

Po ciąży z Felutkiem uparłam się na cyckanie. Męczyłam i jego i siebie, ale zależało mi bardzo. Przyjeżdżała do nas do domu pani z poradni laktacyjnej.
Pzpl: To są same zalety karmienia piersią, a i dla Ciebie będzie lżej, bo jak długo karmić będziesz to okresu nie będziesz miała. Zdarza się, ale doprawdy są to pojedyncze przypadki.

Pani z Poradni Laktacyjnej za drzwi, a ja bach okres. Bo wiadomo, że ja jestem taki rzadki przypadek.

Jak byłam z Bubą w ciąży, to w okolicy 3-ego miesiąca rozbolały mnie plecy. Poszłam do lekarza, bo chodzić nie mogłam.
L: Ma pani rwę kulszową. To częste w ciąży. Kilka dni w łóżku i powinno samo przejść. Chociaż w ekstremalnych przypadkach ból może doskwierać do czasu porodu.

I masz. Pozostałe 6 miesięcy mnie plecy nasuwały. Męczarnia. Ciężko mi było chodzić, leżeć, siedzieć.

W obu ciążach rozeszło mi się spojenie i wymagało fizjoterapii choć normalnie samo się „naprawia”.
I ciągle tak. Wszystko co tylko możliwe do mnie.

2 razy ospę wietrzną, rota wirus w dzień porodu, chorobę lokomocyjną w wieku 35 lat, paraliżujący lęk wysokości i klaustrofobia, atak wyrostka robaczkowego co miesiączka, że o hemoroidach nie wspomnę. Kto ma? Ofkors, że ja.

Serio, masa tego. A najgorsze, że dochodzą nowe, a stare nie znikają.
Okazało się też np. że ja jestem jedna na milion.
Lekarz mi przepisał tabletki na kolano. I kiedy bardzo się nachodzę i ból zaczyna doskwierać, to biorę jedną przed snem.

Wczoraj w nocy budzę się, patrzę na S, a on siedzi na taborecie, w środku lasu i głaszcze lamę. Pierwsza myśl, że „czemu taboret wziął do lasu, a nie krzesło turystyczne?”. Druga, „co robi lama w lesie?”. W tym momencie lama odwróciła do mnie głowę i mnie opluła. Zerwałam się na równe nogi z wrzaskiem, zaczęłam biegać po pokoju i zaglądać we wszystkie kąty. S się obudził, popatrzył na mnie zdezoriwntowany i mówi:

S: Ania, co Ty wyrabiasz? Jest środek nocy.
Ja: Lamy szukam.
S: Co? Jakiej Lamy? Co Ty wygadujesz?
Ja: Znajdę i też ją opluję!

S wstał, zszedł do apteczki, wyjął ulotkę, a w ulotce jak wół napisane, że w jednym na milion przypadków mogą wystąpić halucynacje i majaki.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Ania

Lat: 35 (o matko) 😊 Stan cywilny: mężatka, (bo podkusiło)😊 Stan dzieciowy: sztuk 2 Hobby: lubię czytać, lubię pisać, ale najbardziej lubię czytać to, co napisałam 😛 Wady: uparta, nerwowa, gderająca, niecierpliwa. Zalety: łatwość w znajdowaniu wad 😊 Mocna strona: poczucie humoru Słabości: wiśnie w czekoladzie i siostra 😊 Nowy rok, nowa ja 😊. Tak to się zazwyczaj zaczyna. Długo o tym myślałam, gdybałam, wymyślałam scenariusze. I nagle, bach. Kiedy jak nie teraz. 😊 I oto jestem 😊

2 thoughts to “Jedna na milion 😉”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *