Można? 😊

Zawsze byłam przewrażliwiona. Zamartwiałam się błahostkami, pierdołami bez znaczenia. Sprawy, na które nie miałam wpływu, spędzały mi sen z powiek.

Z wiekiem mi to trochę przeszło i zamartwiać zaczęłam się tylko sprawami ważnymi (w moim mniemaniu). Już więcej olewałam, dużo puszczałam mimo uszu i nie brałam tak wszystkiego do siebie.

Okazało się jednak, że mi nie przeszło, tylko czekało w uśpieniu.
Przewrażliwienie eksplodowało jak mi się dzieci urodziły.

Jak płakały to ja musiałam nosić. Nie mogłam słuchać jak płaczą na rękach u S. Karmić też tylko ja, bo S na pewno gorącym poparzy. Kąpać też ja, bo mu się wymskną w wannie. Bieda. Czarne wizje. Wszystko co najgorsze przed oczami. Nieprzespane noce. Ciągły stres. I płacz oczywiście.

S cierpliwie znosił i mnie i hormony i przewrażliwienie. Z uwagi na to, że nie raz mu się dostało jak próbował tłumaczyć, odpuścił sobie i czekał, aż mi przejdzie.

Po 2,5 roku przyznaję otwarcie, z ręką na sercu, że przeszło mi. Wyrwę kartkę z kalendarza i oprawię. I wiecie co? Ulżyło mi. 10 kg spadło z serca, a od razu jakby i pupusia lżejsza.

Feluś ma fazę na zabawę piaskiem. Kupujemy mu takie 0,5 kilowe paczki smart sand, a on kopie, przesypuje i roznosi po połowie kuchni. Ma tam stolik i zabawki i pięknie się bawi.

F: Mamoooooo?
Ja: Tak synku?
F: Piasek próbowałem.
Ja: Dobry?
F: Nie. Suchy.
Ja: To nie próbuj więcej, bo zaraz obiad.

Można? Można 😊

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *