Strachy na lachy… 😉

Słuchajcie, mamy w domu lokatora.

Kilka dni temu, usypiałam maluchy i zasnęło mi się z nimi. W sumie zawsze mi się przysypia, S też, bo po pierwsze sen u nas ostatnio w deficycie 😁, a po drugie jak kurdupelki takie cieplutkie i pachnące się przytulą, to nie sposób nie odpłynąć.

I tak było tym razem. Nie wiem jak długo spałam, ale obudziło mnie straszne, przeszywające zimno i ciężar na barkach. Na początku pomyślałam, że Feluś się obudził i już się na mnie wdrapał. Otworzyłam oczy i ujrzałam jakąś czarną „postać”. Zamrugałam kilka razy i cień znikł.

Dziwnie się z tym czułam i miałam ciarki na plecach, za każdym razem, kiedy o tym myślałam. Ale w natłoku spraw codziennych, zapomniałam o tym zdarzeniu i nawet S nic nie napomknęłam.

Wczorajszą drzemkę sobie odpuściłam. Miałam dwa prania, obiad i milion innych rzeczy do zrobienia więc maluchy ululałam pilnując się przed zaśnięciem i niepocieszona 😏 zeszłam na dół.

Nadgoniłam prace domowe, od czasu do czasu zerkając na nianię. Za każdym razem, kiedy coś usłyszałam, biegłam na górę (po 20tym razie to bardziej się wdrapywałam 😉).

I nagle usłyszałam coś dziwnego na Niani. Weszłam do pokoju Felusia i zdębiałam.
Siedział na łóżku i tak jakby gadał z kimś.

F: Hejka. Hejka.

Po chwili zaczął coś rączką odganiać. Jak to zobaczyłam, to aż mnie przeszły dreszcze. Podeszłam do niego i mówię:

Ja: Felutku, Felutku coś Ci się przyśniło.
F: Tak mamusiu, przyśniło. Pani przyśniła.

Zeszliśmy na dół, bo Feluś stwierdził, że się wyspał, ale nie mogłam się pozbyć tego obrazu z mojej głowy. Jak S wrócił z pracy, to opowiedziałam mu wszystko i też go „ciary” przeszły.
A wieczorem jak już dzieci usnęły i leżeliśmy razem w łóżku, to S mówi:

S: Ciasno tak we 4, co?
Ja: Trochę ciasno, i nie w 4, a w 5.

S popatrzył na mnie jak na wariatkę i nieśmiało pyta:

S: Ale jak Ania w 5?
Ja: No, bo „Mara” się rozpycha.
S: Haha głupol.
Ja: Nie śmiałbyś się gdyby na Twojej stronie leżała. Możesz jej powiedzieć, że w gościnnym wolne łóżko mamy.
😂😂😂

0 thoughts to “Strachy na lachy… 😉”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *