Cierp ciało, skoroś chciało… 😉

Czuję się zdradzona…

Ale od początku…

Przez ostatnie trzy lata moja waga waha się w przedziale +/-20 kg i niestety najczęściej jest to + właśnie. Jednym słowem, żeby postawić sprawę jasno jestem „spaśnięta” 😛😜😛.

Po porodzie Buby, postanowiłam, że na razie garderoby nowej kupować nie będę, bo na pewno schudnę 😁.

Niezawodne jak zwykle okazały się legginsy. Wyglądam w nich jak salceson, z każdej strony mi się wylewa, cellulit prześwituje i wygląda jak panterka, ale są bardzo wygodne i naprawdę tylko dzięki nim nie chodzę całymi dniami w piżamie 😊.

I wiem, że jedno słynne chińskie przysłowie mówi, że „legginsy to nie spodnie”, a drugie, że „męża oszukasz, przyjaciółkę oszukasz, ale legginsów nie oszukasz” 😛😜😛, ale to jedyny ciuch, w który się mieszczę na stojąco, bo w inne muszę się „wbijać” na leżąco 😜😜.

Jeansy z reguły zakładam tylko do lekarza, ale zawsze idę w nich z duszą na ramieniu, bo boję się, że jak się zapomnę i zacznę oddychać to komuś guzikiem zęby wybiję 😉.

Dlatego też legginsy były do dziś moją ostatnią deską ratunku.
I ta właśnie deska mnie dziś zdradziła!

Bo ja rozumiem jeansy, sztruksy, jegginsy mogą „trachnąć” na pupie, ale żeby legginsy!!! 😱😱😱😂😂😂😂

0 thoughts to “Cierp ciało, skoroś chciało… 😉”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *