Gdyby kózka nie skakała…

Mam kontuzję kolana. Boli jak diabli, woda mi się zebrała, chodzić nie mogę. 

Zadzwoniłam o 8 rano do przychodni i wizyta, o dziwo,  tego samego dnia o 10:20. Pojechałam, doktor Brown mnie przyjął i pyta co mnie sprowadza. Mówię, że kolano boli, że „kulam”, że nie umiem zgiąć. Wypytał czy wypadek, czy uraz i mówi, żebym pokazała kolano. 

I zonk, bo ja w rurkach 😂😂😂. Nie ma szans, żeby podwinąć. Szybko przebiegłam myślami, jakie majtasy mam 😉 i ciach, spodnie w dół. I znowu wstyd. Sezon grzewczy się zaczął i nogi średnio ogolone 😂😂😂. Na pierwszy rzut oka dramatu nie było (2-3 dni jak sięgałam pamięcią). Dobra, myślę nie jest źle póki nie maca. No, a on ręce na kolano położył – i maca. Trudno myślę, jakoś przełknę, oby tylko wyleczył kolanko.

Doktor Brown pocmokał, pomyślał i mówi, że usg trzeba zrobić, że rentgen nic nie da i w trybie pilnym trzeba jednak usg. Myślę sobie super, przynajmniej się dowiem co i jak. 

Pytam więc:

Ja: To gdzie mam z tym jechać Panie Doktorze?

D: A, to list przyjdzie ze szpitala, gdzie się zgłosić.

Ja: yyy list? Ale ja nie mogę chodzić, a mam dwójkę małych dzieci w domu.

D: To coś przeciwbólowego paracetamol albo ibuprom i przepiszę Pani coś na receptę.
Świetnie pomyślałam, chociaż tyle. Na „przeciwbólach” jakoś do tej wizyty wytrzymam. Receptę dostałam na 200 tabletek, co pośpiechu nie sugerowało 😊.

Minął dzień listu nie ma, drugi i dalej nic więc dzwonie tam. Mówią mi, że już wizyta umówiona, że tam wiedzą, że w trybie pilnym.

Wczoraj przychodzi list z terminem za dwa tygodnie… 😱😱😱 Prawie zapłakałam.

Mówię do S:

Ja: S ja mam wrażenie, że jak ja sobie tę nogę odgryzę to mnie będzie mniej bolało.

S: Ania, musisz wytrzymać. Coś wykombinujemy, żeby tej nogi nie nadwyrężać.

Położyliśmy się wieczorem do łóżka i S pyta jak może mi pomóc:

S: Może Ci maścią posmaruję?

Ja: Warto spróbować.

Kucnął koło mnie, delikatnie kolano smaruje, rozmasowuje maść dokładnie. Potem przyniósł poduszkę i próbuje włożyć pod kolano. I pyta:

S: Wszystko ok? Pomaga coś?

Ja: S trudno powiedzieć, bo nasmarowałeś zdrowe kolano. 😂😂😂😂
Ale ponoć liczą się chęci 😉❤

0 thoughts to “Gdyby kózka nie skakała…”

  1. Nie, żebym nie współczuła Aniu :* Współczuję serdecznie :* Ale popłakałam się dwa razy!!! 🙂 🙂 🙂 A S pozostaje tylko pogratulować szczerych chęci pomocy 😉 Pozdrawiam Was mocno :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *