Zosia samosia

Przez ostatnie dwa lata ciągle coś z S remontujemy, malujemy, meblujemy. Nie są to wielkie zmiany i wszystko zajmuje nam sporo czasu, bo robimy sami. Tym razem padło na pokój gościnny. Stało w nim stare łóżko, i nie dość że zajmowało pół pokoju, to było już wyleżane i zwyczajnie niewygodne. Z wymianą ciągle się wstrzymywaliśmy, bo zawsze były pilniejsze wydatki. A po nowym roku okazało się, że najpierw teść przyjedzie na miesiąc, a potem teściowa na trzy tygodnie, to wyjścia nie było i łóżko poszło do wymiany. Tym, którzy dziwią się, że nie kusiło mnie, żeby położyć teściową na miesiąc na niewygodne łóżko, napiszę tylko tyle, że bardzo kusiło 😜😛😜.

Stare łóżko udało się sprzedać, a przy wyborze nowego padło na zwykłą, polską, porządną wersalkę. Zakupiliśmy ją przez Internet i po tygodniu wyglądaliśmy kuriera.

Polscy kierowcy przyjechali w sobotę wieczorem, wnieśli wersalkę od podwórka, zwinęli gotówkę i pojechali.

A my z S zostaliśmy z prawie dwumetrową wersalką i musieliśmy ją jakoś wnieść na górę.

Jak się szybko okazało, nie było na to najmniejszych szans. S zdecydował, że ją rozkręci i wniesiemy ją w częściach.

Przyniósł ze schowanka wiertarki, wkrętarki, zakrętarki i wszystkie inne „srarki” (które skądinąd zabierają mi tak wiele potrzebnego miejsca 😉).

Rozkręcił. Skrzynia okazała się leciutka więc z nią właściwie „wbrykaliśmy” na górę. Gorzej było z częścią leżącą. S postanowił, że on po schodach idzie pierwszy. Wersalka okazała się ciężka jak cholera, bardzo nieporęczna i do tego uparta, bo się w połowie schodów (jest tam lekki zakręt) zaklinowała.

S: Ania, Ty tylko podtrzymuj.

Ja: No przecież nic nie robię.

S: No to pchaj!

Ja: To pchać czy tylko podtrzymywać!?!

S: Ja ją utrzymam, ale Ty musisz lekko popychać.

Ja: S, ale ja mam tam rękę, zaraz mi bark urwiesz.

S: No to mówiłem Ci nie pchaj, tylko podtrzymuj.

Koszmar jakiś. Dzieci śpią. A my pośrodku schodów, a ona ani w dół, ani w górę. I znowu:

S: Ania, bo się wścieknę, no dasz radę popchać czy nie?

Ja: S błagam Cię, bo oszaleję zaraz. To mam pchać czy podtrzymywać tylko, bo zaraz się pokłócimy.

S: Pchaj no!!!

Popchałam z całych sił. Ruszyła, wnieśliśmy. Ściana podrapana, wersalka podrapana, moja ręka podrapana. Nie komentowałam, udało się no i super. S skręcił na górze i malina 😊.

Na drugi dzień przyjechał nasz dobry kolega na obiad, S zabrał go na górę żeby pokazać zmiany i słyszę jak gadają:

K: O kurcze, nie było problemu z wniesieniem? Wnieśli Ci?

S: Nie, sam wniosłem.
Sam wniósł!!! Sam!!! Sam przecież, bo ja tylko podtrzymywałam!!! 😂😂😂😂

0 thoughts to “Zosia samosia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *