Witaj szko艂o. 馃槈

Przysz艂a kryska na matyska. I nie, nie mowa dzi艣 o S. Jemu si臋 upiecze. Felek idzie do przedszkola.

Kilka dni temu, dostali艣my list z informacj膮, 偶e Felutek dosta艂 si臋 do przedszkola i w poniedzia艂ek i wtorek z rado艣ci膮 czekaj膮 na niego na zaj臋ciach adaptacyjnych. Ha. Z t膮 rado艣ci膮 to si臋 jeszcze oka偶e.

Mimo, 偶e od jakiego艣 p贸艂 roku oswajali艣my Felka z przedszkolem, byli艣my kilka razy i cz臋sto przechodzimy, entuzjazmu specjalnego jednak nie wykazywa艂.
A w zasadzie ci臋偶ko o entuzjazmie jakimkolwiek m贸wi膰, bo przez ostatnie p贸艂 roku twardo o艣wiadcza艂, 偶e nie p贸jdzie.

I kiedy cztery dni przed porusza艂am temat, Felek nawet rozmawia膰 nie chcia艂.
Wczoraj wysun臋艂am dzia艂o. Jeden z g艂贸wnych argument贸w nieperfekcyjnego rodzica, czyli przekupstowo.

Ja: Tatu艣 te偶 p贸jdzie. Zaprowadzi Ci臋, poczeka na Ciebie i jak wr贸cisz z tatusiem to wszyscy razem pojedziemy po choink臋.
F: Po choink臋 na 艢wi臋ta?
Ja: Tak.

I wida膰 by艂o po nim jak my艣li, analizuje. U艣miech b艂膮ka艂 mu si臋 po ustach i ewidentnie kalkulowa艂 korzy艣ci. Popatrzy艂 na mnie i m贸wi:

F: To zr贸bmy tak. Jed藕my po choink臋 bez szko艂y.

Prawie parsnk臋艂am 艣miechem. Taki malutki, a ju偶 jaki przebieg艂y. Nie藕le kombinuje.

Ja: Ale wszyscy musz膮 chodzi膰 do szko艂y synku. Mamusia chodzi艂a, babcia chodzi艂a, tatu艣 chodzi艂.
F: Ale ja chc臋 zosta膰 z Tob膮 w domku.
Ja: No, ale jak to? A Tatu艣 urlop wzi膮艂 specjalnie, 偶eby z Tob膮 i艣膰.
F: To niech idzie. Sam.

Ja to Was pociesza艂am we wrze艣niu? 呕e b臋dzie dobrze? K艂amcie, a pocieszajcie. 馃槈

„Narodziny gwiazdy”.

Dzi艣 mam dla Was recenzj臋.

Ha! Serio. I do tego to b臋dzie recenzja filmu.

Kilka dni temu us艂ysza艂am piosenk臋 w radiu, kt贸ra bardzo mnie poruszy艂a. 艢piewa艂a Lady Gaga cho膰 brzmia艂a inaczej ni偶 jej wcze艣niejsze piosenki. Okaza艂o si臋, 偶e to piosenka z filmu 鈥濧 star is born鈥 (po polsku tytu艂 brzmi „Narodziny gwiazdy”).

Znalaz艂am w sieci i wystartowa艂am do S z propozycj膮 wyj艣cia do kina. 殴le zacz臋艂am ewidentnie, mog艂am przemilcze膰, 偶e to film romantyczny. Ale ryps艂am wi臋c Szanowny nonszalancko odm贸wi艂.

S: Na babski film to z Elin膮 id藕.

Uczciwie musz臋 przyzna膰, 偶e rzadko jego odmowa cieszy艂a mnie tak bardzo. A w zasadzie nigdy. Bo z kim p贸j艣膰 do kina na babski, romantyczny i wyciskaj膮cy wszystkie 艂zy film? Wiadomo, 偶e z przyjaci贸艂k膮.

Elina bez zb臋dnych pyta艅 zgodzi艂a si臋 i od razu dogada艂y艣my szczeg贸艂y. Z uwagi, 偶e ja dysponuj臋 samochodem, postanowi艂am po ni膮 pojecha膰 i i艣膰 do kina u niej w mie艣cie.

Trasa do niej zajmuje oko艂o 20 minut, a 偶e seans zaczyna艂 si臋 o 19-tej, to ju偶 o 18-tej porzuci艂am wyk膮pane i nakarmione dzieci i ruszy艂am na 鈥瀝andk臋鈥.

I s艂owo porzuci艂am nie jest tu przypadkowe, bo tak si臋 czu艂am na pocz膮tku. Otrz膮sn臋艂am si臋 jednak. Przez 3 lata tylko raz wysz艂am sama, bez S, bez dzieci. 3 lata nie by艂am w kinie.

Kupi艂am Elinie kwiaty, bo jak randka to randka. Ona kupi艂a bilety, ale te偶 popcorn i cole, bo dobrze mnie zna.

Film od pierwszych minut dotkn膮艂 nas do g艂臋bi. Pi臋kna muzyka, wzruszaj膮ce teksty i nieprzerysowane postacie. Historia jakich wiele, a jednak inna. By艂 艣miech, by艂y 艂zy. A na koniec to si臋 ju偶 kompletnie porycza艂y艣my. Dobrze, 偶e mia艂y艣my zapas chusteczek, chocia偶 makija偶 mog艂y艣my sobie darowa膰.

Film by艂 od pocz膮tku mocno emocjonalny. Uczucia, ich komplikacje i wpieprzanie si臋 os贸b trzecich. 呕ycie. Niby jak偶e odmienne od naszego, a jakie podobne.

Po filmie wr贸ci艂am do domu, zmy艂am resztki tuszu, zda艂am relacj臋 S, uca艂owa艂am dzieci i doceni艂am 偶ycie. Spokojne 偶ycie.

Film trafi艂 na list臋 moich ulubionych, czyli tych, kt贸re mog臋 ogl膮da膰 po kilka razy. Co prawda pierwsze miejsce od kilku dobrych lat niezmiennie jest zaj臋te, jednak ten film serdecznie polecam.

Muzyka robi w nim kawa艂 dobrej roboty i gwarantuje ciarki. Ca艂a 艣cie偶ka d藕wi臋kowa jest genialna.

 

No. To tak jakby kto艣 nie wiedzia艂 jaki prezent sobie zrobi膰 na Miko艂ajki. 馃槈

Pami臋膰 fotograficzna… 馃槈

Wiecie, 偶e nic tak nie m臋czy jak rzeczy, kt贸rych nie kupili艣my i to czego sobie przypomnie膰 nie mo偶emy.

Kilkana艣cie lat temu, mieszka艂am z moj膮 siostr膮 w Warszawie. Ona wynajmowa艂a mieszkanie z narzeczonym, a ja kilka miesi臋cy mieszka艂am z nimi na przyczepk臋. Studiowa艂am, pracowa艂am, imprezowa艂am troch臋.

Kilka dni temu Szanowny kupi艂 mi moje ukochane perfumy i poinformowa艂, 偶e ju偶 ich nie produkuj膮 i musz臋 znale藕膰 sobie jakie艣 inne ulubione.

Ja: Kiedy艣 jak mieszka艂am z Maj膮, to ona mia艂a takie perfumy, kt贸re mi si臋 strasznie podoba艂y.

Niewiele my艣l膮c napisa艂am do siostry.

Ja: Sprawa jest.
M: Co?
Ja: Pami臋tasz jak mieszka艂y艣my razem, to mia艂a艣 kiedy艣 takie perfumy w czarnym flakoniku.
M: Nie pami臋tam.
Ja: Od te艣ciowej dosta艂a艣 chyba.
M:聽Nie pami臋tam.To mo偶e co艣 z Avon by艂o?
Ja: Nie, zdecydowanie nie. To by艂y oryginalne perfumy. Bardzo d艂ugo pachnia艂y. Taki wyrazisty zapach. 艢liczne.

Wys艂a艂a mi kilka zdj臋膰, ale nic nie pasowa艂o.

Ja: To by艂o na Blatona jak mieszka艂y艣my.
M: Na Blatona? Ty mnie pytasz o perfumy, kt贸rych ja u偶ywa艂am 15 lat temu?
Ja: Tak. Szukam dalej.
M: Ja pierdziele. Anka serio?
Ja: Kurde no, bardzo mi si臋 podoba艂y.
M: Dobra. Rozszerzam poszukiwania.

I znowu wys艂a艂a mi kilka zdj臋膰.

Ja: Dupa. Nie, nic nie pasuje. Trudno. Jeszcze popatrz臋.
M: Dobra, bo ja film ogl膮dam. A zamiast patrze膰, to szukam czarnych butelek po necie jak debil. Jeszcze mnie do ko艅ca nie pojebawszy.

Ale wida膰 by艂o, 偶e i j膮 to m臋czy艂o, bo w mi臋dzy czasie jeszcze po艣mieszkowa艂a i wys艂a艂a mi dwa zdj臋cia z perfumami w czarnych butelkach z podpisem: te s膮 czarne… ale tych nie mia艂am. 馃槀馃槀馃槀

Po prawie godzinie intensywanego my艣lenia, przejrzenia 5827730 zdj臋膰 czarnych buteleczek i kiedy m贸j m贸zg prawie sp艂on膮艂 zacz臋艂a mi b艂膮dzi膰 po g艂ow臋 nazwa. Zna艂am szybko w Internecie i wys艂a艂am zdj臋cie Majce. Cho膰 prawie by艂am pewna, 偶e to te.

M: Ku藕wa, tak. Te mia艂am.
Ja: Zajebi艣cie. Bingo. Tyle godzin poszukiwa艅 i ju偶 traci艂am nadziej臋. A tak mnie m臋czy艂o, 偶e my艣la艂am, 偶e ochujam.
M: Bo Ty mnie ku藕wa w b艂膮d wprowadzi艂a艣. Te dosta艂am od R. Cho膰 nie zmiana to faktu, 偶e z 15 lat temu.
Ja: A widzisz? 15 lat min臋艂o, a pami臋膰 dalej jak ig艂a.

Jaka to melodia… 馃槈

Fascynacja Felka Kazikiem przesz艂a nasze oczekiwania. Zaskoczy艂 nas tym bardzo. Zapa艂a艂 do niego mi艂o艣ci膮 tak ogromn膮, 偶e ci膮gle go 艣piewa pod nosem, nam ka偶e, a do tego nawet Bub臋 zacz膮艂 uczy膰.

Dosz艂o do tego, 偶e ostatnio kiedy kr臋ci艂am si臋 po przedpokoju, us艂ysza艂am d藕wi臋k otwieranej bramki na g贸r臋. Wyjrza艂am, zobaczy艂am Felusia i zawo艂a艂am do niego:

Ja: Felu艣? Gdzie idziesz?

Na to m贸j syn popatrzy艂 na mnie i w odpowiedzi za艣piewa艂: „id臋 tam gdzie id臋, nie id臋 gdzie nie id臋, id臋 tam gdzie musz臋, nie id臋 gdzie nie musz臋, ole鈥.

Kiedy uk艂ada艂 klocki i pyta艂am czy wszystko dobrze czy si臋 nie zamota艂, od艣piewywa艂: „zagubi艂em si臋 w mie艣cie gdzie艣 daleko od domu”.

Zawsze kiedy wchodzi艂 do 艂azienki jak S pryska艂 si臋 dezodorantem, zaczyna艂 pod艣piewywa膰 鈥瀏az, gaz, gaz na ulicach鈥.
W aucie te偶 偶y膰 nam nie dawa艂. Nie zd膮偶yli艣my wsi膮艣膰, a ju偶 krzycza艂:

F: Tato w艂膮cz: Maciek jak tylko 偶artowa艂em.

Cieszyli艣my si臋, dop贸ki nie zacz膮艂 pyta膰. Bo jak zacz膮艂, to ju偶 po bandzie:

F: Tato, a czemu Pan Kazik 艣piewa: 鈥濶ie m贸w do mnie per Ty pedale鈥.

Przy kolejnej podr贸偶y samochodem m贸wi臋 do Felka:

Ja: Felusiu tata ma du偶o innych, te偶 fajnych piosenek. W艂膮czymy zaraz i zobaczysz czy te偶 lubisz.

S wrzuci艂 usb i zacz膮艂 przegl膮da膰 pliki. Ale okaza艂o si臋, 偶e to droga z deszczu pod rynn臋. Na wy艣wietlaczu pojawi艂a si臋 na pierwszym miejscu Metallica. Kolejne pliki, a w nich Linkin Park, Rammstein i wszystko w podobny dese艅 te偶 nie nadawa艂y si臋 dla Felcia.
W ko艅cu na wy艣wietlaczu pojawi艂 si臋 plik Moja muza.

Ja: S to zobacz co masz tam w tym folderze 鈥濵oja鈥.

I kiedy po chwili zawy艂 Enej z 鈥濴ili” spojrza艂am na S wymownie. On popatrzy艂 na mnie i zmieszany pr贸bowa艂 prze艂膮czy膰. Po chwili w g艂o艣nikach zabrzmia艂 Justin Timberlake.

S: Ania! To Twoja muzyka.
Ja: Dobra dobra. Wyda艂o si臋. I co pu艣cisz dalej? Bibera?

 

6 lat razem i codziennie si臋 okazuje, 偶e nie znasz cz艂owieka. 馃槀馃槀馃槀馃槀

Kr贸tkie nogi… 馃槈

K艂amstwo ma kr贸tkie nogi. Mimo, 偶e knute i misternie planowane wyjdzie na jaw i zem艣ci si臋 w najmniej oczekiwanym momencie.

P贸ki jednak si臋 da艂o to knuli艣my i k艂amali艣my jak na 鈥瀝odzic贸w samo z艂o鈥 przysta艂o.

Zawsze przed zasypianiem, ju偶 na g贸rze, w艂膮czali艣my dzieciom dobramock臋 na p贸艂 godziny. P贸艂 godziny jednak zawsze by艂o teoretyczne, bo dzieciaki czasem nie dawa艂y za wygran膮 i najcz臋艣ciej 偶ebra艂y o wi臋cej. Ja stara艂am si臋 nie ulega膰, ale S „mi臋kka dupa” owszem. Bywa艂o wi臋c tak, 偶e usypiali艣my maluchy ponad godzin臋.

Kt贸rego艣 wieczora, kiedy dzieciaki 艂obuzowa艂y i nie reagowa艂y na nasze pro艣by, S wy艂膮czy艂 telewizor znienacka. Bardzo si臋 zdziwi艂am, bo takie 鈥瀌rastyczne鈥 rozwi膮zania to nie jego 艣wiat. Felutek zdawa艂 si臋 my艣le膰 podobnie jak ja, bo zdezorientowany zapyta艂:

F: Co si臋 sta艂o?

Ja: Telewizor si臋 wy艂膮czy艂.

F: W艂膮cz.

Nie wiedz膮c sama do ko艅ca co zrobi膰, rzuci艂am nagle, a S pod艂apa艂.

Ja: Ale on sam si臋 wy艂膮czy艂.

S: Sam si臋 wy艂膮czy艂, sam si臋 w艂膮czy.

Bo偶偶偶eee, jakie to by艂o fantastyczne k艂amstwo. Pyk z ukrycia i cisza. Wy艂膮cza艂 si臋 sam kiedy by艂o trzeba. Jak krzyczeli, jak si臋 bili, jak nie chcieli i艣膰 do 艂贸偶ka, jak my chcieli艣my mie膰 chwil臋 spokoju.

Ka偶dego dnia u偶ywali艣my tej samej sztuczki. By艂o nam z tym tak cudownie, 偶e nawet nie zarejestrowali艣my kiedy zwyczaj 鈥瀞amowy艂a艅czacza鈥 przeni贸s艂 si臋 te偶 na d贸艂, do telewizora w salonie. Cichaczem wy艂膮czali艣my, 偶eby p贸艂 dnia nie sp臋dzali przed bajkami. Felek zrozumia艂, 偶e p艂acz i terroryzowanie nic nie da, bo telewizor w艂膮czy si臋 sam kiedy przyjdzie odpowiedni moment. A Buba z godno艣ci膮 przyjmowa艂a wszystkie braki w 鈥瀌ostawie pr膮du鈥. Wszystko sz艂o pi臋knie, dzieci si臋 nie buntowa艂y, telewizor si臋 wy艂膮cza艂, radio w艂膮cza艂o.

Jednak jak to zwykle bywa w艂a艣nie te chwile kiedy wszystko idzie jak z p艂atka powoduj膮, 偶e traci si臋 czujno艣膰. To znaczy my stracili艣my, bo jak si臋 okaza艂o Felek czujny pozosta艂.

Rozlu藕nieni rozmow膮 nie zauwa偶yli艣my, 偶e Felek si臋 nam bacznie przygl膮da. I kiedy zapomniawszy si臋, wy艂膮czy艂am bajk臋, Felek otworzy艂 usta, popatrzy艂 na mnie i z niedowierzaniem w g艂osie powiedzia艂:

F: To Ty wy艂膮czy艂a艣!

Nie odpowiedzia艂am, nie chcia艂am mu w oczy k艂ama膰. Zerkn臋艂am po艣piesznie na S, w poszukiwaniu pomocy. Niestety oczy S r贸wnie偶 sugerowa艂y niedowierzanie:

S: Ania, a tak by艂o pi臋knie.

Ja: No wiem, spieprzy艂am. Moja wina.

S: Twoja, twoja. Trudno no, nic ju偶 nie m贸wi臋.

Ja: Dzi臋kuj臋.

S: Nie ma za co. Wystarczaj膮ca nauczka Ci臋 czeka dzi艣, przy usypianiu.

Pami臋tajcie wi臋c, 偶e k艂amstwo ma kr贸tkie i ko艣lawe nogi, i nawet jak si臋 po cichu przemknie, to wcze艣niej czy p贸藕niej tym ko艣lawym kopytem w co艣 przychrzani.

Fryzjer p艂aka艂 jak poprawia艂 馃槈

Z t膮 moj膮 grzywk膮 to ja mam teraz tak przewalone, 偶e chyba nigdy tak nie mia艂am. Do tego ona jest tak inwazyjna, 偶e S to dopiero ma z ni膮 problem.

Kilka dni temu napisa艂a Iza, 偶e przed moj膮 prac膮, uda jej si臋 wpa艣膰 na moment na szybkie zdj臋cia. Ucieszy艂am si臋 bardzo i nawet przez my艣l mi przesz艂o, 偶e mo偶e uda nam si臋 samym wyskoczy膰, je艣li mam wystarczaj膮c膮 ilo艣膰 s艂odyczy w domu, 偶eby przekupi膰 dzieci.

Napali艂am si臋 bardzo na ten pomys艂 jak na picie wina wieczorem. Rano po 艣niadaniu posprz膮ta艂am, a potem ukr臋ci艂am ciasto na chybcika, 偶eby faktycznie mie膰 jakie艣 argumenty i polecia艂am uk艂ada膰 w艂osy.

Na艂o偶y艂am ton臋 偶elu i wysuszy艂am. Nerw mia艂am naruszony, bo ku藕wa od pierwszych sekund wiedzia艂am, 偶e nie p贸jdzie jednak po mojej my艣li. W og贸le po 偶adnej my艣li to nie sz艂o. Niewyt艂umaczalne to dla mnie jest, 偶e tyle tygodni, a ona nawet milimetr nie odros艂a. Nawet zacz臋艂am si臋 zastanawia膰 czy nie i艣膰 do tej samej babki i nie poprosi膰, 偶eby na nogach obci臋艂a. Albo gdzie indziej, gdzie w godzin臋 mech zarasta. Bo tu trzy tygodnie min臋艂y, a w艂osy nawet nie drgn臋艂y.

Suszy艂am jednak, 偶elowa艂am i znowu suszy艂am. Prawie ochuja艂am w tym stresie, bo jak to ku藕wa jest, 偶eby trzy w艂osy, a w czterech kierunkach stercza艂y. 呕el poprawi艂am lakierem, prostownic膮, 艣lin膮 i jednym pla艣ni臋ciem w czo艂o. Na艂o偶y艂am czyste leginsy, koszul臋 i zbieg艂am na d贸艂, bo Iza w艂a艣nie podjecha艂a.

Od razu si臋 ubra艂y艣my, 偶eby nie traci膰 czasu, zapakowa艂am ob偶arte ciastem dzieci do w贸zka, bo zostawi膰 si臋 z babci膮 nie da艂y i ruszy艂y艣my na sesj臋. Wia艂o mocno, zimno by艂o i dzieci troch臋 marudzily, ale by艂y艣my zadowolone.

I kiedy wieczorem Iza wys艂a艂a kilka zdj臋膰, posz艂am od razu pokaza膰 Szanownemu.

Ja: Iza wys艂a艂a kilka zdj臋膰.
S: A faktycznie. Jak tam by艂o na sesji?
Ja: Fajnie, cho膰 z dzieciakami to nie tak 艂atwo..
S: Wiem, poka偶 te zdj臋cia.

Pokaza艂am mu telefon i patrzy艂am jak ogl膮da.

S: Super wysz艂y. Fajny klimat, ale chyba grzywki to Ci dzieci u艂o偶y膰 nie da艂y.
Ja: Ona tak wygl膮da u艂o偶ona.
S: Haha Ania, nie wiem co powiedzie膰.
Ja: Ty聽ju偶 lepiej nic nie m贸w. Ju偶 i tak za du偶o powiedzia艂e艣. Nie wiem sama co mam z ni膮 robi膰.
S:聽Przesta艅, w ko艅cu odro艣nie.聽 A mo偶e podci膮膰 trzeba jako艣?
Ja: 呕artujesz? Kto si臋 teraz ku藕wa podejmie?

馃槈

 

呕ycie Anki 馃槈

Cze艣膰 jestem Anka i jestem mam膮.
Codziennie wstaj臋 o 5 rano i w 90% nie jest to m贸j wyb贸r. Dobra, bujda w 100% to nie moja decyzja.

Ka偶dy m贸j poranek, kt贸ry ko艅czy si臋 mniej wi臋cej w okolicach po艂udnia sp臋dzam w pi偶amie. Jak mam szcz臋艣cie to zmieniam j膮 na leginsy z primarka za 3 funty (polecam), a jak nie, to bujam si臋 w niej po domu ca艂y dzie艅.

Nieod艂膮cznym elementem naszego ka偶dego dnia jest te偶 zupa, bo jest smaczna i zdrowa. Wi臋c w domu zawsze musi by膰 zupa. I ju偶 od tej nieszcz臋snej 5 rano najcz臋艣ciej g艂owie si臋 鈥瀓aka zupa dzi艣?鈥. Pr贸buj臋 j膮 gotowa膰 ju偶 od rana, mi臋dzy udawaniem Andiego z dinozaur贸w, a wyd艂ubywaniem ciastoliny z dywanu.
Je艣li uda si臋 ugotowa膰, to lecimy na spacer, bo musz膮 si臋 maluchy wybiega膰 przed drzemk膮.

Idziemy, a w zasadzie ja id臋, bo Felek si臋 wlecze i ju偶 po 200 metrach spaceru t艂umaczy mi, 偶e nie ma ju偶 si艂ki. I najbardziej chcia艂by 偶ebym go nios艂a. 20 kilogramowego klocka. Mimo, 偶e wie, 偶e nic nie wskr贸ra, bo miejsce na r臋kach przez 3 kilometry zajmuje Buba, to pr贸buje przez ponad godzin臋.

Po powrocie gratuluj臋 jemu, 偶e jednak da艂 rad臋 i sobie, 偶e nie wyplu艂am p艂uc. Cho膰 dup臋 mam mokr膮.

Potem usypiam maluchy, kt贸re po spacerze odzyska艂y energi臋 i potrzebuj膮 mniej wi臋cej godziny, 偶eby si臋 wyciszy膰. Wa偶ne, 偶e zup臋 zjedli.

Zostawiam je zakryte, najedzone, 艣pi膮ce i wykorzystuj臋 ten czas na samotno艣膰 w toalecie, delektuj臋 si臋 cisz膮 i gotuj臋 drugie. No bo: 鈥瀖amo, a dzi艣 nie ma mi臋ska鈥? Postanawiam si臋 wykpi膰 pierogami z truskawkami z paczki. Najwy偶ej na kolacj臋 b臋dzie par贸wa, cho膰 Szanowny twierdzi, 偶e z mi臋sem ma ona niewiele wsp贸lnego.

Wstaj膮. Po godzinie usypiania, 22 minuty drzemki sprawiaj膮, 偶e oczy mi wilgotniej膮. Ze szcz臋艣cia, 偶e nic nie zd膮偶y艂am zrobi膰, i 偶e reszt臋 dnia mog臋 by膰 Stra偶akiem Samem b膮d藕 Romeo Pj Mask.

Zapomnia艂am jeszcze o sprz膮taniu, ale to, kuszona chwil膮 spokoju zostawiam na wiecz贸r po powrocie z pracy.
Wraca Szanowny i prawie tak samo jak maluchy cieszy si臋 z pierog贸w. Mniej z par贸wek.

Wychodz臋 do pracy. Kiedy si臋 przebieram widz臋, 偶e te nieszcz臋sne leginsy zdobi plama po bananie, a 艣rodek czo艂a olbrzymi pryszcz. U艣miecham si臋, 艣ciskam po艣lady i sp臋dzam w pracy 3h.

Kiedy wracam 艣pi膮. Szanowny te偶.
Kln臋 si臋 za to od艂o偶enie sprz膮tania i t艂uk臋 si臋 w ten durny 艂eb si臋gaj膮c po mopa. Dochodzi 22. Id臋 obudzi膰 Szanownego i da膰 buziaka dzieciom.

艢pi膮. Wygl膮daj膮 jak anio艂ki. No kto by pomy艣la艂. Serce mi mi臋kkie, a oczy podchodz膮 艂zami. Kocham ich. Wszystkich.

Narzekam? Nie. Pokazuje jak jest naprawd臋. I mimo wszystko uwielbiam to 偶ycie. Uwielbiam to zamieszanie, ten gwar, ten zapieprz. To moje ulubione z 偶y膰. A mia艂am ich kilka. By艂am kiedy艣 singlem, studentem, a nawet bizneswoman.

A teraz jestem mam膮 i 偶ona.

I to moje ulubione z 偶y膰. 鉂わ笍

Na psa urok… 馃槈

Co to by艂 za dzie艅.

Wychodz臋 wczoraj z pracy, a pod bram膮 czeka S i ju偶 przez szyb臋 wo艂a spanikowany:

S: Ania, dzieci zasn臋艂y. Mama z nimi zosta艂a. Wskakuj szybko, bo musimy jecha膰 do sklepu.
Ja: O losie, po co? Co si臋 sta艂o?
S: Zgubili艣my Felusiowego pieska.

Uwierzcie mi, m贸j 艣wiat si臋 na chwilk臋 zatrzyma艂. Serce zacz臋艂o mi wali膰 i ju偶 widzia艂am rozpacz Felcia. Bo my ju偶 mu kiedy艣 jednego pieska zgubili艣my. Felek prze偶y艂 wtedy dramat, a ja jak si臋 dobrze ws艂ucham, to jeszcze w uszach s艂ysz臋 jego p艂acz. Tamtego nie znale藕li艣my i w艂a艣nie tego dosta艂 na pocieszenie.

Wsiad艂am szybko do auta, a S ruszy艂 z piskiem opon i stara艂 si臋 w skr贸cie wyja艣ni膰 przyczyny tej tragedii.

S: Przeszukali艣my wszystko, ale nigdzie go nie ma. Chyba w sklepie zosta艂. Felek szuka艂 z nami, cho膰 ci膮gle m贸wi, 偶e gdzie艣 schowa艂. Zasn膮艂 teraz, ci膮gle o niego pyta艂 wi臋c nie wiem co b臋dzie, jak wstanie.

W sklepie prawie biegiem, od razu dopadli艣my do rega艂u z pieskami. By艂. Ostatni.

S: Ania, to na pewno ten? Jaki艣 podobny, ale inny.
Ja: Tak, to na bank ten. Tylko czysty, temu taki puszysty jeszcze.

Wr贸cili艣my do domu, obci臋li艣my metk臋, a w tym czasie te艣ciowa przeczesywa艂a jeszcze salon i znalaz艂a starego. Pod sof膮 by艂. Ale skoro mieli艣my dwa, to w mi臋dzy czasie uknuli艣my z S szpetny i niecny plan, 偶eby Felkowi da膰 nowego, a starego upra膰 w ko艅cu i mie膰 na zmian臋.
Dumni z siebie, przybili艣my pi膮tki, ja schowa艂am starego psa, nowego postawi艂am w salonie na 艂awie, a S pojecha艂 do pracy.

Kiedy po przebudzeniu z drzemki Felutek od razu zapyta艂 o pieska, z dum膮 znios艂am go na d贸艂 i pokaza艂am na stolik. Felek zrobi艂 oczy, popatrzy艂 na mnie zdziwiony, popatrzy艂 na pieska i jak nie zap艂acze.

F: CO SI臉 STA艁O Z MOIM PIESKIEM?

Ku藕wa, pozna艂. Wpad艂 w histeri臋. Biegiem ruszy艂am na przedpok贸j, odszuka艂am starego i pe艂na pokory poda艂am Felkowi wciskaj膮c kolejne k艂amstwo.

Ja: Jest, jest, tylko mama go poczesa艂a. Ju偶 jest Tw贸j piesek. Znalaz艂 si臋.
F: Gdzie by艂?
Ja: Pod sof膮?
F: A gdzie tamten?
Ja: Ale kt贸ry?
F: Ten poczesany. Przynie艣 mi go. Sk膮d on si臋 tu wzi膮艂?
Ja: Przyszed艂, bo s艂ysza艂, 偶e zgubi艂e艣 pieska. Chcia艂 Ci pom贸c szuka膰, bo to jego brat chyba, bo taki podobny.
F: Fajny jest ten braciszek. Z tym te偶 b臋d臋 spa艂 i wsz臋dzie chodzi艂.
Ja: Mo偶e jeden b臋dzie zostawa艂 i domku pilnowa艂?
F: Nie, dwa b臋d膮 ze mn膮 chodzi膰.

Starzy brawo za przebieg艂o艣膰, plan by艂 prawdziwie misterny i opracowany jak na dw贸ch geniusz贸w przysta艂o. Szkoda tylko, 偶e nie zak艂ada艂 pora偶ki i pilnowania teraz dw贸ch piesk贸w, a jak wida膰 z jednym by艂 spory problem. Planowanie level expert.

Pod wiatr 馃槉

Ci臋偶ko mi czasem.

Tak zwyczajnie trudno.

Dw贸jka ma艂ych dzieci, praca, dom, gotowanie, sprz膮tanie i do tego ci膮gle jakie艣 remonty. Wiecznie w biegu, wsz臋dzie, zawsze i ze wszystkim na ostatni膮 chwil臋.

Ale mimo tego jestem szcz臋艣liwa. Tak bardzo, jak bardzo bywam zm臋czona.

I to nie tak, 偶e si臋 nie wkurzam na Szanownego. Wkurzam milion razy dziennie. Dzieci mi wchodz膮 na g艂ow臋 i nie raz na nie nawrzeszcz臋. Ale mimo tego i z ca艂ym tym naszym kramem jestem szcz臋艣liwa.

Du偶o 艂atwiej mi to szcz臋艣cie by艂o 鈥瀘dnale藕膰鈥 jak przesta艂am por贸wnywa膰 swoje 偶ycie i siebie z innymi.

Przesta艂am wymaga膰 od S, 偶eby by艂 ksi臋ciem z bajki, skoro mi samej do bycia ksi臋偶niczk膮 zupe艂nie nie po drodze.

Przesta艂am wychowywa膰 na si艂臋 dzieci na anio艂ki, skoro sama jestem jak diablica.

Przesta艂am wymaga膰 od siebie wygladu Barbi, kiedy duchowo szybciej mi do Gessler.

I mimo, 偶e nie raz zakln臋 nadeptuj膮c na klocek i przedzieram si臋 przez dom jak Bear Grylls przez d偶ungl臋, to wol臋 taki domowy bajzel ni偶 偶ycie w „muzeum”.

Przesta艂am por贸wnywa膰 swoje 偶ycie. Nie chc臋 dostawa膰 z艂ota, a w sercu czu膰 smutek. Wol臋 us艂ysze膰 鈥瀔ocham Ci臋 wredoto鈥 i dosta膰 trzy pi臋kne kaktusy ni偶 kupione na kredyt 10000 r贸偶.

Nie marz臋 ju偶 o 偶yciu w bajce, nie marz臋 o zmianach i o nieosi膮galnym. I to nie chodzi o brak ambicji. Chodzi o 偶ycie nie na si艂臋, nie na pokaz. Si臋gam po to co mam i to co mam szanuj臋. Staram si臋 ka偶dego dnia. Ka偶dego dnia dostrzegam ma艂e gesty, ma艂e s艂owa. Nie oczekuj臋. Nie czuj臋 si臋 wiecznie zawiedziona i niezadowolona.

呕ycie jest za kr贸tkie, 偶eby si臋 dopasowywa膰 do kogo艣. Musi pasowa膰 Tobie, a nie innym. Lepiej 偶y膰 po swojemu nieidealnie, ni偶 sztucznie si臋 wzoruj膮c.

呕yj po swojemu. Nie jak wszyscy.

Denerwuj si臋, nie sprz膮taj czasem, jedz pizz臋 z zamra偶arki i pij piwo z butelki, pok艂贸膰 si臋 z m臋偶em, wyjedz dzieciom czekolad臋, obejrzyj telenowel臋.

Bo 偶ycie, 偶ycie jest nowel膮…, a nie harlekinem. 馃槈

M贸j Anio艂 鉂わ笍

Ma艂o J膮 pami臋tam. Pami臋tam J膮 tylko ze szpitala, pogrzebu. D艂ugo mia艂am do siebie o to 偶al. Ale pono膰 by艂am malutka. Mia艂am 6 lat jak umar艂a.

Mama bardzo chorowa艂a. Je藕dzi艂a od lekarza do lekarza. Zmar艂a na raka w wieku 36 lat. Mia艂a 偶ycie przed sob膮. 呕ycie z nami. Odesz艂a i zostawi艂a tat臋, mnie i dw贸jk臋 mojego rodze艅stwa. D艂ugo nie umia艂am zrozumie膰 swojej straty, cho膰 zawsze by艂am mocno spragniona mi艂o艣ci. Tata bardzo si臋 stara艂, 偶eby niczego nam nie brakowa艂o. Kocha nas bardzo, wiem to. Ja jego te偶, cho膰 zawsze trudno nam by艂o wyrazi膰 uczucia.

Brakowa艂o mi s艂贸w 鈥瀔ocham Ci臋鈥. Siostra i brat starali si臋 ca艂e 偶ycie, bym chyba jako najm艂odsza wiedzia艂a, 偶e nie jestem sama. Pomagali mi, wyci膮gali z problem贸w, po偶yczali kas臋. I cz臋sto powtarzali, 偶e kochaj膮.

Tata o偶eni艂 si臋 po raz drugi, mia艂am drug膮 mam臋 i rodzina powi臋kszy艂a si臋 nam o tr贸jk臋 starszego rodze艅stwa. Fajnie by艂o. Mia艂am dzieci艅stwo.

Ale ca艂y czas czu艂am jej brak. Czasem my艣la艂am o tym czy mnie widzi, czy na mnie patrzy.

Kiedy pojawiaj膮 si臋 problemy zawsze z 鈥瀗i膮 gadam鈥, prosz臋 o pomoc. Prosz臋, 偶eby mnie pilnowa艂a. 呕ebym si臋 w nic nie wpakowa艂a i 偶eby nade mn膮 czuwa艂a.

Nie raz zastanawia艂am si臋 jakby wygl膮da艂o moje 偶ycie jakby 偶y艂a. Jakie by艂yby nasze relacje. Czy 艣mia艂a by si臋 ze mnie i rodze艅stwa jak si臋 wydurniamy i 偶artujemy? Czy dumna by艂aby w wnuka i z 4 wnuczek? Czy dumna by艂aby z nas, 偶e sobie dali艣my rad臋.

I wiecie co, my艣l臋 偶e tak. My艣l臋, 偶e skoro wysz艂a za mojego tat臋, to mia艂a poczucie humoru, my艣l臋 偶e skoro mia艂a nas tr贸jk臋 to kocha艂a dzieci i my艣l臋, 偶e patrzy teraz na nas z dum膮. 呕e mimo, 偶e jest daleko to kocha nas tak samo mocno jak my j膮. My艣l臋, 偶e widzi, wspiera i pomaga.

I 偶e wie, 偶e strasznie mi przykro, 偶e 艢wi臋to Zmar艂ych sp臋dz臋 w pracy na obczy藕nie. Wybaczy, 偶e nie mog臋 jej odwiedzi膰 w tym roku na cmentarzu.

I 偶e wie, 偶e zawsze w moim sercu zajmuje miejsce, kt贸rego nikt, nigdy nie da rady zast膮pi膰. Kocham Ci臋 mamo. Kiedy艣 si臋 jeszcze spotkamy i wszystko mi opowiesz. A teraz zerkaj na nas i nas pilnuj. 鉂わ笍